Temat miesiąca

Maciej Rybiński
Relacje między państwem a jednostką pozwalają zazwyczaj ocenić poziom i jakość demokracji. Stosunek między zakresem swobód jednostki a skalą przymusu państwowego wyznacza granice wolności i poziom obywatelskiego samopoczucia. Ale tylko zazwyczaj. I nie wszędzie. Nie w Polsce, gdzie czołowe ośrodki propagandy i agitacji, upozowane na intelektualne kuźnie myśli politycznej, poddały w ostatnich latach cały ten fundamentalny problem prymitywnej personalizacji. Zamiast rozważań ustrojowych mamy w najpoważniejszych z pozoru dziennikach i periodykach brukowe dywagacje o stosunkach między państwem a doktorem G., państwem a Kulczykiem, państwem i posłanką Sawicką. Jeśli Lew Rywin nie został też wypromowany na ofiarę ślepej przemocy, to tylko dlatego, że w gronie jego prześladowców musieliby się...
„Dzikiej” prywatyzacji – nie? Wiele w tym względzie nie zmienią ogłoszone w połowie stycznia nowe zapisy projektu ustawy ogłoszone przez minister Ewę Kopacz. Podczas „białego szczytu” zapewniała, że ochronią one ZOZ-y przed dziką prywatyzacją. Że udziałowcom samorządowym w spółce zarządzającej placówkami zdrowotnymi nie będzie wolno m.in. zbyć udziałów w ZOZ-ie poniżej 51 proc., czyli nie będą mogli pozbyć się udziału większościowego. Ponadto że nie będzie możliwości wprowadzania nowo oszacowanego majątku do masy upadłościowej, zaś 15 proc. udziałów w spółkach szpitalnych będą mieli pracownicy. A zysk spółek ma być przeznaczony na działalność statutową. Cudu zdrowotnego nie widać W programie PO „Polska zasługuje na cud gospodarczy” z października 2007 r. możemy przeczytać m.in.,...
Maciej Pawlak
„Dzikiej” prywatyzacji – nie? Wiele w tym względzie nie zmienią ogłoszone w połowie stycznia nowe zapisy projektu ustawy ogłoszone przez minister Ewę Kopacz. Podczas „białego szczytu” zapewniała, że ochronią one ZOZ-y przed dziką prywatyzacją. Że udziałowcom samorządowym w spółce zarządzającej placówkami zdrowotnymi nie będzie wolno m.in. zbyć udziałów w ZOZ-ie poniżej 51 proc., czyli nie będą mogli pozbyć się udziału większościowego. Ponadto że nie będzie możliwości wprowadzania nowo oszacowanego majątku do masy upadłościowej, zaś 15 proc. udziałów w spółkach szpitalnych będą mieli pracownicy. A zysk spółek ma być przeznaczony na działalność statutową. Cudu zdrowotnego nie widać W programie PO „Polska zasługuje na cud gospodarczy” z października 2007 r. możemy przeczytać m.in.,...
Politycy wiedzą lepiej Każdy, kto pracował w administracji, wie, że urząd zajmujący się tysiącem bieżących spraw nie ma możliwości przygotować gruntownej systemowej zmiany. Sprawy aktualne i pilne zawsze będą tam ważniejsze niż pozornie mniej naglące kwestie reformy. Dlatego projekt reformy trzeba mieć gotowy z chwilą objęcia rządów, a nie – jak jest w polskim zwyczaju politycznym – polegać na wierze, że w pierwszych miesiącach uda się coś wymyślić. Podstawową przeszkodą w profesjonalnym przygotowaniu takiego projektu jest jednak niechęć polityków do korzystania ze wsparcia eksperckiego – mimo że odpowiednich specjalistów (lekarzy, menedżerów zdrowia) wcale w Polsce nie brakuje: funkcjonują oni i na rynku publicznym, i na prywatnym. Do współpracy nie dochodzi, bo – w mniemaniu wielu...
Tomasz Teluk
Pacjenci chcą reform Tymczasem rynkowy impuls po raz kolejny pochodzi z Brukseli. Naciskani przez grupy pacjentów biurokraci w końcu opracowali tekst dyrektywy o międzypaństwowym dostępie do służby zdrowia. Dyrektywa pozwalająca pacjentom korzystać z niektórych usług medycznych w innym kraju członkowskim (naturalnie pod pewnymi warunkami) może stać się zalążkiem rewolucji, która obali europejski socjalizm w służbie zdrowia. Gdyby tak się stało, ochrona zdrowia dałaby nowy impuls do wzrostu europejskiej gospodarki, bowiem potencjał tej innowacyjnej dziedziny jest niewykorzystany. Biurokraci z Warszawy powinni zacząć się bać. Polska medycyna jest oceniania przez pacjentów jak najgorzej i można być pewnym, że chorzy nie będą godzić się na umieranie na szpitalnych korytarzach, powiedzą...

Pages