Piotr Lisiewicz

Piotr Lisiewicz
Karol Zbyszewski to zjawisko w historii polskiego felietonu jedyne i niepowtarzalne. Zanim powstał Monty Python, Zbyszewski wymyślił coś podobnego, tylko w polskiej odmianie. Pisarz Józef Mackiewicz, rekomendując go w 1965 r. do nagrody literackiej londyńskich „Wiadomości”, mówił: „To, co on pisze i jak on pisze, nie jest zwyczajnym dziennikarstwem. […] to jest właśnie – literatura. I jako literatura jest czytane”. Dowód pierwszy z brzegu: „ludzie, którzy zupełnie nie interesują się sportem, czytają Karola Zbyszewskiego sprawozdania sportowe”. Przed Państwem lektura obszernego artykułu opublikowanego przez Zbyszewskiego 23 listopada 1941 r., któremu daleko do pogodnego felietonu, jednak odnaleźć można w nim wszystkie cechy jego satyry. Jest w ...
Piotr Lisiewicz
„Moja mała biało-czerwona chorągiewka musi wyrosnąć w wielki sztandar” – mówiła sobie po cichu, zanim rzuciła dyskiem w 1928 r. w Amsterdamie. Pierwsza w historii polska mistrzyni olimpijska i Miss Olimpiady w kraju tulipanów była nie tylko fanatyczną patriotką, lecz także poetką, malarką i żoną szefa polskiego wywiadu z czasów wojny polsko-bolszewickiej. W nocy z 17 na 18 września 1939 r. granicę polsko-rumuńską przekracza dziwny konwój. Według oficjalnych papierów ciężarówki wiozą „przedmioty kultu i przedmioty artystyczne”. W rzeczywistości w skrzyniach znajduje się polski skarb narodowy – rezerwy złota. Wcześniej 75 jego ton przeładowano na stacji kolejowej w Śniatyniu z ciężarówek do wagonów i przewieziono...
Piotr Lisiewicz
„Sybiracy winni zająć wybitne miejsce w szeregu sił ideotwórczych, tworzących Polskę Jutrzejszą. […] Wszystko inne będzie nędznym chałupnictwem, obniżaniem siebie samych, nieaktualnym »organicznikostwem«, a nawet, nie bójmy się mocnych i szczerych wyrazów, zbrodnią wobec tysięcy pomordowanych, z których ostatnim tchem wylatywało ostatnie przekleństwo Moskwie” – pisał Włodzimierz Bączkowski w artykule „Istota problemu tradycji sybirackiej” w piśmie „Sybirak” z 1934 r. (nr 3/4). Inni autorzy „Sybiraka” opowiadali wówczas o „Nowej Rosji” i o tym, że z Syberią (sowiecką!) będziemy handlować i pojawią się tam zastępy wędrowców z Polski, ale „tym razem dobrowolnych” oraz „dzielnych i przedsiębiorczych”. Bączkowski nazywał...
Piotr Lisiewicz
Targ bożonarodzeniowy w młodopolskim Krakowie odbywał się na Rynku Głównym, od strony pomnika Mickiewicza. Jak chwalili się krakowianie, las choinek wyrastał wtedy tam tak wielki, że sam malarz Kasper Żelechowski, będąc „zaledwie” po paru absyntach (trunek cyganerii, nieco słabszy od spirytusu, ale na bazie ponoć halucynogennego piołunu), wszedł pewnego razu omyłkowo w ów gąszcz ze sztucerem, pragnąc coś upolować. Innym razem Żelechowski spotkał na klatce schodowej malarza Schwarca. Żelechowski schodził, a Schwarc, dysząc i sapiąc, wspinał się na czwarte piętro. – Ja się cieszę, że widzę Waszeć. Jak zdrowie? – spytał Kasper. – Źle i to bardzo źle – serce, angina. Właśnie wracam od lekarza. Nie wolno mi już pracować, nie wolno się męczyć, nie wolno mi też...
Piotr Lisiewicz
Żaden człowiek Zachodu nie uwierzy, że prezydent europejskiego kraju dla PR-u kazał zabić własne szkolne dzieci albo wysadzić blok mieszkalny – słyszeliśmy przez ostatnie lata. Żaden? Był w XX w. tylko jeden zachodni kraj, którego służby specjalne, nauka oraz literatura rozłożyły Rosję na czynniki pierwsze. To jej sąsiad i odwieczny wróg – Polska. Dla rosyjskiej władzy zabić dzieci, publiczność moskiewskiego teatru, mieszkańców bloku, wysadzić samolot z prezydentem innego kraju albo zestrzelić samolot pasażerski z trzystu niewinnymi osobami to – jak splunąć. Zachód, który w to nigdy nie wierzył, ostatnią z wymienionych zbrodni zobaczył niedawno na własne oczy, ale jej nie zrozumiał. Nie wie, po co to się wydarzyło, łudzi się, że to jakaś pomyłka. No więc...
