Retrospekcje

Ten tekst jest jak manifest, nie da się go czytać spokojnie, bo pisze go wściekłość i geniusz zarazem. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy ci, którzy po poetyckim debiucie 21-letniego Jana Lechonia z 1920 roku dostrzegli w nim nowego Juliusza Słowackiego, mieli dobry poetycki słuch, powinni przeczytać ten pisany prozą artykuł 49-letniego Lechonia napisany w 1948 roku na wygnaniu.

„Dzisiaj Warszawa jest kupą gruzów, miejscem niewoli i hańby, jakiej dotąd nie zaznała w historii. Wielki książę Konstanty, tłukący się jak dziki zwierz po pokojach Belwederu, nie był taką zniewagą dla narodu polskiego, jak ów wyrodek polskości, który dzisiaj w tych murach podpisuje rozkazy...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: