PO PRZEGRANEJ

Aby jednak taka dyskusja miała sens, by chociaż stwarzała nadzieje na powodzenie, chociaż niekoniecznie jutro czy pojutrze, trzeba uznać złą rzeczywistość, przyznać, jaka ona jest. Bez żadnych ogródek, bez prób jej „osładzania”.

Od miesięcy apelowałem, aby, przynajmniej psychologicznie, być gotowym na możliwość niepomyślnego scenariusza. Zamiast tego dominował, i to na długo przed 9 października, bazujący na złudzeniach, całkowicie bezzasadny hurraoptymizm. Co jakiś czas rozlegały się głosy, że Partia Rządząca kończy się, rozsypuje, sypie. A przynajmniej nieznaczna jej przegrana jest niemalże pewna (nie zgadzam się z opinią, że na wynik wyborów zasadniczy wpływ miało jakieś...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: