UPADEK WIELKIEJ PUBLICYSTYKI

Dopiero pod koniec XIX stulecia pisarze nasi zaczęli przestrzegać granicy między piśmiennictwem pięknym (beletrystyką) a politycznym (publicystyką). Jeszcze w czasach romantyzmu poezja i dramat przepojone były problematyką polityczną (żeby wspomnieć „Dziady”), a potem powieść polska stawała ochoczo do służby publicznej. Nie chodzi tu, oczywiście, o tematykę patriotyczną czy historyczną. Publicystyka oznacza chęć pośredniego oddziaływania na życie społeczno-polityczne narodu, zaangażowanie w działalność publiczną. Zatem np. „Trylogii” Sienkiewicza nie można nazwać powieścią publicystyczną, choć „Wiry” są nią bez wątpienia.

Od wieków zagadnienia polityczne pociągały najtęższe umysły i pióra polskie. Pociąg ów spotęgował się po utracie niepodległości. Pisarze polscy uważali wówczas działalność polityczną za wyższy niż pisarstwo szczebel w hierarchii zasług wobec narodu. Większość pisarzy marzyła o czynnym udziale w działalności politycznej i zbrojnej (wojna jest, jak wiadomo, formą polityki), wielu autorów rzuciło swoje życie i talent na ojczysty stos ofiarny. A już każdy pisarz polski uważał za elementarny obowiązek służyć ojczyźnie przynajmniej piórem.

Ideał beletrysty – piękno, publicysty – racja

Te dobre chęci na ogół nie wychodziły na dobre ani literaturze, ani polityce. Literatura polska była zawsze, i pozostała, przesycona polityką, natomiast polityka literaturą. Wielcy artyści raczej rzadko rozumieli zagadnienia polityczne. [...] Miała jednak Polska w ciągu swych dziejów znakomitych publicystów z urodzenia. Wielu z nich pisało tak pięknym językiem, iż najsłuszniej znaleźli miejsce w panteonie historii piśmiennictwa narodowego. W ogóle talent beletrystyczny winien jak najbardziej stronić od polityki, zaś publicystyczny od beletrystyki. Wtedy bowiem istnieje o wiele większa możność powstania arcydzieł zarówno literatury pięknej, jak też publicystyki. Najlepszymi pisarzami politycznymi byli ci, którzy nie silili...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: