Numer 11 (129)/2016

Tomasz Sakiewicz
W zasadzie jest to podstawowe zadanie wszystkich służb specjalnych. Wysyłanie czołgów, a nawet skrytobójców to ostateczność, dowód na to, że działania inteligentne zupełnie się nie udały. Użycie wojsk jest zawsze bardzo kosztowne i rodzi możliwość odwetu. Wykończenie przeciwnika od środka czy realizacja konkretnego zadania bez strzału są o wiele bardziej efektywne. Taka gra bez wątpienia jest prowadzona wobec Polaków z Moskwy. Kreml wykorzystuje środki masowego przekazu, media społecznościowe, wspólnoty religijne, ruchy społeczne, polityków i biznes do osiągania swoich celów, które w innym przypadku musiałaby osiągać zbrojnie. Oczywiście robią to nie tylko Rosjanie, ale akurat ich skala działania i ostateczne cele są skrajnie niebezpieczne. Wyobraźmy...
Marcin Wolski
Dla kogoś, kto by się dziś obudził po roku snu, jest to z pewnością inny kraj. Zwłaszcza jeśli spojrzy się od góry z lotu ptaka. Od dołu, niestety, ciągle te same układy, żeby nie powiedzieć patologie, kraszone niekiedy przez koniunkturalizm niektórych władz lokalnych. Najważniejsze że Polska wybija się na niepodległość – mocne stanowisko w sprawie uchodźców, odbudowa Wyszehradu, rosnąca rola w NATO, stawianie na narodową suwerenność – to nasze najmocniejsze aktywa. Paradoksalnie próby postawienia nas do kąta przez rozmaite Komisje Weneckie działają na naszą korzyść, zmuszają bowiem do zajmowania zdecydowanego stanowiska i zwiększają społeczne zaufanie do władzy. Również w kwestiach wewnętrznych atak non stop (np. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego)...
Stefan Czerniecki
Tętent końskich kopyt. Co za szczęście, że chociaż one są trzeźwe. Jeden z uczestników już po kilku pierwszych kłusach swojego wierzchowca obsuwa się na bok. W tej pozycji pojedzie najwyżej jeszcze kilka metrów. Wreszcie spada. Jest na tyle blisko startu, że zapewne zaraz podbiegną do niego bliscy. Ci sami, którzy wspólnymi siłami usadowili pijanego krewnego w siodle. Teraz znów się udaje. Klepnięcie otwartą dłonią w zad konia i można jechać dalej. – Deeees... despertarse! – odgłos jego gardłowego barytonu przenika przestrzeń wąskiej szutrowej uliczki. Na próżno. Leżący na ziemi mężczyzna najwyraźniej i tak nic nie słyszy. O tym, że żyje, świadczy jedynie wydobywający się spod niego pochrapujący pomruk. – Despertarse! – ponownie wydziera się starszy...
Olga Doleśniak-Harczuk
Swoje pięć groszy do ostatniej debaty denazyfikacyjnej wywołanej w Niemczech po opublikowaniu raportu Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczącego Akt Rosenburg dołożył w październiku syn „rzeźnika Polski” Hansa Franka – Niklas. To trudny autor. Z jednej strony, bezkompromisowo, jako pierwszy potomek prominentnej, wiernej Hitlerowi rodziny w Niemczech, rozprawił się z przeszłością swoją i rodziców, otwierając tym samym nowy, nieznany wcześniej rozdział w literaturze rozliczeniowej związanej z II wojną światową. Z drugiej zaś, w rozmowie z dziennikarzem pewnej znanej gazety absurdalnie odniósł się do nowej sytuacji politycznej w Polsce, zarzucając nam „zmierzanie w kierunku autokracji”. Niklas Frank nie rozumie Polski, to...
Hanna Shen
Co działo się w minionym miesiącu na kontynencie azjatyckim? Poniżej prezentujemy omówienie wydarzeń, które niekoniecznie trafiają na pierwsze strony gazet, ale są ważne. Hongkong Wrześniowe wybory do Rady Legislacyjnej (LEGCO) w Hongkongu przyniosły nie tylko rekordową frekwencję (wzięło w nich 58 proc. upoważnionych do głosowania). Oto wśród zwycięzców znaleźli się kandydaci popierający większą autonomię Hongkongu, a nawet jego niepodległość. Nadzieje Pekinu, że deputowani LEGCO będą przegłosowywać tylko ustawy zaakceptowane przez władze ChRL i że nie będzie żadnego sprzeciwu wobec polityki komunistów, legły w gruzach. Potwierdziło to pierwsze posiedzenie Rady Legislacyjnej z 12 października tego roku. Podczas ceremonii zaprzysiężenia kilku...
Antoni Rybczyński
W tej wojnie nie bierze się jeńców. Dymisja goni dymisję, a telewizja bombarduje obrazkami dygnitarzy w kajdankach, prowadzonych przez zamaskowanych funkcjonariuszy. W pół roku zniknęło kilka potężnych służb, nowe prezydent powołuje dekretami. Na rosyjskie elity padł blady strach, wróciło widmo stalinowskiego terroru. Półtora roku przed wyborami prezydenckimi Władimir Putin reformuje model swych rządów – i to bynajmniej nie w liberalnym duchu. Wciąż nie jest przesądzone, jaki ostatecznie nowy kształt przyjmie gigantyczny aparat bezpieczeństwa. 8 sierpnia 1999 r. dotychczasowy dyrektor FSB Władimir Putin został premierem. Niedługo potem, przyjmując grupę wysokich oficerów wywiadu, zażartował: „Melduję, że grupa szpiegów pod przykryciem, mająca za zadanie...
Hanna Shen
Chiński prezydent Xi Jinping obawia się niepokojów społecznych spowodowanych m.in. spowalniającą chińską gospodarką. Ale nie jest to jedyne jego zmartwienie. Kolejnym wyzwaniem może się okazać przyszłoroczny zjazd partii, na którym zapadną decyzje, ile władzy będzie miał w swoich rękach Xi, a może nawet – na jak długo. Prezydent toczy właśnie bój o pełną kontrolę nad najważniejszymi organami w państwie i o przedłużenie swojej kadencji. David M. Lampton, kierujący sinologią na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa SAIS, zauważa w artykule pt. „Chiny – rywal czy strona prowokowana” (w kwartalniku „The Washington Quarterly”, 2016 r.), że kiedy Xi Jinping obejmował władzę na przełomie 2012 i 2013 r., Chiny były krajem, którego produkt krajowy brutto był...
Olga Doleśniak-Harczuk
O tym, że denazyfikacja jurystów w obu powojennych połówkach Niemiec poniosła klęskę, wiadomo od dziesięcioleci. W Republice Bońskiej uwikłani w narodowosocjalistyczne zbrodnie płynnie przeskoczyli od Führera do Adenauera, w NRD znaleźli koło ratunkowe w strukturach partyjnych SED. A jednak dopiero teraz, niemal trzy dekady od zjednoczenia Niemiec i 70 lat od zakończenia II wojny światowej, Berlin oficjalnie przyznaje, że budowa wolnego od złogów III Rzeszy aparatu sprawiedliwości po 1945 r. była zwykłą mrzonką, a w RFN po 1949 r. kontrolę nad reformą prawa, sądami i prokuraturami obrali nazistowscy juryści pokroju Eduarda Drehera czy Hansa Gawlika. To oni byli ojcami założycielami zachodnioniemieckiego porządku prawnego, sami sobie...
Sylwia Krasnodębska
Czy trzeba być kobietą, by napisać dobry romans? Nie, choć czasem warto się za nią przebrać. Na deskach polskich teatrów w kilku miastach w kraju wystawiany jest spektakl „Nikt nie jest doskonały” w reżyserii Piotra Dąbrowskiego. Tekst Simona Williamsa interpretowało wielu reżyserów w Polsce i na świecie. Adaptacji może być wiele, ale prawda o miłości jest jedna. W  tej komedii romantycznej wszystko jest jasne. Od pierwszej sceny wiemy, kto się w kim zakocha. W ciemno odgadnąć też można, czy historia będzie miała szczęśliwe zakończenie. I bardzo dobrze, że tak jest. Premiera spektaklu odbyła się 16 października w warszawskim Teatrze Buffo. Leonard (Wojciech Błach lub Jacek Rozenek) to nieco zakompleksiony, podstarzały duchem i...
Plakat „Pociągu do Pusan” na pierwszym planie przedstawia uciekających pośród płonącego dworca bohaterów. Dopiero po chwili zauważyć można, że prawdziwym zagrożeniem nie jest ogień, lecz dziwne postaci, kryjące się kilkanaście kroków za nimi... Kilka miesięcy temu w koreańskich kinach zaskakującą karierę zrobił nawiązujący do tradycji „Egzorcysty” horror „Kapłani” („The priests”), o którym pisałem już na łamach „Nowego Państwa”. Wkrótce okazało się, że to niejedyny film tego gatunku, który przebił w 2016 r. barierę 10 mln widzów w kinach i nieźle zamieszał w koreańskim box-office. „Pociąg do Pusan” („Train to Busan”, znany również jako „Ostatni pociąg”) Yeon Sang-Ho porwał w niezwykłą i krwawą podróż najpierw widzów krajowych, później również...
Sylwia Krasnodębska
Brawurowe kino zrobione oszczędnymi środkami wyrazu. „Jestem mordercą” to film dedykowany fanom thrillerów, policjantom źle wykonującym swoją pracę, ale przede wszystkim… sceptykom polskiego kina. A Srebrnego Lwa dla Macieja Pieprzycy na Festiwalu Filmowym w Gdyni traktować należy w kategorii absolutnego minimum. Film od 4 listopada w kinach. Mój bohater boleśnie przekonuje się, jak banalne jest zło i jak łatwo przenika do naszego życia” – mówił podczas konferencji prasowej w Warszawie 10 października, Mirosław Haniszewski, odtwórca milicjanta, który szuka seryjnego mordercy o pseudonimie „Wampir”. Socjalizm czerwony jak krew Koniec lat 70. Kraj zalany jest, jak słychać w filmie, „socjalizmem czerwonym jak krew”. Na Śląsku grasuje...
Piotr Lisiewicz
W numerze „Nowego Państwa” ukazującym w się okolicach Święta Niepodległości zamieszczamy dziś krótki, ale ważny tekst Stanisława Cata-Mackiewicza poświęcony Józefowi Piłsudskiemu i Romanowi Dmowskiemu, dwóm polskim mężom stanu, którzy w odmienny sposób przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Artykuł ten Cat napisał tuż po śmierci Dmowskiego 2 stycznia 1939 r. W ciekawy sposób ujmuje on różnice między dwoma politykami, odrzucając powierzchowne interpretacje na temat „romantyzmu” i „realizmu”. Wskazuje on, w jaki sposób te dwie koncepcje mogły i mogą wzajemnie się uzupełniać, a nie w wyniku wzajemnych waśni osłabiać Polskę. Te słowa mają swoją wartość także z punktu widzenia dzisiejszych sporów po niepodległościowej...
Fascynowały ją czyny bohaterskich kobiet gotowych oddać życie za ojczyznę, toteż w swoim pokoju zawiesiła portret Joanny d’Arc. Na polu bitwy walczyła mężnie i do utraty sił. I to nie zbłąkana kula odebrała jej życie, a wiadomość o nagłej kapitulacji Warszawy i upadku powstania. Na łożu śmierci w liście do swej ciotki pisała: „Los mój od losu Polski zależy…”. Był maj 1831 r. na Litwie. W ten gorący czas powstania listopadowego ciągnęły nad Niemen regularne wojska z Królestwa Polskiego, by wesprzeć swych braci w walce z rosyjskim zaborcą. Na ich czele stanął Dezydery Chłapowski, który szczęśliwie przedzierał się między maszerującymi na Warszawę armiami Dybicza i Michała Romanowa. Sława jego imienia obiegła już całą ziemię nadniemeńską, a pod sztandary wodza...
Dariusz Jarosiński
Los braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy w nocy z 5 na 6 października 1971 r. wysadzili w powietrze aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, gdzie podczas wielkiej fety medale za krwawe stłumienie protestów na Wybrzeżu mieli odebrać zasłużeni funkcjonariusze, to w istocie kontynuacja historii polskiego podziemia antykomunistycznego, historii sięgającej lat 40. i 50. ubiegłego stulecia. Jerzy i Ryszard stali się spadkobiercami Żołnierzy Niezłomnych walczących z bolszewią na ich rodzinnej, wyszkowskiej ziemi. Burząc aulę w Opolu, bracia Kowalczykowie zakłócili dobre samopoczucie nie tylko mającym w niej świętować funkcjonariuszom MO i SB, lecz także komunistycznym kacykom znajdującym się na szczytach władzy...
Kiedy Iredyński mieszkał na osiedlu Groty, za sąsiadów miał licznych ubeków. Któregoś razu autor „Dnia oszusta” wyprowadzał swojego ukochanego psa Ibisa. Zwierzak rzucił się na innego czworonoga, wyprowadzanego przez sąsiada. – Niech pan lepiej uważa, bo jest 1:0 – warknął ubek. Na co Iredyński podleciał do faceta, dziabnął go zębami w ucho i wrzasnął: – A ch…ja! Już 2:0 dla mnie! Anegdotę o gryzieniu ubeka przytacza Małgorzata Raducha, autorka książki „Gra w butelkę”, świetnie napisanej biografii Iredyńskiego, która była nieocenionym źródłem przy pisaniu tej sylwetki. „Hrabia” ślizga się po korytarzach Ireneusz Iredyński przyszedł na świat trzy miesiące przed II wojną światową, 4 czerwca 1939 r. w Stanisławowie (dzisiaj Ukraina). Ojciec...

Pages