Rok 1920 – to była wspaniała, XVII-wieczna wojna

Piłsudski miał genialny pomysł, chciał po prostu wstrząsnąć całym frontem. I tak się stało.  Nasza dywizja ruszyła – Winnica, Białocerkiew, do majątków Branickich. Wtedy przyszły pierwsze wiadomości, że zbliża się armia konna Budionnego, która pod Czerkasami będzie przechodzić Dniepr i ruszy na nas. Przypomniała nam się „Trylogia”, Dzikie Pola – z generałem Klemensem Rudnickim rozmawiali Ryszard Czarnecki i Krzysztof Turkowski (część I). Zapraszam do fascynującej podróży w przeszłość, choć… „Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej” (C.K. Norwid). Przed 32 laty w „polskim” Londynie przeprowadziliśmy – wraz z Krzysztofem Turkowskim – rozmowę z jednym z nestorów polskiej imigracji niepodległościowej, a wcześniej bitnym żołnierzem RP gen. Klemensem Rudnickim. Rozmawiając z Generałem, a potem pracując nad oddaniem tego wywiadu wraz z przypisami do druku, pomyślałem, że unosi się nad nim duch Henryka Sienkiewicza, o którym zresztą Klemens Rudnicki wspominał. Nie warto tej rozmowy streszczać, warto ją przeczytać od początku do końca, bo są w niej i polska wielkość, i polska duma, i szczypta polskiej goryczy, a także sposób na to, jak być szczęśliwym, o czym Generał mówi pod koniec wywiadu. Zapraszam, wraz ze współautorem rozmowy, do jednego z najciekawszych wywiadów, jakie przeprowadziłem w moim „dawnym”, dziennikarskim, życiu. Życzę inspirującej lektury.*** Panie Generale, zaczynamy... Urodziłem się w Żydaczowie, gdzie mój ojciec był w
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze