Numer 3 (85)/2013

Mark Steyn
Trudno powrócić na ziemię Dziś ostatnia wielka idea Zachodu właśnie dogorywa zamotana w kryzys strefy euro. Aczkolwiek w mniej oczywisty, namacalny sposób, niż to było w przypadku upadłych totalitaryzmów. Co nie zmienia faktu, że sam pomysł okazał się dla Europy wyniszczający, tak że jedynym otwartym pytaniem jest już nie to, czy Zachód wymrze, tylko, ile Zachodu wymrze. „Europa” przeżywa fundamentalny kryzys tożsamości, a zaczął się on z chwilą, gdy Niemcy doszli do wniosku, że sam fakt, iż Grecy żyją w ich bliskim sąsiedztwie, wcale nie musi oznaczać, że trzeba z nimi zakładać wspólne konto. A przecież pamiętamy, jak przed 10 laty każdy, kto liczył się na kontynencie, przyjmował wspólną walutę. A potem zaaplikowano ją narodom, i to...
Krystyna Grzybowska
Strażnicy hipokryzji Nikogo nie powinno dziwić, że Miro korzysta z wolności całą gębą. Nie dość, że nie został ukarany za aferę hazardową, to jeszcze byczy się na Florydzie, gdzie podkreśla swoją wolność od odpowiedzialności. Swoją i małżonki, która wprawdzie kradła ciuchy w butiku, ale… nie kradła, bo jest żoną Drzewieckiego. A poza tym, co daje się wyczuć z jego niedawnego oświadczenia, Miro nie podlega ograniczeniom wolności. Dowodzi tego nie tylko jego przykład, lecz także przykład bliższych i dalszych krewnych ludzi sprawujących władzę. Co innego jakiś „Staruch”, co nie lubi premiera Tuska. Ten kibic nadużył wolności, jaką dali mu do dyspozycji Platforma Obywatelska i służący jej wymiar sprawiedliwości. „Staruch” najwyraźniej zbyt dosłownie...
Małgorzata Matuszak
Najpierw – przebudzenie Luigi Giussani, autor książki „Zmysł religijny”, uważa ów „zmysł” za immanentną składową naszego rozumu. Pisze: „jeśli jestem uważny, tzn. jeśli jestem dojrzały, nie mogę zaprzeczyć, że najwyższą i najgłębszą oczywistością, jaką postrzegam, jest to, iż ja nie czynię sam siebie, nie tworzę samego siebie. Nie daję sobie istnienia, nie daję sobie rzeczywistości, którą jestem, jestem czymś »danym«. Odkrycie siebie samego, jako zależnego od czegoś innego, jest niezwykle doniosłą chwilą. Im głębiej wchodzę w samego siebie, jeśli docieram do sedna sprawy, wówczas pytam, skąd wypływa moje istnienie? Nie ze mnie: z kogoś innego”. I dalej: „Ludzkie »ja«, człowiek, jest tym poziomem natury, w którym natura zdaje sobie sprawę, iż nie czyni sama...
Pamiętam, jak obecna szefowa Teatru Ósmego Dnia (T8D) 30 lat temu chwaliła się tym, że „nie miała głowy do matematyki”. Niestety, z wiekiem ta przypadłość się pogłębiła. Sacrum życia i śmierci W latach 70. i 80. T8D stworzył przedstawienia, które przeszły do historii teatru, a on sam był jednym z najciekawszych zjawisk artystycznych tamtego czasu. Nie tylko dlatego, że walczył za pomocą sztuki z ówczesnym systemem, na co ten odpowiadał utrudnianiem zespołowi życia (rewizje, przesłuchania, blokowanie wyjazdów zagranicznych, wyroki sądowe, kolegia). Spektakle „Przecena dla wszystkich”, „Ach, jakże godnie żyliśmy”, „Więcej niż jedno życie”, „Piołun”, jak to się dzieje tylko w przypadku prawdziwej sztuki – wymykały się jednoznacznym interpretacjom...
Ferdynand Goetel
Po raz czwarty, gdy zna­lazłem się w wolnej Polsce, o której marzyło kilka pokoleń... Po raz pią­ty, gdy w pracowni fizycznej Aka­demii Górniczej w Krakowie usły­szałem muzykę transmitowaną przez fale radia... Po raz szósty, gdy roz­padło się państwo polskie... Po raz siódmy, gdy po powstaniu opuszcza­łem zniszczoną doszczętnie Warsza­wę... Po raz ósmy, gdy w Hiroszimie gruchnęła bomba atomowa... Po raz dziewiąty... Nie! Nie ma już potrze­by wymieniać. Od chwili, gdy skończyła się wojna, nowa era objawia mi się codziennie. W gazetach, w przemówieniach, w pyskówkach, w posiedzeniach „brain-trustów”, w wierszach, w kinoteatrach trójekranowych i czteroekranowych, w kasandrycznych proroctwach i w sielan­kowych wizjach...

Pages