Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Humorysta w Himalajach

Dodano: 24/08/2009 - 42/2009 NGP
Poprzednie miesięczniki
Innym kolegą Czermańskiego po fachu był malarz Kamil Witkowski. W warszawskiej restauracji Lijewskiego, zwanej „U Lija”, wskoczył on do będącej jej częścią fontanny. W fontannie wesoło pływały rybki, więc i Witkowski zabrał się do pływania. Kierownik restauracji sprowadził policję. Przybyły na miejsce policjant wezwał malarza do wyjścia z wody. „Zejdź mi pan z oczu! Wynoś się pan stąd! Tylko policja rzeczna ma coś tu do gadania” – usłyszał odpowiedź. „Śmieszny brzuchaczu! Pamiętam pana jeszcze z czasów milicji miejskiej. Przystojny szczeniak był z pana. A teraz co? Popatrz pan do lustra! Żyłki artretyczne, twarz rozkwitła jak róża bengalska!” – przemawiał dalej z wody malarz. Z tajnikami techniki malarskiej samego Czermańskiego możemy zapoznać się przy okazji innej anegdoty. Pił on pewnego razu wódkę z legionowym kolegą. Ten rozmarzył się i domagał się, by namalował on artylerię legionową na pozycjach w Karpatach. „Pojechałem czym prędzej taksówką do domu, żeby załatwić się z tymi armatkami, póki wypita wódka działa” – wspominał Czermański. Tam przystąpił do dzieła: „Rysowało mi się zrazu nieźle, ale przy drugiej armatce (a na arkuszu miałem ulokować ich cztery) przypomniałem sobie niepotrzebnie, że te armatki po wystrzale skaczą, a także i to, że dymią czarnym gęstym dymem. I już druga armatka podskoczyła mi na papierze prawie ponad głowy artylerzystów. Bardzo mnie to ubawiło i z uciechy wypiłem dwie wódki”. To spowodowało dalszą poprawę możliwości twórczych: „Większą
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze