Fotoreportaż

Stefan Czerniecki
– Jakie to tam miasto, pytam? – śmieje się Stan. – Domki jak u nas w letniskowej miejscowości. Wszędzie daleko. A centrum z wieżowcami zajmuje ledwo kilkaset hektarów. Ósma rano. Jacek spokojnym krokiem wychodzi z mieszkania. Nie musi się spieszyć. Do pracy nie ma daleko. Ma być na dziewiątą. Wciąż jednak wstaje wcześniej z przyzwyczajenia. To efekt tych kilku miesięcy, gdy musiał do pracy dojeżdżać komunikacją miejską. Albo rowerem. Teraz, gdy wreszcie kupił samochód, w pracy jest znacznie szybciej. Dobrze, że zaparkował pod drzewem. Palące od rana słońce nie zdążyło jeszcze wyjść z cienia gałęzi. W aucie będzie przyjemniej. I co ważne, wygodnie. Jacek przekręca kluczyk. Silnik zapala od razu. „To rozumiem. Grzeczna furka…” –...
Stefan Czerniecki
Istotę fatimskiego orędzia można dziś streścić w dwóch słowach: pokuta i modlitwa. To pierwsze słowo przywoływany przez Łucję „Anioł z wzniesionym nad ziemią ognistym mieczem” wypowiadał podczas lipcowej wizji aż po trzykroć. Wygląda na to, że tylko w ten sposób możemy uratować siebie i ludzkość. Tutaj w Fatimie jakby o to łatwiej. Nic nie odciąga. Nic nie kusi. Jest czas. To była niedziela 13 maja 1917 r. A zatem równiusieńko 100 lat temu. Nasi bohaterowie – troje dzieci: Łucja, Hiacynta i Franciszek – bawili się w portugalskim Cova da Iria, skrawku ziemi należącym do rodziców Łucji. Ta niedziela była niezwykle słoneczna. O co zresztą nietrudno w Portugalii, gdzie statystycznie w ciągu roku tego typu dni mamy aż trzysta...
Stefan Czerniecki
Północna Norwegia. Archipelag odległej północy. Gdzie noc i dzień polarny tylko się wymieniają. Gdzie spełniają się marzenia. Gdzie odnajdywana jest wiara. – Pan tam nie jedzie! Nie ma sensu! – grzmiał. – Za późno. Bilety już kupione. Trasa wytyczona. Samochód na miejscu zarezerwowany i w połowie opłacony. Nie mogę się wycofać… – tłumaczyłem spokojnie. – Bo wie pan… – Głos w słuchawce jakby na chwilę się zawiesił. – Rozmawiałem przed chwilką z panią Elżbietą. To Polka mieszkająca w Narwik. To jest tuż obok Lofotów, tam gdzie pan tak się uparł lecieć. Mówi, że od kilku tygodni praktycznie nie wychodzi się z domu. Psa z budy by nawet nie wygoniła. Szarówa jest taka, że na kilka metrów ledwo co widać. Nie ma sensu… Żal pańskiej fatygi. Żal...
Stefan Czerniecki
Głęboka selwa pogranicza Panamy i Kolumbii. Z szukającymi tu schronienia kolejnymi grupami zbrojnymi FARC, z narkotycznymi gangami chowającymi się przed prawem. Wreszcie z nielegalnymi imigrantami, którzy w przeprawieniu się przez przesmyk widzą swoją szansę na pomyślne dostanie się do Panamy, Hondurasu, Gwatemali, a następnie Meksyku i może Stanów Zjednoczonych. Witajcie na ziemi niczyjej. Witajcie w Darién. – Dlaczego nie wyszedłeś z autobusu? Mówiłem przecież jasno, prawda? – Musiałem nie usłyszeć, przepraszam… – bronię się, nadal wybudzając umysł z głębokiego snu. – Bierz paszport i zasuwaj mi do kolegi. Czeka już na ciebie na zewnątrz. Mundurowy służbista z Senafrontu (elitarnej jednostki panamskich służb specjalnych...
Stefan Czerniecki
Przepychając się między wydzierającym się na cały głos rosyjskim przewodnikiem, pozującymi do zdjęć Japończykami a cwanie wpychającym się przed szereg kolejki Żydem, docieram wreszcie do celu. Jestem tuż przed. Pode mnę utkwiona w posadzce gwiazda. Wielkości ludzkiej dłoni. To miejsce narodzin. Tutaj Jezus przyszedł na świat. Od pewnego czasu ulica jest zupełnie pusta. Uliczny tłok już za nami. Droga szybkiego ruchu wokół Jerozolimy to już tylko wspomnienie. Jedziemy coraz wolniej, uważnie obserwując to, co za oknem. A widoki wcale nie są budujące. Wszędzie tylko śmieci. Piach i żwir. Gdzieś po prawej stoi opuszczone auto. Już bez koła. Po naszej lewej stronie natomiast ciągnie się wysoki na jakieś cztery metry mur. Szarosina konstrukcja. Nikogo wokół. A...
Stefan Czerniecki
Większość z jeżdżących tu aut swoje przeglądy techniczne przechodziła w zeszłym stuleciu. Przy cenach za ropę, jakie obowiązują w Iranie (równowartość około 40 groszy za litr benzyny dla taksówkarzy i około 70 groszy dla pozostałych kierowców) nie potrzeba już wiele, aby kolejne miliony silników ruszyły w trasę. W Teheranie naprawdę ciężko oddychać. Na pierwszy rzut oka naprawdę trudno zorientować się, czy ona się uśmiecha. Czy czasem jej zęby nie układają się w złowieszczy kształt? A może ona po prostu taka jest? Może tak właśnie wedle wyobraźni rysownika wygląda śmierć? Z wychudzoną twarzą, głębokimi oczodołami, pustym, nic niemówiącym wzrokiem. Ta tutaj przybiera w dodatku znaną postać smukłej, dostojnej kobiety trzymającej w...
Stefan Czerniecki
Tętent końskich kopyt. Co za szczęście, że chociaż one są trzeźwe. Jeden z uczestników już po kilku pierwszych kłusach swojego wierzchowca obsuwa się na bok. W tej pozycji pojedzie najwyżej jeszcze kilka metrów. Wreszcie spada. Jest na tyle blisko startu, że zapewne zaraz podbiegną do niego bliscy. Ci sami, którzy wspólnymi siłami usadowili pijanego krewnego w siodle. Teraz znów się udaje. Klepnięcie otwartą dłonią w zad konia i można jechać dalej. – Deeees... despertarse! – odgłos jego gardłowego barytonu przenika przestrzeń wąskiej szutrowej uliczki. Na próżno. Leżący na ziemi mężczyzna najwyraźniej i tak nic nie słyszy. O tym, że żyje, świadczy jedynie wydobywający się spod niego pochrapujący pomruk. – Despertarse! – ponownie wydziera się starszy...
Stefan Czerniecki
Sami Włosi mówią na Półwysep Gargano „ostroga Italii”. Ktoś mógłby dodać – „Boska ostroga”. To bowiem niezwykle ciekawe, że właśnie w okolicy tejże ostrogi Opatrzność skomasowała aż tak wielką liczbę niezwykłości. Chustę z Manoppello, objawienia Michała Archanioła, cud eucharystyczny w Lanciano. Czy wreszcie historię życia pewnego Włocha... Jest lato 1887 r. Włoska mieścina na wschodzie Półwyspu Apenińskiego. Na mapach widoczna jako Pietrelcina. Maleńka, nieznana światu. Zamieszkana przez 3 tys. ludzi. Może nawet i mniej. W większości ubogich chłopów. Rolników, pasterzy. I kilku drobnych rzemieślników. Ludzi zamieszkujących szarokamienne wąskie domki przylepione do wielkiej stromej skały. Ta zaś wznosi się z początku łagodnie, by w części szczytowej, nabrawszy stromości, nagle, niczym...
Stefan Czerniecki
Leśna chatka zlokalizowana jest w osadzie Kasap. Dotarliśmy tutaj po całodziennej jeździe po papuaskim interiorze. Wąska asfaltowa nitka wbijała się klinem pomiędzy bujne lasy, zielone pagóry i wyrastające nie wiadomo skąd słomiano-gliniaste chatki. Skrzypiące miarowe łkanie dochodzi z samego dołu naszej chatki. W papuaskim buszu powoli dogasa kolejny słoneczny dzień. Świadczą o tym chociażby świdrujące powietrze dziwne odgłosy lasu. Nie ma tu tak swojsko brzmiących dźwięków świerszczy. Są za to jakieś inne. Mniej znane. Mniej oswojone. Teraz wszystko to w zestawieniu z miarowym, systematycznie słyszalnym skrzypem z dołu naszej chatki przybiera nowy wymiar. Dopełnienie egzotyki. Tej papuaskiej. Najbardziej rdzennej. – Bogdan, ty musisz jeszcze...
Stefan Czerniecki
Może to i nierealne, ale mam dziwne wrażenie, że te wyziewy wiatru, ten smak patagońskiego chłodu bijącego od sinych ścian turni Torres del Paine – że to wszystko da się jednak jakoś utrwalić. Może choćby na kartach tego reportażu. To był wtorek. Trzeci dzień stycznia 2012 r., około godziny 18.00. Rotem Singer poczuł potrzebę. Zabrał ze sobą rolkę papieru toaletowego i udał się na stronę. W parku przygotowano na tego typu sytuacje specjalne sławojki. Rotem skorzystał z jednej z nich. Stała w cieniu zielonych krzaków i karłowatych patagońskich buków. Gdy wychodził, zobaczył zbliżające się dwie koleżanki. Chcąc zaimponować dziewczynom, podpalił fragment trzymanego w dłoni papieru toaletowego. Szybko go jednak ugasił, przyciskając nogą do ziemi...
Stefan Czerniecki
Jest taka kraina. Daleko stąd. Za górami, za lasami. Za kolejnym meandrem rzeki. Za kolejnym wodospadem. Kraina, do której nie prowadzą już żadne szutrowe ani gliniaste drogi. Gdzie nie ma dworca ani nawet przystanku. Nic, tylko kilka drewnianych chałupek w cieniu wysokich mogotów... To kraina, do której można dostać się już tylko łodzią. Bo to jedyna droga. I tak też się tutaj dostałem. Kombinowałem, szukałem, ale, niestety: ostatecznie nie było innej możliwości. Przede mną dwa dni płynięcia – wpierw Mekongiem, a potem Nam Ou. Dwa dni na twardych drewnianych deseczkach imitujących siedziska na chybotliwej łódce. W pozycji nisko kucającej. Dwa dni. Może jednak po kolei… Gdy ktoś cię zapyta… – Asiu, jak będziecie w Laosie, to koniecznie, ale powtarzam:...
Stefan Czerniecki
Idący przed kapitanem wyprawy indiański chłopiec trzyma go za rękę. Jest podniecony. Chce iść szybciej, ale biali przybysze nie są w stanie. Co pewien czas zatem przystają i czekają na resztę. Co rusz ktoś ogląda się za siebie, bo oto usłyszał jakiś syk. Patrzą uważnie pod nogi. Nikt nie chce nastąpić na schowanego pod konarem bądź kamieniem węża czy jadowitego pająka. W Jerez de la Frontera widać już pierwsze promienie słońca. Wędrują nieśmiało wpierw po czerwonych dachówkach okolicznych domów, przez wciąż opustoszałe jasnoczerwone place, by wreszcie dosięgnąć kopuły katedry Nuestro Señor San Salvador. Pora przywitać dzień. W położonej 100 km na północny zachód od Gibraltaru andaluzyjskiej mieścinie nie jest jeszcze gwarno. Z czasem jednak daje się słyszeć pierwsze oznaki poranka...
Stefan Czerniecki
Na niezwykłej ziemi żyją zazwyczaj niezwykli ludzie. Niebanalni. Zadziorni. Z charakterem. Z dobrą duszą. Z prawdziwą wolnością. Ale i nader często z rogatą naturą. Tutaj, w bieszczadzkim worku, z dala od wszystkiego, czym żyje Polska, można dziś ich spotkać chyba w największej liczbie. Tutaj, na południowo-wschodnich rubieżach kraju. Na polskim Dzikim Zachodzie. Gdzie człowiek po prostu fizycznie nie ma kiedy zająć się problemami, którymi na co dzień żyje Warszawa. – Mówią, że przy wycince lasu siepał siekierą jak mało kto. – Ano mówią… ­– I że potrzebował do tego dopingu… – Ano potrzebował. Przecie to wiadomo. Był czas, że wódka była jego kochanką. Chlebem powszednim. – Ale też mówią, że odmówił roboty przy burzeniu drewnianej cerkwi w...
Stefan Czerniecki
Być może trzymał ukochaną za rękę. Być może widział już oczami wyobraźni ich wspólne rodzinne życie w wolnym domu. Być może wierzył, że to ostatni raz, kiedy boją się tak przeraźliwie jak teraz. I akurat w tej ostatniej kwestii miał rację. To był ostatni raz. W takiej pozycji już zostali. Przez kolejnych osiem dni nie było odważnego, aby wejść na Aleję Snajperów i zabrać ich ciała. Paweł dopiero co zaparkował nasze auto. Jest już bardzo zmęczony. Za nami kolejne setki kilometrów przejechane wzdłuż bałkańskiego wybrzeża. Kolejne serpentyny czarnogórskiego pogórza Durmitor. Drogi byłej Jugosławii. – Myślę, że się zmienimy. Mam już trochę dość. Idę po kawę. Chcesz coś? – wychodzi markotny w kierunku pobliskiej stacji benzynowej. – Nie, nie chce mi się spać...
Stefan Czerniecki
Ta historia wydarzyła się naprawdę. A słowa te pisze człowiek, który sam był jej świadkiem. I dziś chciałbym Państwu o tym opowiedzieć. Będzie to historia, w której chrześcijański cud spotyka się z najczarniejszą stroną ludzkiej natury. A wszystko to umocowane będzie w atmosferze rzeczywistości jako żywo wyjętej z epoki kamienia łupanego...  Ujęcie pierwsze. Daleko od ojczystego domu. Okolice 1450E długości i 50S szerokości geograficznej. Egzotyczne antypody. Z lotu ptaka widać już zarysy lądu. Oblanego z czterech stron morzem. Lądu uważanego za drugą co do wielkości wyspę świata. W przeszłości jej kształt do znudzenia porównywano do jakiegoś zwierzęcia rodem z półkuli południowej. Zachodni kraniec najczęściej identyfikowano z głową ptaka. W wąskim przesmyku oddzielającym ową...
Stefan Czerniecki
Gwatemala. Państwo zmęczone wojną. Państwo o indiańskiej i neokolonialnej historii. Państwo, o którym raczej nie pisze się w naszym kraju za wiele. Bo i daleko, i egzotycznie, i dość nieznanie. Uczono nas kiedyś w szkole o mieszkających w tym miejscu świata Majach. O jakichś piramidach. A ja bym chciał spojrzeć dziś z Państwem na ten kraj z nieco mniej popularnego punktu widzenia. Ciemno. Nad miastem unosi się coś pylastego. To pewnie tutejszy smog. Zza zakratowanych małych okienek domów jeszcze nie wygląda światło. Miasto śpi. Ponure ulice świecą pustkami. Nie chciałbym się tam teraz zapuszczać. Znacznie przyjemniej ogląda się to wszystko zza szyby dworcowego budynku. Tutaj jest jakby nieco raźniej. Coś się dzieje....
Stefan Czerniecki
Zanim przyjechałem tu po raz pierwszy, miałem o niej własne wyobrażenie. Widziałem ją oczami wytresowanymi przez mapy, na których jawiła się jako zielona i dziewicza wyspa. Teraz wiem, że jest nieco inaczej. Ale tylko „trochę”. Przeżyłem tu pewne trzy wydarzenia. Te trzy scenki pokazały mi, czym tak naprawdę jest dzisiejsze Borneo. Scenka pierwsza „Welcome to Sandakan – The Nature City” – witający każdego przybysza napis na wjeździe do miasta może budzić nadzieję. Może wyostrzać apetyt. Jakkolwiek by spojrzeć, witają nas w „Mieście Natury”. Północne Borneo, prawdziwa natura, zielone łąki wkoło i kilka słupów podtrzymujących kable wysokiego napięcia. Taki pejzaż. I jeszcze ta drewniana figura małpy stojąca ponad brązową tabliczką z białymi literkami....
Uchodźcy. Za tym jednym słowem kryją się setki tysięcy żywych ludzi. Towarzyszyłem im cztery doby w wędrówce przez Serbię, między granicami z Macedonią i Chorwacją. Tu się zaczyna UE i następny, wcale niełatwy etap ich exodusu. Wszyscy musieli porzucić swoje domy, cały swój dobytek i dotychczasowe życie. Teraz nie mają już nic – została im tylko nadzieja na lepsze jutro. Zdjęcia nie są w stanie oddać całej tragedii ani ukazać złożoności problemu, z jakim po raz pierwszy spotkała się Europa – i my wszyscy. 1 Miasto Sid przy samej granicy serbsko-chorwackiej. Tędy prowadzi droga do pierwszego kraju Unii Europejskiej. Pieszo, całymi rodzinami, uchodźcy zbliżają się do punktu, gdzie zostaną przejęci przez policję chorwacką i skierowani do...
Stefan Czerniecki
„Jest też tam słup, albo matka drogiego karbunkułu; tam siedzi król Gregorius, a za nim jego Rada i książęta. Nie trzeba tam żadnego światła w tym cmentarzyku, albowiem królewska korona tak jasna, że wszystko oświeca. Tam będziesz miał drogiego kamienia dosyć, a Panu Bogu podziękuj, że ci dał takie rzeczy widzieć”. Wygląda na smutnego. Jego potężna, acz smukła sylwetka dodaje mu surowego majestatu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że cały czas jest jakiś taki zimny i posępny. Jakby pokutujący za jakąś karę. Skamieniały, zastygły w zamyśleniu. W delikatnym pochyleniu nad ciemnym stawem. Skąd się wziął? Dlaczego wygląda akurat tak? Co się właściwie wydarzyło? Na tego typu pytania najstarsi górale tylko wygodnie rozsiadają się na swoich drewnianych...
Stefan Czerniecki
Ta Droga to prawdziwy fenomen. Fenomen, który trwa. Są tacy, którzy wybierają się w nią, aby spotkać samego Boga. Są tacy, którzy chcą wreszcie spotkać na niej samych siebie. Znajdziemy takich, którzy będą mieli intencję rzucenia nałogu. Albo zrzucenia kilku kilogramów. Idą także tacy, którzy liczą na przygodę życia. Na nawiązanie nowych znajomości. Są wierzący, są ateiści. Są młodsi, są starsi. Był porywczy. Ponoć nie lubił dyskutować. Wolał raczej od razu przechodzić do rzeczy. Wpierw walił, a dopiero potem myślał. Nie mógł mówić o szczęściu ten, kto wszedł mu w drogę. Impulsywny, silny, kierujący się emocjami. Trudny człowiek. Wołali na niego „Syn Gromu”. I trudno się dziwić. Lubię go sobie wyobrażać. Pewnie miał brodę. Wtedy przecież większość ją nosiła....
Stefan Czerniecki
Ludzie zbiegali się z miasta i wiosek. Ci, którzy przybyli jako ostatni, dopytywali o szczegóły tych, którzy byli naocznymi świadkami niezwykłej przeprawy. Niektórzy przyklękali. Już wiedzieli, z kim mają do czynienia. – To ponoć niezwykle waleczni i twardzi wojownicy. Nie będziemy mieli łatwo – nie musiał mówić już nic więcej. Jego niepewny, drżący, a wręcz momentami łamiący się głos dokładnie zdradzał jego obecny stan ducha. On po prostu nie chciał tam iść. – Ja z kolei słyszałem o zabitych misjonarzach. Gdzie my się pchamy, Florian? Gdzie my się pchamy… – Mówisz o Wojciechu z Pragi? – upewnił się. – Nie tylko o nim. Przecież to samo spotkało Brunona z Kwerfurtu... – Boże… – Florian tylko przymknął oczy. – Dlaczego my?...
Stefan Czerniecki
Zaiste. Niezwykła to historia. Z dinozaurami w tle. Z najstarszymi górami świata. Ze Złotą Rzeką. Wreszcie: z ludzką pokusą do bogactwa i – jak to w najlepszych baśniach bywa – z namacalną nauczką, do czego taka pokusa może doprowadzić. Historia z innego wymiaru. Historia godna świata zaginionego. Panamski „Bar Central”. W środku ogromny harmider. Kolejne zamówienia, uwijające się jak w ukropie kelnerki. Kilkanaście osób siedzących przy barze wołających do barmana o kolejne kolejki. Ktoś próbuje przekrzyczeć siedzącego obok kompana. Ten jest już mocno „zmęczony”. Drze się w niebogłosy. Inny, chcąc zamówić kolejne piwo, potrąca niechcący stojący przed nim kufel. Żółtawy napój rozlewa się pośród trzasku rozbijającego się szkła....
Stefan Czerniecki
Biskupowi wydawało się, że oto na jego oczach pęka skała, na której ulokowane jest sanktuarium. Nie zdążył jeszcze wstać z kolan, aby uciec, gdy nagle całą kaplicę przeniknęła niezwykła światłość. Już wiedział, że właśnie staje się świadkiem czegoś pozaziemskiego, czego nie sposób ogarnąć, ludzkim umysłem. Chyba trudno wyobrazić sobie lepszą scenerię dla pielęgnujących jego kult i oddających mu cześć. Wysoka, biała, wapienna góra Gargano. Skalista i naga. Wyrastająca niemal prosto z Morza Adriatyckiego. Najeżona głazami, poprzecinana głębokimi wąwozami. Z licznymi grotami i pieczarami. Ciemnymi, wilgotnymi, budzącymi grozę. Większość jaskiń ma podobną specyfikę – do ich wnętrza prowadzi wąska i najczęściej osłonięta roślinnością szczelina, by następnie z...
Stefan Czerniecki
Miasto artystów, aktorów, malarzy. Miasto życiowych wykolejeńców, prostytutek, gangsterów. Miasto z duszą. Kolorowe, stare, zaniedbane, jakby wciąż zaspane. Jakby wciąż spóźnione. Wciąż zaskoczone życiem. Jest ich przynajmniej siedem. Przepraszam. Właśnie wyszła z kuchni kolejna. Zatem osiem. Obserwują bacznie każdy nasz ruch. Widać, że bardzo je to bawi. Co chwila jedna drugą poszturchuje. Większość jest tak rozbawiona naszą nieporadnością, że z trudem tłumi śmiech. Część zupełnie się nie przejmuje, zasłaniając jedynie roześmiane usta dłońmi. Mam wrażenie, że z chwilą wejścia, wywołaliśmy niemałe poruszenie. W momencie pojawienia się dwójki białych gringos jakby przestała smakować zupa. Przestała być ważna transmisja z meczu europejskiej Ligi Mistrzów....
Stefan Czerniecki
Pewna starobałkańska legenda opowiada historię powstania jednego z najpiękniejszych zakątków południowej Europy – najstarszego parku narodowego Chorwacji: nazywanego w rodzimym języku „Nacionalnim parkie Plitvička Wezera”. Brzmi pięknie, nieprawdaż? To było dawno temu. Bardzo dawno. Gdy jeszcze tutejszy dziewiczy bór zamieszkiwało zaledwie kilkanaście rodzin prostych chłopów. Żyli z tego, co dawała im ziemia. Uprawiali rolę, zbieractwo, znosili na zimę grubo ciosane pnie wielkich okolicznych buków. Żyli w zgodzie z naturą. Chadzali spać, gdy tylko słońce chowało się za horyzont, i wraz z jego wschodem wstawali. Byli szczęśliwi. Uczyli dzieci szacunku dla przyrody. To w końcu od niej zależał ich byt. Dorodność zbiorów jagód, malin czy jeżyn. To...
