W obliczu końca

Należałem do uczniów Uniwersytetu w Wilnie, gdy profesor był tam rektorem. Nikt z nas, moich kolegów, nie zapomni jego małej, drobnej, pochylonej postaci, siwych włosów, ostrych rysów i bardzo łagodnego spojrzenia. Nikt nie zapomni jego przemówień rektorskich w auli kolumnowej, jego odczytów publicznych w auli Śniadeckich. Na uroczystościach występował zawsze w swojej czarnej, krakowskiej todze, znacznie skromniejszej, na wygląd, od naszych, wzorowanych na starej todze Skargi, bardziej bogatych, bardziej barwnych, bardziej barokowych strojów. Pochodził z Mińszczyzny; w młodości zaczął karierę naukową na humanistyce w Krakowie. Świetna znajomość języków, duża praca, a szczególnie lotna myśl – nadawały ogromną wagę jego dziełom. [...]Przewidział wszystko Z Rosji przywiózł profesor Zdziechowski najgłębsze przekonanie nie tylko o bezbożności, ale i o właściwym satanizmie bolszewizmu. Był zupełnie pewny, że szatan opętał masy ludu rosyjskiego. Gdy w 1925 roku wróciłem z Rzymu na wakacje, znalazłem u profesora niezmiernie żywe zainteresowanie faszyzmem. Miał nadzieję, że jest to ruch masowy, który w katolickich, czy w ogóle chrześcijańskich narodach, może stawić opór tej potędze, jaką były opętane masy bolszewików. Nie on jeden zresztą łudził się tą nadzieją. Dopiero wojna abisyńska, wykazując słabość Włoch, te oczekiwania rozwiała. Początki ruchu hitlerowskiego budziły zaciekawienie profesora jako objawy antybolszewizmu. Po wielu latach stałego przebywania w
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze