Numer 6 (64)/2011

W polityce, w politycznym słownictwie często pojawia się moda na masowe stosowanie pewnych określeń. […] Ostatnio możemy zaobserwować ogromny renesans, powrót określenia „właściwa strona historii” (right side of history). Termin ten, z pewnymi wariacjami, występuje niemal wszędzie. Spokrewnione jest z nim twierdzenie o „marszu historii – w nieuniknionym, jedynie właściwym, wskazanym, oczywistym kierunku”. Określenia te uwielbiają laureaci humanistycznych nagród Nobla. Ale przede wszystkim politycy pewnej maści – wraz ze swymi tzw. konsultantami [...] Kiedy mowa o „właściwej stronie historii”, to o co właściwie chodzi? Czy o „moją stronę”, „dobrą stronę”, „stronę, której urzeczywistnienie zachwyci potomność? Mogłoby się wydawać, że mowa o ostatecznym triumfie liberalnej demokracji, ale...
Podczas gdy w krajach chrześcijańskich muzułmanie korzystają z prawa do wolności religijnej, w państwach islamskich wciąż dochodzi do bezprecedensowych aktów dyskryminacji i prześladowania „niewiernych” [...] Do państw stosujących represje wobec chrześcijan zalicza się również Turcja. U schyłku Imperium Osmańskiego liczbę chrześcijan w jego granicach szacowano na 2 miliony (30 proc. całego społeczeństwa). W dzisiejszej Turcji chrześcijanie są zjawiskiem marginalnym, stanowią zaledwie 0,2 proc. ogółu ludności. [...] Ta garstka ludzi dzień w dzień jest konfrontowana z problemami, które nawykłym do tolerancji religijnej Europejczykom po prostu nie mieszczą się w głowie. W brew gorącym zapewnieniom premiera Erdogana chrześcijanie w Turcji wiodą żywot obywateli drugiej kategorii....
Andrzej Waśko
Morfologia bajki pozostaje ta sama Oczywiście ten typ myślenia historycznego o współczesności jest dziś obłożony anatemą przez propagandystów obozu rządowego i przez kreujące retorykę tego obozu ośrodki, które postanowiły opowiadać Polakom postpolityczną bajkę, że we współczesnej Europie nikt już „na nas nie czyha”. Bajka ta mówi też, że anachroniczna historia Polski – przywoływana, niestety, nadal przez prawicowych ekstremistów i machających szabelką rozrabiaczy – skończyła się w 2007 lub w 2010 r. A pod rządami PO, w ramach Unii Europejskiej oraz na mocy rozlicznych międzynarodowych partnerstw i pojednań, czeka nas już tylko spokojne grillowanie na działkach i zakupy w Tesco – oczywiście po zapłaceniu wymaganej raty kredytu we frankach szwajcarskich. Coś podobnego już kiedyś...
Piotr Lisiewicz
Historia upadku kontestatorów Organizując uliczne happeningi, miałem okazję poznać większość głównych kontestatorów III RP, od radykalnej prawicy po anarchistów. Wierzę, że ich działalność miała sens. Dzięki tym akcjom wielu młodych ludzi zaczęło zastanawiać się nad mechanizmami rządzącymi w ich kraju. Jednak działalność ta miała jedno ograniczenie. Buntownicy musieli grać z mediami. Bo tylko one dawały im szansę, nawet nie na przekonanie do swych racji Polaków, ale na poinformowanie ich o swoim istnieniu. Taką grę można było prowadzić tylko w pewnych granicach. Buntownik – polityczny folklor – miał prawo w mediach się pojawiać. Jednak jeśli występując w nich na prawach nieszkodliwego wariata, nadużywał tego statusu i zaczynał zbyt często przemycać nieodpowiednie idee, jego...
Tożsamość ważniejsza od poklasku Nie będzie zapewne wielkim nadużyciem stwierdzenie, że właśnie fakt istnienia we współczesnej Polsce szerokiego, niezależnego środowiska, bardzo hermetycznego, hołdującego tradycyjnym wartościom, o dość sprecyzowanym prawicowym światopoglądzie i jednocześnie podchodzącego z dużym dystansem do wielkiej polityki, niepokornego i nieufnego wobec wszelkiej władzy, śmiejącego się w twarz mainstreamowym mediom na czele z „Gazetą Wyborczą” – stało się przyczyną obwieszczonej niedawno przez rząd „wojny z kibolami” w stopniu nie mniejszym, niż zdarzające się sporadycznie na stadionach, a wyolbrzymiane przez media, przypadki naruszeń porządku. Całej tej wojence pikanterii dodaje fakt, że media i rząd natrafiły na przeciwnika twardego i nieustępliwego, w dodatku...
Anita Gargas
Koordynowane przez Ryszarda Kapuścińskiego kluby ostatnio spełniają funkcję, która w krajach demokratycznych zarezerwowana jest dla mediów, i to nie tylko tych publicznych, oraz instytucji kultury: dają możliwość rozpowszechniania filmów twórców niezależnych. „Mgła” Joanny Cichockiej i Marii Dłużewskiej oraz „10.04.10” (oba wyprodukowane przez „GP”), „List z Polski” Mariusza Pilisa, „Krzyż” Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, ale i filmy dokumentalne niezwiązane z tematyką smoleńską – jak „Media III RP” Pawła Nowackiego i Krzysztofa Nowaka, „Eugenika” Grzegorza Brauna – można obejrzeć jedynie na pokazach w drugim obiegu.   Paradowska martwi się publicznie, że „przetrzebienie pisowskich kadr w telewizji” nie stanowi „specjalnego uszczerbku”. „Udało się bowiem stworzyć spory...
Ewa Stankiewicz
Michał Stróżyk został pobity przez Straż Miejską podczas relacjonowania dla „Gazety Polskiej” protestu pod Namiotem Solidarnych 11 kwietnia tego roku. Spędził pięć dni w szpitalu, miał uszkodzony kręgosłup, wstrząśnienie mózgu i zalecenie noszenia gorsetu ortopedycznego przez miesiąc. Michał nie był agresywny, stawiał jedynie opór bierny i nie było najmniejszego powodu do takiej brutalności wobec niego. Była to demonstracja siły wobec manifestujących, nie bez przyczyny podjęta w 26 godzinie nieustannego protestu, kiedy wszyscy już byli wycieńczeni, po nieprzespanej, zimnej i deszczowej nocy. Rozebrano nam namiot i zabrano go, zostawiając w deszczu i błocie wszystkie zgromadzone pod nim rzeczy. Michał pojechał do szpitala. Część z nas błąkała się wokół tego, co po namiocie zostało. Część...
Robert Frycz
Najzwyczajniej nie było haka Co mną kierowało, kiedy zakładałem bloga? Poprzedni prezydent traktowany był tak, jakby został wybrany przez przypadek, a nie w demokratycznych wyborach – szydzono z niego, jego brata, rodziny, przyjaciół oraz elektoratu, zasłaniając się wolnością słowa i prawem do krytyki. Wynajdywanie coraz bardziej absurdalnych wpadek śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprowadzało się do opisywania spraw błahych, bo o tych poważnych nie było mowy. Po prostu nie można było na tego człowieka znaleźć haka i dlatego punktowano to, co się dało – byle co, aby tylko. Strasznie mnie irytowało takie zachowanie i dlatego na początku lipca ubiegłego roku, jeszcze przed tym, jak Komorowski objął stanowisko prezydenta (a kiedy pełnił obowiązki głowy państwa), postanowiłem założyć...
Filip Rdesiński
Towarzysz O Robercie Kaczmarku – scenarzyście, reżyserze i producencie filmowym, właścicielu firmy Open Group – zrobiło się głośno w lutym 2010 r. w związku z telewizyjną emisją filmu „Towarzysz Generał”. Salon grzmiał, że film jest jednostronny, nierzetelny i skrajnie upolityczniony. Strach, jaki wywołał, spowodowany był tym, że stanowił on wyłom w propagandzie sączonej przez ponad 20 lat społeczeństwu. Odbrązawiał mit generała patrioty. Pokazywał sowiecki, agenturalny rodowód Wojciecha Jaruzelskiego, jego serwilizm wobec Moskwy i cynizm bijący z każdego słowa, jakie wypowiadał. Film podważał moralny wymiar porozumień okrągłostołowych. Dla „Gazety Wyborczej”, głównego obrońcy generała, ciosem było wyświetlenie zarządzonych przez niego antysemickich czystek w wojsku. „Wyborcza”,...
Ryszard Czarnecki
Dwie planety Najlepiej widzę to po sobie. Może to objaw starzenia się i niechęci do tracenia czasu, którego nie wiadomo, ile pozostało, ale nie mam ochoty na picie wódki z palantami sądzącymi, że Rosjanie są OK, Tusk jest super, a „Kaczor” to, proszę pana, znowu przesadza. Wiem, że tacy ludzie są i jest ich sporo, a może nawet i większość, ale kompletnie nie mam ani chęci, ani czasu na użeranie się z takim towarzystwem. Jestem im przeciwny, ale też, uwaga, jestem obok nich. Są jakby z innej planety, na którą się nie wybieram ani też z której przybyszów nie mam ochoty gościć. Szkoda czasu, atłasu i nerwów. Niech sobie egzystują, jak muszą, ale taką populację wolę omijać szerokim łukiem i nie wysłuchiwać ich bełkotu, który i tak atakuje mnie z mainstreamowych mediów. Ostatnio, na moim...
Paweł Nowacki
Wydawałoby się, że historia „półkowników” to stara opowieść z czasów telewizji PRL, kiedy kolejne odwilże i ponowne przykręcania śruby powodowały, że filmowe produkcje zawsze mogły trafić na zły czas i musiały odstać swoje na półkach. Tymczasem okazuje się, że lista współczesnych „półkowników”, choćby z ostatnich kilku lat, nie jest krótka. Niewiele osób o niej wie – jedynie twórcy, zamawiające redakcje i dyrektorzy. Jedni nie nagłaśniają sprawy, obawiając się, że po takim zamieszaniu spadną szanse na ewentualne następne produkcje. Ci, którzy odstawiają film na półkę, też się nie chwalą, bo niby czym? Powrotem cenzury? Ubeckie pomyje Co łączy filmy, których nie zdecydowano się w minionych latach wyemitować w publicznej telewizji? Czy wspólne cechy mają obrazy, których nie możemy...
Michał Rachoń
Kataryna nie mogła uwierzyć… Pierwsza dekada XXI w. nie przyniosła pod tym względem dużych zmian. Jak zwykle zaczęło się jednak od Agory i „Gazety Wyborczej”. Inwestycja koncernu w portal Gazeta.pl (do dzisiaj jedno z bardziej zaawansowanych technologicznie mediów w polskim Internecie) była punktem zwrotnym. Jedną z części tego portalu jest platforma blogowa blox.pl. To na niej swoją wywrotową działalność rozpoczęła Kataryna – blogerka, która zdefiniowała swoją publicystyką kształt czegoś, co już kilka lat później miało się rozwinąć w „blogosferę”, a ostatnio po prostu w tytułowy offstream. Kataryna – niegdyś wierny wyborca Unii Demokratycznej i wierny czytelnik „Wyborczej”, na oczach setek tysięcy internautów prowadziła własne blogerskie analizy danych dostępnych nam wszystkim....
Klaudiusz Wesołek
Gomułka i Wałęsa – gra „tymczasowością” Zmiany czuć w powietrzu, ale nie wiemy jeszcze dwóch rzeczy. Nie wiemy, kiedy nastąpi jakiś przełom – czy za kilka tygodni, za kilka miesięcy, czy też dopiero za kilka lat. Nie wiemy też, jaki charakter będą miały zmiany. Przede wszystkim, czy powstanie na ich skutek prawdziwie wolna i suwerenna Rzeczpospolita, czy też nastąpi kolejna wałęsogomułkowska transformacja tego, co Polsce narzucono w roku 1944. Czy słusznie zlewam w jedno nazwiska dwóch „wodzów narodu”? Oczywiście były między nimi duże różnice. Gomułka nigdy nie odciął się od systemu komunistycznego i mówił jedynie o jego naprawieniu i znalezieniu „polskiej drogi do socjalizmu”. Wałęsa szczycił się tym, że sam własnoręcznie obalił komunizm. Jednak śmiało można powiedzieć, że zarówno...
Mateusz Matyszkowicz
Polska jest państwem podziemnym, to znaczy, że cały czas żywa jest idea nihil novi i to ona jest główną siłą napędową polskiej państwowości. Polacy nie stanowią narodu apaństwowego, przeciwnie, są zdolni do samorzutnego organizowania się w struktury państwa, czego przykładem jest fenomen Polski podziemnej czasów wojennych i „Solidarności” lat 80. Ten państwotwórczy instynkt wiąże się z odrzuceniem struktur, które obywatele uważają za obce. Stąd określenie podziemia – jako czegoś alternatywnego względem tego, co na powierzchni, i drugiego obiegu – tego, co wydawane poza obiegiem oficjalnym. „Podziemie” i „drugi obieg” wskazują, że mamy do czynienia z rzeczywistością alternatywną względem tego, co nazywane jest oficjalnym porządkiem. Horyzont państwa Podziemie zakłada też istnienie...
Małgorzata Matuszak
Przypisując człowiekowi zdolność wolnego wyboru, czynimy go racją swego działania. Byty naturalne posiadają w sobie przyczynę swego ruchu, od działającego natomiast zależy, czy działanie zapoczątkuje, czy też nie. Owa dążność wewnątrz samego ruchu odróżnia ruch naturalny od ruchu, który jest działaniem. Pytanie o przejście z możności działania w działanie staje się zatem szczególnie ważne wtedy, gdy mamy do czynienia z zależnością tego przejścia od czyjegoś chcenia – to, czy działanie etyczne będzie miało miejsce, czy nie, zależne jest od tego, czy zostanie wybrane. W przypadku możności nieracjonalnych bowiem, jeśli tylko nastąpi zetknięcie działającego z doznającym, z konieczności jedno działa, a drugie doznaje, w przypadku możności rozumnych zaś taka konieczność nie zachodzi: musi w tym...

Pages