Retrospekcje

Dziś spojrzenie na niezmiennie tlący się konflikt polsko-ukraiński nietypowe, bo pokazujące go z perspektywy ukraińskiego akademika we Lwowie w 1934 r. Mieczysław Pruszyński (brat Ksawerego) w reportażu dla „Buntu Młodych” pokazuje młodych Ukraińców – odpornych na komunizm, za to skłonnych do dawania posłuchu skrajnym nacjonalistom, również nierzadko przez Moskwę inspirowanym. I opowiadających o represjach ze strony polskiej władzy, ale i o tym, że jest ktoś, kogo nie lubią bardziej – bolszewicy. Obraz wart pokazania, bo szereg metod rozgrywania tego konfliktu pozostaje niezmiennych.

Mieczysław Pruszyński
W akademickim Domu ukraińskim


Idziemy pod górę ulicą, zdaje się, Mochnackiego. Jest to jedna z ładniejszych dzielnic Lwowa. Po obu stronach uliczki wille i pałacyki; są to przeważnie nazwiska arystokracji polskiej. Tak że nawet dowcipni dorożkarze lwowscy dali dzielnicy tej nazwę: „górka hrabiowska”.

Minęliśmy już górkę i jesteśmy na ulicy Supińskiego. A więc to tu jest Dom akademicki studentów Ukraińców. Zagadujemy przechodnia. Pokazuje nam ręką gmach, na którym widnieje duży napis ukraiński. Nie spostrzegliśmy budynku zaraz, choć jest on dosyć duży, bo wznosi się, wsunięty o 30 metrów od ulicy. Budynek oddzielony jest od niej dwoma kortami tennisowemi, koloru tartej cegły.
Stajemy i przyglądamy się chwilę. Ten ciemny szarozielobawy, brzydki i posępny, trzypiętrowy dom będzie może kiedyś sławnym i przejdzie do historji ukraińskiego narodu, tak jak mała zawileńska stacyjka przeszła do historji polskiej. Już i dziś jest ten dom sławny: co jakiś czas akademicy Polacy przychodzą tu z kamieniami wybijać szyby. Bo, jak fama niesie, z tego domu biorą się co roku uzupełnienia bojówek z U.O.N.

Zaczynamy po niemiecku…
Kilkanaście schodków i jesteśmy w hallu. Wszystko przypomina przeciętny dom akademicki polski: hall jest ciemny, brudny, schody też, na ścianach...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: