Plotka jako instrument wspierania kłamstwa katyńskiego

Innym razem gadali, że z obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu przywieziono do Katynia trupy i ubrano je w mundury polskie. Trzecim razem, że to Niemcy rozstrzelali jeńców, sowieckich. Czwartym znów, że to rozstrzelani Żydzi. Trzeba zwrócić uwagę, że każda z tych wersji obalała jednocześnie – wersję sowiecką. Ale po pierwsze, ta ostatnia mało była znana pod  okupacją niemiecką, ze względu na konfiskatę odbiorników radiowych, po drugie na terenie polskim nieszczególnie nadawała się do kolportowania... Zbyt dużo tu jeszcze, mimo wszystko, pamiętano, no, a poza tym... listy! Dlaczegóż, skoro by żyć mieli pod Smoleńskiem aż do sierpnia 1941 roku, wszelki słuch i ślad po nich zaginął, właśnie od wiosny roku 1940?! Nie, ludzie kiwali głową i znowu zaczynali wierzyć w wersję niemiecką. Ale agenci propagandy sowieckiej nigdy się prawie nie demaskowali jako tacy. Taktyką, nakazaną im zresztą z góry, było przenikanie do narodowych organizacji podziemnych. Stąd o wiele łatwiej i skuteczniej było im działać. Zwłaszcza przenikali do organizacji podziemnych tych państw, okupowanych przez Niemcy, które sąsiadowały z Rosją, a które w planach imperialnej polityki Związku Radzieckiego miały być doń włączone po zwycięskiej wojnie. Pewnej niedzieli usłyszałem wiadomość, że kolega mój, rotmistrz Konstanty Anton, z 4. pułku ułanów, uwięziony w Kozielsku i figurujący następnie w niemieckich spisach ofiar katyńskich, które były systematycznie ogłaszane – żyje. – Ależ żyje, naprawdę! – mówiono. –
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze