O człowieku, który musiał malować

„Malarz, który musiał malować, jak woda musi płynąć” – mawiał o nim Stanisław Witkiewicz. „Chełmoński – podziw i strach ulic Monachium” – mówiono też o nim. I: „Józef tylko wtedy się nie dusi, kiedy maluje”. Jeden z największych – obok Matejki – artystów polskich był człowiekiem o dziecięcej wrażliwości.

Łatwo go było pozyskać szczerością, brakiem pozy, ale jeszcze łatwiej zranić. Został „dotknięty” przez bliską osobę, z czym do końca życia nie mógł sobie poradzić. Cenił u ludzi najbardziej to, co określał mianem „prawdziwości”. Nie znosił fałszu ani w stosunkach między przyjaciółmi, ani w sztuce. Jego namiętnej miłości do Polski towarzyszyła miłość do przyrody...
[pozostało do przeczytania 94% tekstu]
Dostęp do artykułów: