Retrospekcje

Moje pokolenie, dzisiejszych czterdziestoparolatków, nie marzyło nigdy o służbie w wojsku, inaczej niż większość polskich pokoleń. W latach 80. miganie się od służby wojskowej było dla wielu buntem przeciwko komunie, bo odmawiali przysięgi, w której zobowiązywano się strzec „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przed zakusami imperializmu”, a także „stać nieugięcie na straży pokoju w braterskim przymierzu z Armią Radziecką”. Niektórzy za odmowę wypowiedzenia tych słów szli nawet do więzienia.
Również w III RP armia z poboru, rządzona przez „starych trepów” z PRL, dysponująca posowieckim uzbrojeniem, nie była dla nas przez wiele lat atrakcyjna. A ci, którzy wyjeżdżali na zagraniczne misje, po powrocie dostawali propozycje pracy za 2 tys. zł, bo komuna w wojsku nie chciała konkurencji.


Zazdroszczę młodym, którzy dziś mogą służyć w wojsku, w tym w Obronie Terytorialnej w czasach, w których ministrem obrony jest Antoni Macierewicz. Przedrukowujemy dziś fragmenty niezwykłej książki „De Virtute Militari. Zarys etyki wojskowej”, która była obowiązkową lekturą polskich żołnierzy z lat 1938–1939, autorstwa wybitnego filozofa i logika, rektora uniwersytetu we Fryburgu, o. Józefa Bocheńskiego. Czytałem ją w latach 90., jeszcze za życia jej ponad 90-letniego już autora, który udzielił wywiadu „Gazecie Polskiej”.
Czytało się to z zapartym tchem, ale jako coś z kompletnie innego świata. Dziś tamto przesłanie i tamte wartości wracają. Książka ta świetnie porządkuje bełkot, który w najbardziej ekstremalnej wersji zaprezentował jakiś czas temu w rozmowie z Moniką Olejnik Maciej Maleńczuk: jak wiara w Boga może mieć coś wspólnego z zabijaniem?
Myślę, że ten wykład o. Bocheńskiego o tym, dlaczego czasem mamy obowiązek zabijać naszych braci, którzy są chwilowo wrogami, i o tym, jak ważny oraz wzniosły jest to obowiązek, powinien wrócić na nowo jako lektura przydatna w szkoleniu polskiego wojska.
A poza tym o. Bocheński apelował:...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: