Kilof i kataryna

Dziś leżeliśmy na piasku. Cisza zupełna. Słońce było wprost gęste i wyciekało z nieba powoli i ciężko, jak morelowa konfitura z puszki. Tadzio nagle usiadł, zgarnął wypłowiałe włosy i wypalił:

– Faktycznie powiedz mi, co to się robi na tym świecie?

Już, od razu, natychmiast. Dla niego świat jest silnikiem spalinowym, który dotąd szedł i teraz nagle „nawala”. Wydaje mu się, że potrafię mu od razu odpowiedzieć, tak po prostu: karburator się zatkał, trzeba przedmuchać i będzie wszystko w porządku. Nie – nie potrafię, choć wiem, że najprościej byłoby właśnie w ten sposób; tak po szofersku, jak mnie uczyli na Basztowej w Krakowie: Kapitalizm, proszę Tadzia! Nie –...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: