A TO POLSKA WŁAŚNIE

Polska jak łyk tęgiego wina Jedna z najpiękniejszych scen „Wesela”. Żyjemy bardziej we śnie, niż na jawie, i często, częste prześladuje nas ten sam sen. Jedziemy do Polski. Wiozą nas diabli. Nie w złotej, ogromnej karecie, raczej płyniemy na jakimś statku, na takim statku, z którego pokładu, już niedaleko brzegów, pasażerowie skaczą w morze. Za czasów najazdu niemieckiego szliśmy we śnie do Polski zazwyczaj przez góry, przez jakieś przełęcze beskidzkie, po głębokim śniegu, w który zapadały się nogi. Czasem topniał śnieg, i szliśmy przez hale zielone. Teraz - i to najczęściej - podróżujemy do Polski we śnie na okręcie. Jadą z nami Bałtowie, ci, których Szwecja wydała Sowietom. Oni wyskakują za burtę i toną, my dobijamy do brzegu i, zdumieni, pytamy: „A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?”. Już niby jesteśmy na miejscu, lecz odzywamy się do diabłów: „A gdzież mnie biesy wieziecie ?”. Oni mówią, że do Polski. [...] Obdarto ją ze wszystkiego, okradziono, obrabowano ją tak, że są chwile, gdy Polska, gdy polskość, więc przynależność do Polski, wydaje się nam być tylko pewnym wzruszeniem, pewnym napięciem woli i uczucia, niczym więcej. Polskość zdaje się wyrażać tylko w biciu serca. Wystarczy byle jaka podnieta, wystarczy jeden takt poloneza Chopina, jeden wiersz Mickiewicza, wystarczy jeden błysk białoczerwonego sztandaru, i ogarnia nas to wielkie wzruszenie, któremu na imię polskość. Serce bije, wali, rozsadza ściany klatki piersiowej, sięga pod gardło. Samo słowo „
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze