Retrospekcje

Gdynia była chlubą II Rzeczypospolitej. Z rybackiej wioski w ciągu dziesięciolecia Polska potrafiła zrobić najnowocześniejszy port w Europie. Niepowtarzalną atmosferę miasta, a potem jego bohaterską obronę przed Niemcami, gdzie architekci i maklerzy bili się obok zwykłych robotników, opisał w „Wiadomościach Polskich” z 12 października 1941 r. mieszkaniec Gdyni i jej obrońca Janusz Witek. Gdy dziś w Polsce odżywają pomysły, by nasz kraj nie był tylko rynkiem zbytu dla marketów i dyskontów, przypomnijmy atmosferę tamtej, zupełnie innej Polski.   Janusz WitekTrzy Gdynie Kto nie miał szczęścia być mieszkańcem Gdyni w początkach jej istnienia, stracił wiele. Każdy z nas czuł się pionierem. Życie było trudne i ciężkie, dawało jednak zadowolenie, jakie daje jedynie praca twórcza.  Nie zdarzyło mi się spotkać Polaka, który będąc w Gdyni, nie pokochałby jej od pierwszego wejrzenia. Gdynia przed wojną Zapewne przyczyn wskazać by można wiele i wszystkie byłyby trafne. Duma posiadania, a raczej zbudowania własnego portu, egzotyczność samego miasta (jedyne portowe miasto w Polsce), wpływ Żeromskiego i wiele, wiele innych. Lecz każdy zgodzić się musi, że samo położenie Gdyni jest urocze. Zalesione wzgórza Witomina, Orłowa czy Redłowa, Kamienna Góra w samem mieście, urocze Oksywie ze starym kościołkiem i cmentarzem, lekko zarysowane kontury Półwyspu Helskiego, no i wreszcie sama zatoka. Na tym tle, młode, z wielkim rozmachem zakrojone miasto, gdzie
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze