PRZEJRZYŚCIEJ OD KSIĘŻYCA, JAŚNIEJ OD POCHODNI

Patos patriotycznej pieśni i narodowego frazesu obrzydzili nam różni sprzedawczycy, co pyski mieli pełne ojczyzny. My naszą miłość nosiliśmy głęboko w sercach. Nadto ciągłe obcowanie, rozmowy i koleżeństwo z andrusami krakowskimi, batiarami ze Lwowa, ulicznikami z Warszawy, a choćby tylko z robotnikami i kmiotkami z różnych stron Polski nie pozostały bez wpływu na styl i formę naszych rozmów, wynurzeń i żartów. O stryju Florentynie Raz na tydzień, zwykle w niedzielę lub co dwa tygodnie, rodzice i siostry olbrzymim landem, zaprzęgniętym w cztery konie, ja z bratem wierzchem, wybieraliśmy się do stryja mego ojca, Florentyna, do odległej o kilkanaście kilometrów Lipnicy Wielkiej. Nawiasem mówiąc, zamieszkiwał tam ongi nasz dziad Aleksander, żołnierz i oficer napoleoński. [...] pan Florentyn, dziedzic lipnicki, panisko zamożne, miał opinię oryginała i dziwaka, kpiarza i sobiepana. Nam, dzieciom, imponował początkowo tubalnym głosem, kałduniastym brzuchem, a najbardziej fajką, z którą się nigdy nie rozstawał, lecz z czasem spoufaliliśmy się z nim bardzo, gdyż wybryki nasze tolerował zawsze, często nawet sam, ku utrapieniu naszej matki, psikusy rozmaite nam podszeptywał. Dobijając już siedemdziesiątki, wbrew perswazjom i protestom całej rodziny ożenił się z piękną, dwudziestoletnią panną. Na próżno infułat pilzneński, ksiądz Ignacy Długoszowski (za udział w rewolucji 1848 r. odsiedział i on swoje cztery lata w więzieniu austriackim w „Grajgórze” – Spielberg), z
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze