Fotoreportaż

Stefan Czerniecki
Do Grabarki można przyjechać w sierpniu na odpust. Ale można wcześniej. Gdy jest spokojniej. Gdy lepiej słychać okoliczny sosnowy las. Gdy czuć zapach żywicy. I gdy można podejść bliżej. Choćby do tej pani siedzącej przy głównym wejściu do świątyni. – Prosimy nie robić zdjęć! Jest zakaz …Niestety. Bardzo mi przykro… – dodaje jeszcze nieśmiało. – Przepraszam. Nie wiedzieliśmy – usprawiedliwia się mężczyzna prowadzący pod rękę żonę. – Nic nie szkodzi – opatulona w czarną chustę pani podnosi wzrok znad książki. Przed chwilą kolejna para zapragnęła uwiecznić sobie na pamiątkę ikonę obrazującą przemienienie Pana Jezusa na Górze Tabor. Przedstawionego w towarzystwie Eliasza i Mojżesza. Kilkanaście minut wcześniej o podobne zdjęcie postarała się zwiedzająca...
Stefan Czerniecki
Pamiętam, gdy byłem tu tuż po wybudowaniu bazyliki. Kiedy w mediach aż szumiało od „rozrzutności” Kościoła oraz fatalnego gustu projektanta. Kiedy życzliwi i nieżyczliwi pochylali się nad komercjalizacją przestrzeni sakralnej oraz – i to chyba przede wszystkim – nad ogromem pieniędzy, które „przecież mogły zostać przeznaczone na lepsze cele”. Przyznam, że sam dałem się przekonać temu trendowi. Sam wiesz najlepiej, z czym może wiązać się nazwa Licheń. I jaka może być jego etymologia…” – ksiądz Staś zawiesza głos. Przyznam się, że do tej pory jakoś nigdy nie zastanawiałem się dłużej nad tą nazwą. Przylgnęła niegdyś do mojej świadomości jako po prostu „Licheń”. Miejsce, gdzie bywało się na szkolnej pielgrzymce. Gdy okoliczna łąka przypominała jeszcze wielki plac budowy. I gdy prowadząca...
Stefan Czerniecki
Pamiętam, jak młody Peruwiańczyk prosił, abym raz jeszcze przemyślał decyzję o wyjściu w góry. „Idzie pora deszczowa” – ostrzegał. Co ja jednak mogłem poradzić, gdy na cudne pasmo Cordillera Blanca miałem tylko ten jeden miesiąc. Trzeba było iść. Pomimo wszystko. „Bo boskim potomkom nie wolno zakochiwać się w ludziach…” – szepcze, wolno przeżuwając liście koki. Nad nami ciemne, górskie niebo zasiane rojem jasnych punkcików. Gwiazdy na półkuli południowej to dla mieszkańców Starego Kontynentu obszar do nieskończonych obserwacji. Nie znajdziemy tam popularnego Wielkiego Wozu. Nie ma Kasjopei. Nie ma Oriona. Jest nowe. Niezbadane. Mrowie białych kropek na palecie nocnego nieba. A poniżej biała, porwana linia wyznaczona przez grań otaczających nas w tej chwili...
Stefan Czerniecki
Mieszkają we dwóch na dalekiej estońskiej północy. W mieście, gdzie ludzie raczej się do siebie nie odzywają. Gdzie wpierw trzeba się dobrze poznać. Przebić niewidzialną warstwę nieufności. Tutaj głoszą, tutaj pomagają, tutaj służą. Pewnie woleliby cieplejszy klimat – ten estoński ponoć należy do najmniej sprzyjających człowiekowi. „Ale co poradzić? – odpowiadają. – To przecież służba”. Sople lodu zwisającego spod staromiejskiej dachówki powoli ociekają wątłą strużką wody. Gdy któryś z nich zostanie wystarczająco „obmyty”, gwałtownie odrywa się od stropu i  spada na chodnik. Tym razem jego upadek wraz z hałdą śniegu nie robi nikomu krzywdy. Na  szczęście nikt nie stał w tym miejscu. Spacerowicze tylko nerwowo oglądają się za siebie, lustrując, skąd ten...
Stefan Czerniecki
To jedno z najstarszych sanktuariów maryjnych na świecie. Położone na wznoszącej się 1018 metrów n.p.m. Wulturelli, czyli „Górze Sępów”. Nazwa dziś już nieużywana. Zastąpiła ją Guadagnolo. To na jej wschodnim zboczu ulokowane jest miejsce, które pewien nikomu nieznany kardynał wybrał sobie jako jedno z ulubionych w całych Włoszech. I nie zmieniło się to, gdy jego nazwisko poznała cała Ziemia. To był upalny jak na te tereny poranek. W tych górach zwykle było o kilka stopni chłodniej niż nad samym wybrzeżem. A to przecież zaledwie 50 km w linii prostej. Wystarczyło, że nakazał koniowi jechać w góry, i od razu po kilkudziesięciu minutach jazdy odczuwał, jak robi się coraz chłodniej. Widział, że rosną nowe drzewa. Że znikają cytrusy. Że...

Pages