Bolesław Wieniawa-Długoszowski

Bolesław Wieniawa-Długoszowski
Patos patriotycznej pieśni i narodowego frazesu obrzydzili nam różni sprzedawczycy, co pyski mieli pełne ojczyzny. My naszą miłość nosiliśmy głęboko w sercach. Nadto ciągłe obcowanie, rozmowy i koleżeństwo z andrusami krakowskimi, batiarami ze Lwowa, ulicznikami z Warszawy, a choćby tylko z robotnikami i kmiotkami z różnych stron Polski nie pozostały bez wpływu na styl i formę naszych rozmów, wynurzeń i żartów. O stryju Florentynie Raz na tydzień, zwykle w niedzielę lub co dwa tygodnie, rodzice i siostry olbrzymim landem, zaprzęgniętym w cztery konie, ja z bratem wierzchem, wybieraliśmy się do stryja mego ojca, Florentyna, do odległej o kilkanaście kilometrów Lipnicy Wielkiej. Nawiasem mówiąc, zamieszkiwał tam ongi nasz dziad Aleksander, żołnierz i oficer napoleoński. [...] pan...