Bogusław Dopart

Potwór Pana Cogito Wbrew regulacjom dotyczącym okresu przedwyborczego (w tym czasie opublikowane materiały propagandowe powinny być sygnowane przez właściwe komitety), czarne prostokąty nie nosiły żadnego podpisu. Dzieło nieznanych sprawców. I to ta ciemna anonimowość, a nie przeciętna, tania demagogia napisu, kształtuje właściwy sens przekazu. Czarny prostokąt, znak od nieznanych sprawców, jest jak nieuchronny wyrok, wydany na skompromitowaną partię rządzącą. Symbolizuje też moc ścierającą na proch politycznych przeciwników, a także bezosobową władzę wyłaniającą się zewsząd, wywierającą przemożny wpływ na jednostkę. Groźną, bo niepochwytną jak potwór Pana Cogito. Te plakaty przemawiają wprost do podświadomości i fundują swe przesłanie na lękach pochodzenia totalitarnego. Platforma...
Przycupnąłem w końcu na małą medytację koło kamienia papieskiego na Błoniach. Z napisu „Tu es Petrus” przeniosłem wzrok na poranione drzewa. Listowie odłamanych gałęzi zdążyło już poszarzeć o ułamek tonu. Wkrótce zwiędnie, zeschnie się, sczernieje. Korzenie, teraz w letargu, obumrą. Zesztywnieje miazga. Luki w drzewostanie spowszednieją oczom... jak ten tu napis. Banalna, niedojrzała powszedniość zaraz tutaj wtargnie, zniechęcając do jakiegokolwiek zastanowienia i zamazując wszelki sens, jaki można by przydać niecodziennemu wydarzeniu. Ot, marudzenie. Wszystko przez sierpniową chandrę. Chandra sierpniowa nęka mnie od lat. Po śmierci Papieża, zdaje się, znacznie mocniej. Zwykle pod koniec miesiąca w nastrój przygnębienia wprawiają mnie dwie uporczywe myśli. Wciąż więc chodzi mi po...
Tkwię gdzieś w połowie drogi między Krakowem a Lwowem. W którąkolwiek stronę spojrzeć – na zachód czy na wschód, na słowackie południe bądź na północ nieco w lewo odchyloną od osi kompasowej – do najbliższego salonu intelektualistów mam w najlepszym razie ze sto pięćdziesiąt kilometrów. Wokół mnie ziemia Fredrów i Chłędowskich, Pelczarów i Pigoniów, Przybosiów, Szczepaników, ta wielka lista obecności, ta wielka księga zasług tej szlachetnej i roztropnej, idealistycznej i pragmatycznej inteligencji. Ziemia, której udało się uniknąć (dzięki tradycyjnej solidarności, a i peryferyjności po trosze) najgłębszych zranień, jakich nie szczędził Polsce komunistyczny aparat przemocy wraz ze swą intelektualną świtą. Od mego punktu widokowego najbliżej do miejsca urodzenia Stanisława Pigonia....
Ogień zgasł, podróżni zlodowacieli do najbliższej wiosny. Ot, i wszystko. Przezornie, bez zachwytu nad inteligencją swych czytelników, Fredro palcem wskazującym, tym służącym do napominania i grożenia, stawia kropkę nad „i”. „Gdzie bez czynu sama rada – powiada – Biada radźcom, dziełu biada”. Ten morał chciałbym dziś niepostrzeżenie przemycić do Berdyczowa. To, że słowa i czyny nie chodzą u nas w parze – to żadna nowość. Ale nie wszystko jeszcze o tym powiedziano. Rozbrat słowa i czynu polega nie tylko na zaniechaniu realizacji ogłoszonych i obgadanych projektów. Bywają czyny nieprzygotowane, nieprzetrawione przez myśl. Istnieją działania, którym, przez zaniedbania propagandowe, nie zapewniono należytego poparcia. Raz po raz fakty, które powinny spadać jak grom z jasnego nieba i...
Co znaczy: pisać na Berdyczów? Władysław Kopaliński (zob. „Słownik mitów i tradycji kultury”) domyśla się, iż miasto na wschodzie Rzeczypospolitej nabyło niedobrej sławy z powodu kiepskiego funkcjonowania poczty. Z nieświetnej reputacji Berdyczowa poszło porzekadło o idiomatycznym sensie: odczepże się ode mnie, bywaj zdrów, nie dam się nabrać, rzecz skończona! Mogło tak być. Ale w moim uchu kresowego pogrobowca brzmi to także trochę inaczej. Brzmi jak prześmiewcze wyzwanie przechery, franta, sowizdrzała, baciara: dałeś się oszukać, naiwny człowieku, a teraz szukaj wiatru w polu. Pisz na Berdyczów. Czy istnieje dewiza bardziej przystająca do naszych dni? Jest czas bolesnego doświadczenia, smutnego rozczarowania, gorzkiej dojrzałości. I czas utraty złudzeń, jasnego realizmu, męskiego...

Pages