Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki
Reinhold Messner powiedział kiedyś o górach: „Nie są ani sprawiedliwe, ani niesprawiedliwe. Są po prostu niebezpieczne”. Szkoda, że pomimo przestróg i wszelkich środków ostrożności będziemy się o tym prawdopodobnie przekonywać do końca świata. Idą już jakiś czas. We dwoje. Jedno za drugim. Pierwszy idzie on. Lepiej zna trasę. Poza tym jest przecież silniejszy. Co pewien czas zapada się po udo w kopnej zaspie. Wtedy idąca za nim dziewczyna wie, że musi uważać. Delikatnie wkłada nogę w głęboką, świeżo wykopaną dziurę. Dopóki nie poczuje stabilnego podłoża. Póki co nie są związani żadną liną. I chyba słusznie. Przecież nadal idą dolinami. Do schroniska jeszcze ładny kawałek. Po prawej mijają Krytą Polanę. To znak, że do tzw. Trzydniówki jeszcze trochę. Idą...
Stefan Czerniecki
Neapol jest jak gruba książka. Nieco podstarzała. Nieco zatęchła od wilgoci, w której jest przetrzymywana. Za to z opowieściami, które przenoszą w inną rzeczywistość. Warkotu ulicy, neapolitańskiego dialektu, stukotu rzemieślniczych pracowni. Czy  nawet wszechobecnego fetoru. I naprawdę warto otworzyć tę książkę i delektować się każdą literą. Bo jest doprawdy niepowtarzalna. Okładka wcale nie zachęca do dalszej lektury. Plac Garibaldiego, gdzie zawozi nas lotniskowy autobus, jest po prostu brzydki. W dodatku znowu pada deszcz. Pod odrapanymi budynkami widać walające się worki śmieci. Jakiś kot już otworzył pierwszy z brzegu. Część zawartości wysypała się na bruk. Nieopodal na chodniku, pomimo deszczu, leży mężczyzna. Przykryty przemoczonym...
Stefan Czerniecki
Mimo upływu czasu tych rozmów się nie zapomina. Toczonych przy przygasłych ogniskach. Kiedy nie ma odważnego, by nocą pójść po chrust w las. Albo gdy po prostu żal opuścić przyogniskowy krąg słuchaczy. Bo wówczas można bezpowrotnie stracić finał opowieści. A przecież indiańskich historii lasu nie powtarza się zbyt często. Tego wieczoru szybko nie zasnę. Nie sposób puścić mimo uszu historii opowiadanych przez tego Indianina. Carlos wprawdzie nie mówi zbyt wiele. Prędzej potrzyma swój ukochany ster od pirogi, niż rzuci jakąś zabawną dykteryjkę. Woli ciszę od jazgotu. Podczas naszej codzienności wspólnie przeżywanej w selwie zdarzą się jednak i takie sytuacje, w których powinno być nieco łatwiej o rozmowę. Tu jednak nie ma reguły. Może to być akurat...
Stefan Czerniecki
Wyżej na tym kontynencie wejść się nie da. Wyższego punktu widokowego na tej półkuli nie znajdziemy. Dach latynoskiego świata. „Matka gór” dla Indian. Dla poetów „wypełniająca niebo świetlna boja, gigantyczna i samotna”. Najwyższa góra tej ziemi. Idę coraz wolniej. Najgorsze, że wcale nie odczuwam jakiegoś spadku formy. Mało tego. Gdyby nie fakt, że idąca zwykle kilkadziesiąt metrów za mną koleżanka nagle zaczęła mnie łatwo wyprzedzać niczym bmw malucha, wcale bym się nie zorientował, że coś jest nie tak. Dziwnie mi jakoś… Rozglądam się dookoła. Pięknie. O to mi chodziło. Takie Andy zawsze chciałem zobaczyć. Dzikie, półpustynne, pastelowe. Pejzaże żywcem wyjęte z obrazów Salvadora Dalego. Sinawe, pomarańczowe, brunatne. Takie inne. Z obłymi kształtami wielkich...
Stefan Czerniecki
To po prostu musi tak wyglądać. Tak wybrzmiewać. Dostojne chorały dochodzące z ciemnych murów monastyru. I świeca, którą zapaliła właśnie jedna z pań. Tych opatulonych w czarną chustę na głowie i ramionach. No popatrz tylko. Co za uparty palant!” – Mariusz jest wyraźnie zdenerwowany. Trudno się zresztą dziwić. Od pewnego czasu bezskutecznie próbujemy złapać stopa jadącego z Gruzji do Armenii. Do granic między tymi dwoma państwami zostało już zaledwie 40 kilometrów. Biała wołga, prowadzona przez kierowcę, na którego tak wściekł się mój towarzysz podróży, zawraca po nas kolejny raz. To taksówkarz. Już raz mu podziękowaliśmy za usługę. – Łapiemy auto-stopa! Au-to-sto-pa!” – tłumaczy zdenerwowanym głosem Mariusz. – Spasiba! Dziękujemy! U nas niet diengi...

Pages