Stefan Czerniecki
Czym jest dziś Belize City? Na pewno największą miejscowością tego maleńkiego kraju. Lecz także chaotycznym skupiskiem jednorodzinnych chałup, z których każda kolejna wydaje się być w jeszcze gorszym stanie od tej mijanej poprzednio. Dziesiątkami mężczyzn przesiadującymi całymi godzinami na miejscowym krawężniku pogrążonymi w jakimś nieludzkim zawieszeniu. Wszędobylskim błotem wydobywającym się spod sporadycznie poukładanych chodnikowych płyt. Wreszcie zaś: belizyjską gangsterką. – Przepraszam… – … – „Przepraszam”, powiedziałem. – … – z drugiej strony nadal cisza. ­– Hey, bro! [w tutejszym slangu: „Hej, bracie!” – tłum. aut.] – wysoki grubszy mężczyzna podnosi wreszcie ochrypły głos. – Hmm? – ospały jegomość w wielkim rastamańskim afro na głowie tylko...
Stefan Czerniecki
„[…] Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu i uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła. Głos trąby się przeciągał i stawał się coraz donośniejszy. Mojżesz mówił, a Bóg odpowiadał mu wśród grzmotów” (Wj 19, 16-19). Tak to się zaczyna. Tak wygląda opis Spotkania. Wyjątkowego, bo niespotykanego do tej pory w dziejach świata. Spotkania Boga z człowiekiem. To naprawdę niezwykłe miejsce. Zdumiewające, że to właśnie w jego kierunku nieustannie coś człowieka pcha. Sprawia, że kieruje on swoje kroki właśnie tutaj. I to nie od dzisiaj. Raczej od wieków. Od naprawdę bardzo, bardzo dawna. Półwysep Synaj – to o nim mowa. Półpustynna, smagana wiatrami i wypalana słońcem...
Stefan Czerniecki
Można by napisać, że Orinoko to buzująca „krew Ameryki Południowej”. Pulsująca jednakowo energicznie co latynoska mentalność. Meandrując pomiędzy kontrastującymi ze sobą krajobrazami, odzwierciedla nijako złożoność tego kontynentu. Jego wielopoziomowość. Jego inność. Orinoko to najbardziej latynoska z rzek. Ruszymy w końcu, czy nie? – nasza cierpliwość zdaje się wyczerpywać. Siedzimy w tym porcie już dobre trzy godziny. I cały czas słyszymy wkoło nas „minutka, jeszcze minutka”. W tym czasie z Samariapo wypływają dwie inne łodzie. Wyładowane po brzeg artykułami spożywczymi i zgrzewkami wody. To zapasy dla stacjonujących w dżungli oddziałów. Drugą łódź stanowią Indianie. Płyną do domu. Nasz wypływ natomiast póki co dość mocno się opóźnia. Żeby...
Stefan Czerniecki
Starszy mężczyzna. I te ręce. Złożone w geście modlitwy. Z twarzą zwróconą w kierunku jednej z tablic, którymi usiany jest cały pątniczy szlak. Ta tutaj przedstawia akurat scenę Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Zanurzony w modlitwie człowiek. Nie przeszkadzają mu mijający go ludzie. Ani ja, stojący zaledwie kilka metrów od niego i próbujący możliwie dyskretnie zrobić mu zdjęcie. Jest w tej chwili jakby gdzieś indziej. Daleko stąd. To była środa, 24 czerwca 1981 r. Upalne, słoneczne popołudnie. Atmosfera początku upragnionych przez dzieci i młodzież wakacji. Na ulicach hercegowińskiej wsi Bijakovići snujący się ludzie. Starsi dopiero co wracają z pracy. Część pieszo z okolicznych pół, na których cały dzień zbierali tytoń....
Stefan Czerniecki
Taki jest współczesny obraz Miasta Strachu. Świata zamkniętych osiedli, strzeżonych dzielnic bogatej kasty. I tego, co na zewnątrz. Odrapanych wieżowców, słabo oświetlonych ulic. Idących po zmroku pojedynczych ludzi, przemykających chyłkiem wzdłuż murów. Tak, by nikogo nie spotkać. By możliwie najdłużej być niewidocznym. – Yyy… Wiesz… To chyba nie jest najlepszy pomysł… – wskazuje mój aparat, gdy zatrzaskują się drzwi windy. – Oj… Pan to chyba już nieco przesadza… – Ani trochę, szanowny kolego. Ani trochę. U nas jest naprawdę niebezpiecznie. I to nie jest żadne tam straszenie. Mówię zupełnie poważnie. Martwię się o pana. – To znaczy, że mam iść na miasto bez aparatu? – protestuję z niedowierzaniem. – Nie. To znaczy, że nie powinien pan iść na miasto wcale. Na...
Stefan Czerniecki
Kolejka przesuwa się powoli. Każdy pragnie pobyć, popatrzeć choćby przez krótką chwilę. Zapamiętać z tego spotkania jak najwięcej. Wiele już słyszałem o tym momencie. Świadectwa ludzi, którzy w tym właśnie spojrzeniu zobaczyli całe swoje życie. W odbitych, wpatrzonych weń oczach Chrystusa widzieli prawdziwych siebie. Niejednokrotnie skruszeni postanawiali zmienić swoje życie. Dopiero teraz bowiem zobaczyli je z innej, prawdziwej perspektywy. To był wtorek. 12 stycznia 1915 r. Niewielka mieścina Avezzano w samym sercu Włoch. Zachodnia Abruzja. Zwykły dzień. Pasterze już od rana pracowali na górskich łąkach. Ktoś pewnie łatał dziury w domowym dachu po wczorajszej śnieżycy. Gdzie indziej dokładali do pieca, aby ogrzać chatę. Dzieci zaś od kilku już godzin siedziały w szkole. Wśród nich i...
Stefan Czerniecki
Wybudowali ją sobie na skrzyżowaniu trzech wielkich rzek. Poza nimi nie ma tu praktycznie niczego. Tylko puszcza. Kajmany, papugi i węże. Dzika Amazonia w pełni. I tych kilka tysięcy śmiałków. Zuchwalców, którzy postanowili zagrać jej na nosie i zamieszkać tu na stałe. Dziś można powiedzieć, że dopięli swego. Nie możecie dalej płynąć – jego wzrok wydaje się dość surowy. Wygląda na gościa, który dawno już nie żartował. – Ale przecież wszystko się zgadza. Macie tu całą dokumentację – Carlos, nasz indiański przewodnik, spogląda na żołnierza błagalnym wzrokiem. – Nie wszystko się zgadza. I na tym właśnie polega cały ambaras, kolego! – wyglądający na dowódcę brygady wertuje kolejne kartki, które wręczył mu Indianin. Stoją na pomoście portu San Fernando de Atabapo...
Stefan Czerniecki
Pomysłowy książę przystający nad rzeką. Pokorni i zawstydzeni rybacy. Odważne gagatki dobierające się do skrzyni pełnej skarbów. Pracowity złotnik i jego powabna córka przyjmująca adoratorów. Czy wreszcie świętobliwy ojciec Paweł i jego umiłowana relikwia. Przejdźmy się wspólnie po Lublinie, dobrze? Jesteśmy nad rzeką. Majowy poranek. Sielankowy pejzaż południowo-wschodnich kresów. I dostojny pan na koniu z paradującą obok niego służbą i orszakiem. Oraz ci na dole. Przy rzece. Kilku spanikowanych obecnością szlachty rybaków. Przewracających oczyma, spoglądających jeden na drugiego, ściągających czapki i miętolących je w garściach. Cóż to za scena? Wierzcie lub nie, ale w takich właśnie okolicznościach powstawała nazwa jednego z ...
Stefan Czerniecki
Miasto, do którego prowadzą podobno wszystkie drogi świata. Miasto makaronów, pizzy i kawy. Wreszcie miasto fontann. Taki Rzym znamy. Taki odwiedzamy. Jest jednak jeszcze jeden Rzym. Ten drugi, schowany pod zakurzoną pościelą, którą mało kto zdejmuje. Rzym, który ma nam coś do opowiedzenia. Coś niezwykle ważnego… Poza pokrywającymi się grzybem wilgotnymi, zimnymi murami nie widział w tej chwili nic więcej. Czekał. W odrętwieniu, w ludzkiej beznadziei, może i w strachu. Wiedział, że to cierpienie ma sens. Przecież tak nauczał go jego Mistrz. To jednak w teorii. Po ludzku ciężko to znieść. Już raz Go zdradził. Bał się nawet przyznać przy głupich sługach. Do dziś pamięta tamten Jego wzrok. Obejrzał się, gdy prowadzono Go przed Wielki Sanhedryn. Nie widział w...
Stefan Czerniecki
Dziś nie będzie o Indianach. Nie będzie też o jerozolimskim cudzie. Ani o smucie seksturystycznego biznesu Azji Południowo-Wschodniej. Nie będzie o ludziach. Nie będzie o zwyczajach ani o ceremoniałach. Dziś będziemy odpoczywać. Wyjedziemy daleko. Gdzie nie ma nikogo. Takich miejsc jest wprawdzie bez liku, ale dziś chcę Państwa zaprosić do jednego z najbardziej wyjątkowych. Zabrzmi próżniaczo? Trudno. Widzę zjawisko, więc opisuję. W czym rzecz? Otóż, stojąc raz na jakiś czas na Targach Książki, bywa, że obserwuję nieco z oddalenia reakcje czytelników przeglądających moją książkę. Zwłaszcza lustrujących zdjęcia. Od tego zaczynają praktycznie wszyscy. – O, popatrz. Jak u Cejrowskiego… – komentują okładkę z charakterystycznymi szlaczkami...
Stefan Czerniecki
„Znajduję drogę w ciemności i padam na kolana. […] Niesamowite światło wyłania się z kamienia, na którym był złożony Jezus. Normalnie światło to ma odcień niebieski. Ale kolor może się zmieniać i przybierać różne barwy. Ludzkie słowa tego nie opiszą. To światło unosi się niczym mgła z morza. To wygląda prawie tak, jakby kamień był otoczony jakąś chmurą. Ale to jest światło”. Cud Świętego Ognia co roku gromadzi w jerozolimskiej Bazylice tłumy prawosławnych wiernych. Trudno się dziwić. To chyba jedyny regularnie dokonujący się fizyczny cud współczesnego świata. Wreszcie jest. Zapanowała na tłumem. Wprowadziła swój porządek. Grobowa cisza – bo o niej mowa – spowiła wszystkich zebranych. Jest...
Stefan Czerniecki
To nie będzie wesoły materiał o tym, jak to w Azji „cudnie i tanio”. Nie będzie ani o szmaragdowych zatokach, ani o drobnym piasku na plaży, ani  o malowniczych tarasach ryżowych. Będzie o tym, co kryje się za rogiem turystycznego świata. O Azji po zmroku. O tym, czym żyje nocny Singapur lub Bangkok. O tym, do czego doprowadziliśmy także my. Do czego doprowadziła pokusa wiecznego niezaspokojenia. Siedzą przy stoliku we trzy. Pierwsza głaszcze zadbane kosmki włosów. Druga nadal ogląda się w lusterku. Szminką poprawia usta. Trzecia zajęta jest malowaniem paznokci. Nie rozmawiają. Nie w tej chwili. Na to przyjdzie jeszcze pora. Teraz trzeba się wyszykować. Siedzę wystarczająco blisko, aby się im dokładnie przypatrzeć. Długie...
Stefan Czerniecki
Tańczą wszyscy. Starzy i młodzi. Indianie i gringos. Dziewczyny i chłopaki. Mój bezzębny przyjaciel porywa do tańca co chwilę inną partnerkę. Muszę przyznać, że obserwacja tego człowieka sprawia mi wielką przyjemność. Od pewnego czasu dzierży nawet flagę. Po dwóch godzinach jest już tak „zmęczony”, że ledwo utrzymuje ów sztandar w rękach. Ale przecież to macho. Macha więc twardo. Dziś ocean jakby spokojniejszy. Łagodny przybój delikatnie wymywa piaszczysty brzeg. W iście miarowym tempie… To zalewa, to znów odsłania jasnobeżową plażę. I oni. Główni bohaterowie spektaklu. Zgromadzeni wokoło siebie. Wszyscy ubrani na biało. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Młodsi i starsi. Idą zgodnie w szpalerze. Nieco bałaganiarskim, rozwleczonym. Najwięcej rumoru zdaje się...
Stefan Czerniecki
Czasem myślę sobie, że peruwiańska Lima mogłaby stanowić tło inscenizacji historii o początku świata. Tego według greckiej mitologii. „Na początku był chaos”… Taka jest Lima. Tak się tutaj żyje. A w chaosie nie może być ładu ani harmonii, ani piękna, ani spokoju i bezpieczeństwa… „No puedo comprenderte. Si es que me quieres…” – słyszę z samochodowych głośników. Oczywiście ulokowanych tuż za moją głową, pod tylną szybą. Rozregulowanych i przesterowanych. Ale nadal dzielnie grających. Do tego stopnia, że nawet da się nieco zrozumieć ze śpiewanego tekstu. To chyba leci Carlos Vives. Jeden z najpopularniejszych latynoskich pop-piewców. Kolumbijczyk, co prawda, ale uwielbiany także i tu, w nieodległym tak bardzo od Kolumbii Peru. Śpiewa coraz szybciej i ...
Stefan Czerniecki
Zapada przeraźliwy mrok. Przejęty chłopak stara się iść tą samą trasą, którą tutaj trafił. Przed nim ledwo widoczny ciemny zarys jakiegoś wzniesienia. Chyba już je mijał. Chyba jest u siebie… Jeszcze chwilka i będzie u jego podnóża. Domostwo, gdzie zostawił plecak, było przecież gdzieś w jej okolicy. Gdy dociera na miejsce, dotyka ściany. „To nie ta góra!”. Zimny pot oblewa czoło. „To nie ta góra…” – powtarza szeptem. Godzinę jazdy znad północnego skraju Zatoki Akaba. 30 kilometrów od granicy z Izraelem. 50 kilometrów na wschód od Egiptu. Tuż przy północnych rubieżach Arabii Saudyjskiej. W samiusieńkim południowo-zachodnim kąciku Jordanii. Właśnie tutaj rozciąga się Wadi Ramm. W Polsce bardziej znana jako Wadi Rum. Pustynia, która przez wielu została...
Stefan Czerniecki
Nie ma takiego andynisty, który pozostałby niewzruszony jej widokiem. Najsłynniejsza skalna iglica świata. Najbardziej niedostępny szczyt kontynentu. Ulokowany na samym jego południu. Tuż przy Antarktydzie. Ale jeszcze na stałym lądzie. W smaganej huraganowymi wiatrami Patagonii. Cerro Torre jest de facto efektem porażających podmuchów tej wyjątkowej krainy. Jest szczytem, który porusza. Który budzi emocje. Wreszcie, który kusi i nęci. Jak prawdziwa panna. Od siebie dodam tylko: że panna niezwykle wybredna i dumna. Tato, tato! A to! A to! Gdzie to jest? – pyta synek. − Pytasz o tę górę? – mężczyzna przewraca kartki albumu, by powrócić do poprzedniego rozdziału. −    Nooo… – rozmarza się malec. – Właśnie ta. O, ta tutaj – dla pewności dumnie wskazuje tacie palcem. −...
Stefan Czerniecki
Tutaj legenda przeplata się z historią. Tutaj Tajemnicy strzegą świętokrzyskie jodły. Tutaj spoczywa nasz prawdziwy Skarb. Tutaj przechowywana jest relikwia, o której przeszłości wciąż mało kto z nas słyszał. Drzewo Życia, na którym umierał. Drzewo Życia, którego drzazgi rozsypano po całym globie. Aby dać świadectwo. I abyśmy uwierzyli. We wszystko to, co napisano przed wiekami… Zachował się dość plastyczny opis. Możemy go czytać do dziś. Wiemy, że działo się to około godziny trzeciej po południu. Wiemy, że na trzy godziny przed tym wydarzeniem – to jest od godziny dwunastej do godziny piętnastej – „ciemność ogarnęła całą ziemię”. Wiemy także, że „gdy słońce się zaćmiło, zasłona przybytku rozdarła się przez środek” (Łk 23, 44–45). W innym miejscu opis jest jeszcze...
Stefan Czerniecki
– Mogą sobie gadać. Ale ja i tak swoje wiem. Zresztą, wszyscy to wiemy. Powiedzmy sobie szczerze. Każda z nich pragnie przynajmniej raz w życiu pobyć księżniczką. Przynajmniej raz… – przez chwilę widać, jak kąciki jego ust delikatnie się unoszą. Faktycznie, ma facet rację. Tutaj, na marokańskim weselu, może wydarzyć się wiele naprawdę dziwnych rzeczy. Jedno z wielu „wejść” młodej pary tego wieczoru Szofer otwiera mu drzwi. Z samochodu wychodzi pierwszy. A zaraz za nim jego kobieta. Pewno żona. A może córka? Młoda dziewczyna. Ubrana w długą, zieloną suknię. Z pozłacanymi bransoletami na przedramieniu. On w wystawnym garniturze. Z eleganckim zegarkiem na nadgarstku. Oboje są już na ulicy. Samochód cicho odjeżdża, a para udaje się w kierunku...
Stefan Czerniecki
Rocznie na całym świecie dochodzi do około 20 tys. porwań dla okupu – wynika z danych centrum Foreign Policy Centre. Tylko 25 proc. przypadków bywa ujawnionych. Ameryka Południowa nie jest pod tym względem ewenementem. Nie wolno jednakowoż popadać w panikę. Większość turystów wraca do domu z tysiącem fotografii i fantastycznymi wspomnieniami. Tylko promil z nich ma nieco inne doświadczenia. Późny wieczór. Godzina już grubo po 22:00. Na ulicach raczej pustki. W Boliwii o tej porze niewiele się dzieje. Nie tylko, zresztą, w Boliwii. Podobnie w krajach takich jak Peru czy Wenezuela. To raczej norma – po zmierzchu nie ma na tutejszych ulicach za wielkiego ruchu. Gdy zajdzie słońce, ludzie wolą siedzieć w domach. Albo po prostu już śpią. O...
Stefan Czerniecki
Miejskie safari po Charleroi, miejscu uważanym za najbrzydsze miasto Europy, odnosi trudny do wytłumaczenia sukces. Do Belgii codziennie przybywają zagraniczni goście kuszeni wizją zobaczenia najbardziej depresyjnej ulicy świata, opuszczonych stacji metra widmo czy straszących pofabrycznych baraków. Bo, jak sami twierdzą, szpetota fascynuje, szpetota przyciąga.   Nie wygląda na smutasa. Może faktycznie nie jest wesołkiem zagadującym co drugiego pasażera, ale na pewno nie jest smutasem. Pod terminal podjechał punktualnie. Ledwo widoczny uśmiech na powitanie.   – Czy kupię u pana bilet? – pytam po angielsku, zapominając zupełnie, że to przecież francuskojęzyczny rewir Belgii.   – Yyeee? – tak, pan ewidentnie nie zrozumiał.   – Bilet? Ticket? Billete? –...
Stefan Czerniecki
Nie ma drugiego azjatyckiego narodu, którego dotknęłaby podobna tragedia. Kiedy brat mordował brata. Kiedy ze słownika języka khmerskiego wykreślono słowo „litość”. Kiedy śmierć bezczelnie wpraszała się do każdego domu. Kiedy zaglądała do każdej chaty. Do każdego pokoju. Widać ich wszędzie. Ciemny bluszcz osaczający brązową korę gęstych drzew kambodżańskiej dżungli sprawia, że widok jest jeszcze bardziej porażający. Ludzie skuleni w sobie. Jedni obok drugich. Już nie ufni. Z jednej strony, zdani na siebie nawzajem. Z drugiej, wiedzący, że ten obok może okazać się zdrajcą. Kimś, przez kogo nie ujrzą już jutrzejszego wschodu słońca. Pola śmierci. Żniwo szatana. Cuchnąca beznadzieją rzeczywistość  Kambodży 1975 r. Ferment rozkładających się ciał jest tak nieznośny,...
Stefan Czerniecki
Angelo, nauczyciel wychowania fizycznego, lubi środy. Tego dnia może wyjść wcześniej z pracy. Od południa nie ma już żadnych zajęć. Jest w domu przed trzynastą. – O której dziś konklawe? – rzuca w kierunku krzątającej się w kuchni mamy. – A nie wiem. Chyba już zaczęli, nie? – Ponoć rano znów nic nie uradzili – krzyczy Angelo, wylegując się już na wygodnej brązowej sofie w rodzinnym salonie. – Synku, spokojnie. Duch Święty wieje, kędy chce. – Ale czarny dym był… – Ano był, był. Cierpliwości jednak, cierpliwości... – Wiesz… Dziś rano w autobusie kierowca miał tak głośno ustawione radio, że wszystko było słychać. I był wywiad z tym, no… Tym, co teraz tak często w mediach jest… – Eduardo García  – słychać z kuchni. – O-...
Czuwanie modlitewne z Papieżem Po 26-godzinnej podróży wjeżdżamy wraz z grupą z Radomia do Rzymu. O 5:30 rano  Wieczne Miasto jeszcze śpi, ale my wysiadamy z autokaru i jako jedni z pierwszych, dźwigając plecaki, idziemy do najbliższej stacji metra, tak jak nas kierują wolontariusze. Od 28 grudnia do 2 stycznia Rzym będzie gościć około 40 tys. pielgrzymów z różnych krajów, z czego co najmniej 12 tys. stanowią Polacy. To największa grupa pielgrzymów przybywająca na to spotkanie, ale na Taizé tak jest zawsze. Wspólna modlitwa 12 tysięcy Polaków w Bazylice św. Pawła za Murami Przyjeżdżający na spotkanie zwykle mieszkają u rodzin, ale nie brakuje osób zakwaterowanych w zakonach lub halach gimnastycznych. My zostajemy umieszczeni w zupełnie innym miejscu. Na kartkach narysowano...
Stefan Czerniecki
Jadą we dwóch już dobre dwie godziny. A to przecież znacznie więcej niż zwykle. W normalnych warunkach jego mustang pokonywał tę trasę w góra 30 min. Jednak nie dziś. Lało całą noc. Bezustannie. Znak, że pora deszczowa zaczęła się na dobre. Llanero, czyli południowowenezuelski kowboj – Mierda!!! – powtarza głośniej Marcos. Od kilkudziesięciu minut nie powiedział do swego konia innego słowa. Jest już naprawdę bardzo zdenerwowany. Zdejmuje na chwilę kapelusz, aby przetrzeć chustą mokre, przetłuszczone włosy. Strużka potu wymyka się zza ucha. Prędko mknie po nieogolonym poliku, by po chwili zawisnąć na krawędzi brody. Kowboj nie ma już cierpliwości, by znów ją ocierać. Jest coraz bardziej przerażony. Przecież powinien być już w domu przynajmniej od dwóch godzin. Tam, gdzie czeka na...
Stefan Czerniecki
Ofiara składana ku czci bogów. Jeszcze kilka ostrzejszych szarpnięć. Koniec. Agonia. I kałuża krwi Stara Nepalka nie czeka ani chwili dłużej. Szybko zdejmuje z czoła opaskę przytrzymującą dźwigany na plecach wielki kosz z kamieniami. Kobiecina wspina się z tym już jakiś czas. Widziałem ją od około 20 minut. Odkąd wyszedłem z wioski i zacząłem schodzić w kierunku rzeki. Po krawędzi stoku. Czyniąc coraz to szersze zakosy. Była tak skoncentrowana, że w ogóle mnie nie zauważyła. Dopiero teraz, podczas mijania. Akurat miałem przerwę w wędrówce. Baton w jednej dłoni. Aparat fotograficzny w drugiej. I te jej rozbawione oczy mówiące „mogę?”. Wór pełen kamieni zdjęty. Można przymierzyć to dziwacznie wyglądające ustrojstwo. Mój plecak. – Uchchchchchch – wzdycha, zarzucając na ramię. Po chwili...

Pages