O PIŁCE

Odtrutka na klęskę nudy

Bardzo piękne rzeczy dzieją się również w Radlinie. Jest to górnicze miasteczko na Śląsku, mające drużynę piłkarską, częstokroć, z ogromną ambicją, leje po skórze wszystkich owych superasów z Wisłą i Cracovią na czele. Według relacji sprawozdawcy z transmisji radiowej Górnik Radlin – Cracovia na meczu w Radlinie było około 8000 ludzi. Liczba ta jest fantastyczna, dowodzi ona, że z każdego mieszkania w Radlinie i okolicy co najmniej jeden przedstawiciel wybrał się oglądać, jak jego ulubieńcy, napastnicy radlińscy: Franke, Węglorz, Wiśniewski i Dybała (ten ostatni zresztą akurat w tym meczu nie grał) zaciekle bombardują bramkę krakowiaków. A jakaż radość panuje, gdy wreszcie któryś z radlińskich chłopaków umieści piłkę tam, gdzie trzeba, to znaczy w krakowskiej siatce! Ryk podobny do gromu wstrząsa powietrzem, czapki, kapelusze, laski lecą w górę. Jest potem o czym gadać i wspominać przez cały tydzień; jednocześnie omawia się perspektywy następnego meczu – naprawdę piłka dla mieszkańców Radlina, a także wielu innych Radlinów w Polsce, to po prostu prezent losu.

Interesując się piłką z tych samych powodów co wszyscy, mam również i swoje powody personalne i zawodowe – przy sprawie tej bowiem upiec można własną pieczeń. Chodzi o to, że spontaniczna popularność rozgrywek ligowych jest swego rodzaju społeczną retortą, w której przeprowadzić można ważne doświadczenia i potwierdzić wydedukowane przy biurku diagnozy. Retorta, a raczej dokonywające się w niej reakcje, wybitnie sprzyjają puszczeniu w ruch kilku koników niżej podpisanego, które z tych łamów od lat zajadle sobie parskały, zalotnie grzebiąc w stronę czytelnika. Zaprezentujemy je po kolei, a więc:

Za jedną z niezwykle istotnych potrzeb społecznych uważałem zawsze potrzebę przygody, za jedną z najdotkliwszych klęsk społecznych – klęskę nudy, czyli psychicznej śmierci. Emocje meczów ligowych i najeżonych niespodziankami ligowych tabeli to...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: