Katarzyna Gójska

W momencie, gdy odbyły się wybory w 1991 roku, zostały one przeprowadzone w oparciu o taką ordynację, która doprowadziła do rozdrobnienia i rozbicia parlamentu. Jak przypuszczam, w założeniu tych, którzy ją przygotowywali, wielopartyjność miała nie pozwolić na wybranie rządu, a już na pewno nie pozwolić na uchwalenie nowej konstytucji. W tych warunkach powołanie mojego rządu to prawdziwy cud – mówił w 2013 roku były premier Jan Olszewski w rozmowie z Katarzyną Gójską. Dziś przypominamy obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego wówczas w grudniowym numerze „Nowego Państwa”. 4 czerwca 1989 roku był uznawany przez wielu za dzień triumfu polskiej wolności. Trzy lata później dokładnie ten sam dzień to smutna data zwycięstwa...
Skoro przed laty choćby z Urbana uczyniono eksperta recenzującego polskie życie publiczne, mogącego swobodnie zabierać głos w debacie medialnej, to nie ma się czemu dziwić, że sfera publiczna dziś wygląda tak, jak wygląda. Kto robił wywiady z tym siewcą sowieckiej pogardy, niech teraz bije się w piersi, bo to między innymi przez takie „rozmowy” barbarzyńcy zostali w III Rzeczypospolitej awansowani do poziomu równoprawnych uczestników życia publicznego. Na początek fakty. Dramatyczny w skutkach atak na urzędującego prezydenta Gdańska był dziełem kryminalisty, który dopiero co skończył odbywanie kary za cztery napady na banki z bronią w ręku. U mężczyzny stwierdzono także ciężkie zaburzenia psychiczne, był agresywny i poddawany terapii...
Zrobiliśmy to po raz pierwszy. Okładka najnowszego numeru naszego miesięcznika nie pozostawia wątpliwości – mamy nie jednego laureata, a dwóch. Przypominam, bo warto to zawsze podkreślać – Nagroda im. św. Grzegorza I Wielkiego to wyróżnienie dla tych, którzy mężnie stawali w obronie prawdy w życiu publicznym w mijającym roku. Na kolejnych stronach „Nowego Państwa” Czytelnicy odnajdą sylwetki naszych Laureatów. Teraz kilka zdań o tym, dlaczego wybraliśmy właśnie ich. Debaty na temat praworządności w Polsce stały się – niestety – smutną tradycją Parlamentu Europejskiego. Ale podczas tych spektakli niekompetencji, zacietrzewienia, otępienia na jakiekolwiek merytoryczne argumenty czy w końcu zwyczajnego szkalowania swojej ojczyzny (to ze strony...
Czy zastanawiali się Państwo, jak wygląda Polska w najsłynniejszych obrazach współczesnego rodzimego kina? Odpowiem – jak wspólnota wykolejeńców nienawidzących innych oraz lepszych od siebie. Od trzech lat tydzień bez celebryty, który ogłasza, iż boi się wyjść na ulicę, albo drży o przyszłość Polski pętanej więzami faszyzmu, albo – jeszcze lepiej – nie spodziewał się, iż dożyje czasu powrotu PRL (to kwestie starszych), to tydzień stracony. Być może należy sporządzić rejestr wszystkich okropieństw, zniewoleń, o jakich prawią lokalne znane twarze. Aż dziw bierze, że ci ludzie jeszcze nie zwariowali, żyjąc w tak dramatycznym momencie historii. Piotr Lisiewicz stawia taką tezę: zaczął się czas antycelebryctwa, czyli powszechnej – szczególnie wśród młodego pokolenia – beki z...
Tuż przed premierą „Kleru” opinia publiczna była bombardowana wręcz perwersyjnymi opisami przypadków pedofilii w Kościele. Film wszedł zatem na dobrze przygotowany grunt. Jego celem było uderzenie w szacunek i zaufanie do duchownych. Kilka lat temu na łamach „Nowego Państwa” bardzo dokładnie analizowaliśmy cel wprowadzenia na tzw. celebryckie salony osobnika o pseudonimie Nergal. Człowieka, który zupełnie otwarcie przedstawiał się jako swego rodzaju wyznawca szatana. Swoją artystyczną działalnością ów jegomość nie miał najmniejszych szans na wybicie się do poziomu autorytetu w lifestylowych mediach. Być może czułby uwielbienie dość osobliwej grupy odbiorców jego ryku, ale bez powszechnej rozpoznawalności. Efektem celebryckiego awansu Nergala było oswojenie – przynajmniej...

Pages