Piotr Lisiewicz
Austria i Dania „wyzwolone” przez Armię Czerwoną, Wiedeń i cały Berlin opanowane przez komunistów – tak wyglądałaby Europa, gdyby nie było Powstania Warszawskiego. Taką tezę postawił po analizie faktów historycznych i stopniowo wychodzących na jaw tajnych dokumentów Jan Nowak-Jeziorański w pasjonującym artykule w londyńskich „Wiadomościach” (nr 3, 1981). Dlaczego niemal nigdy nie patrzymy z tej perspektywy na Powstanie? Z jednej strony, nie takiego sukcesu chcieli jego dowódcy i powstańcy. Mieliśmy serdecznie dość walki o czyjeś interesy. Pomysł, by w imię wolności innych narodów poświęcić jeszcze życie ponad 170 tys. powstańców oraz mieszkańców Warszawy i narazić na zrównanie z ziemią stolicę, nie rodził się chyba w żadnej...
Piotr Lisiewicz
Nad śpiącym Krakowem majaczą pierwsze, nieśmiałe promyki wschodzącego Słońca. Ulicą Szpitalną pędzi dorożka. Na koźle siedzi woźnica, miejsce pasażera jest puste, za to na szkapie siedzi sławny redaktor Anatol Krakowiecki. Dorożkarza z wozem zostawia przed domem, do którego – jako znany miłośnik zwierząt – wjeżdża na koniu, by i on przekąsił do spółki z nim śniadanie. Redaktor Krakowiecki powrócił właśnie z nocnego dyżuru w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”, zwanym „Ikacem”. Co w czasie dyżuru napisał? Być może humoreskę „Fanaberie pijackie”, która ukazała się w 1929 r. i którą podpisał tradycyjnie pseudonimem „Pokraka”. Rzecz dzieje się także wczesnym rankiem, ale w tramwaju: KONDUKTOR: Proszę wysiadać! PASAŻER: Jadę dalej... Proszę...
Piotr Lisiewicz
Są w Europie szczęśliwe państwa, które nie zawalą się szybko, mimo że polityką trzęsą w nich bezideowi złodzieje. Sytuacja Polski, sąsiadki Ukrainy, jest krańcowo odmienna. Z taką klasą polityczną, jakiej obraz wyłonił się z afery taśmowej, zwyczajnie nie przetrwamy w tym miejscu Europy jako niepodległe państwo. Albo ją wymienimy, albo – wcześniej lub później – znikniemy z mapy. Gdy piszę te słowa, świat żyje sprawą zestrzelenia przez Rosję malezyjskiego samolotu, a w kraju naszego sąsiada trwają krwawe walki. Pozornie ta międzynarodowa tragedia „przykryła” w Polsce sprawę kompromitujących ministrów taśm. W rzeczywistości – znacząco wzmocniła ich wymowę. To Smoleńsk pokazał, że państwo istnieje tylko teoretycznie Afera taśmowa nie...
Piotr Lisiewicz
Policzki, ogony wołowe i ośmiornice – to zamówienia ministra Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belki w restauracji „Sowa i przyjaciele”, w której kelner podawał im alkohole, zastrzegając, że „nie chciałby obrazić towarzystwa zbyt niską ceną”. „Niegdyś potrawy proste, a pożywne, a teraz ptaki i kapłony. Niegdyś jedna misa starczyła dla wszystkich współbiesiadników, a teraz półmisków kilkadziesiąt” – tak o trosce elit Rzeczypospolitej o własne luksusy i rozkosze mówił ks. Piotr Skarga w jednym ze swych „Kazań sejmowych”. I próbował poruszyć nie tylko ich sumienia, lecz także zdolność racjonalnego myślenia o przyszłości. Krzyczał, że w czasie, gdy wydają pieniądze na luksusy, „Jedne zamki pozbawione są...
Piotr Lisiewicz
„Będą go z pogardą i przekleństwem wspominać przyszłe pokolenia” – zapowiadał autor książki „Kariera barona Andersona”. „Stale był gotów do wszelkich inicjatyw, które szkodziły krajowi […] dążył do najczynniejszego udziału w rozmaitych formach tak zwanej antykomunistycznej krucjaty” – pisali w 1970 r. Kazimierz Koźniewski i Marian Turski w „Polityce”. To charakterystyczne, że właśnie w reformatorach komunizmu gen. Anders budził największą nienawiść. Tę nienawiść najlepiej widać w grafomańskiej poezji socrealistycznej z pierwszych lat komunizmu. Poeta Leon Pasternak w wierszu „Balladka o białym koniu” kpił z tego, że jakoś generałowi Władysławowi Andersowi nie udało się odbić Polski z sowieckich rąk: Jakoś dziwnie biły serca… Jakieś znaki biły z ...
Piotr Lisiewicz
Umarły dom, z oknem zatkanym brudną szmatą, bez śladów jakiejkolwiek ozdoby czy dbania o czystość. A na dachu antena, dzięki której w brudnym pomieszczeniu bezustannie sączy się jad propagandy – ten obrazek typowy dla rosyjskiego krajobrazu, opisany przez Beatę Obertyńską w książce „W domu niewoli”, to najbardziej trafny symbol rosyjskiego życia. „Niebacznie – wierząc zapewne, że żywa noga już stąd nie wyjdzie – pozwolono nam, Polakom, zobaczyć z bliska całą miażdżącą maszynerię ich ustroju i my już wiemy!” – pisze wybitna poetka o doświadczeniach Polaków wywożonych do łagrów po 17 września 1939 r. I pyta: jak przekazać tę wiedzę światu? Próbę taką podjął Ferdynand Antoni Ossendowski, najczęściej po Sienkiewiczu tłumaczony na języki...
Piotr Lisiewicz
Generał Władysław Anders z generałem NKWD Gieorgijem Żukowem spotkali się na mocno zakrapianej kolacji. Filigranowa Zofia Terné śpiewała dla nich rosyjskie romanse. Usłyszawszy „Oczi czornyje” w jej wykonaniu, Żukow płakał jak dziecko. A Anders podsuwał pijanemu sowieciarzowi kolejne dokumenty do podpisania. O trzeciej w nocy Anders uświadomił czuwającej Zosi, czego dokonała: uratowała życie ponad 3 tysięcy ludzi. Generał Anders, podobnie jak cała przedwojenna Polska, wiedział, jaką moc ma głos malutkiej piosenkarki śpiewającej w tamtych szczęśliwych latach przebój Mariana Hemara „Kiedy znów zakwitną białe bzy”. Że nawet sowiecki troglodyta, zarządca syberyjskich łagrów, nie zdoła mu się oprzeć. Zarówno Zosia Terné, „mały kapral II Korpusu”, jak ją później nazywano, jak i ...
Piotr Lisiewicz
Tylko w ciągu jednego roku w rosyjskiej armii zginęło 500 żołnierzy. Nie na wojnie, lecz z powodu pobicia przez oficerów. Żołnierz to niewolnik, powszechnie sprzedawany np. oligarchom do budowy ich dacz, za co pieniądze bierze do własnej kieszeni dowódca. Według tego niewolniczego systemu zorganizowana jest nie tylko armia, lecz cała Rosja, którą opisała w swych książkach zamordowana w urodziny Putina Anna Politkowska. Politkowska, sumienie Rosji, zamordowana została w centrum Moskwy niespełna dziewięć lat temu. Pozostawiła nam w swoich książkach nie tylko opis reżimu Putina, lecz także stanu rosyjskiego społeczeństwa, dzięki któremu reżim może trwać. Pokazywała, że jej własny naród jest na takim poziomie, iż nawet wiedza o tym, że Putin morduje...
Piotr Lisiewicz
Słowa Jana Pawła II, które dziś przypominamy, należą do najmniej znanych spośród tych poświęconych polskiej tradycji i historii. Dlaczego? Bo nie zostały wypowiedziane na krakowskich Błoniach, a na stadionie starego londyńskiego klubu sportowego Crystal Palace. Skierowane były do polskich antykomunistycznych emigrantów, których ponad 20 tys. zajęło miejsca na jego trybunach 30 maja 1982 r. Papież wskazał na polski Londyn, wyśmiewany za antykomunistyczną  „niezłomność” i  w owych czasach bagatelizowany już ze względu na „nieobecność” w kraju, jako na źródło własnej patriotycznej tożsamości. Jak mówił Jan Paweł II, to właśnie ci „nieobecni” „mówią o Polsce, jaka była – i jaką powinna być”. III RP nie jest z pewnością taką Polską, jaką była...
Piotr Lisiewicz
Przodek Mariana Kamila Dziewanowskiego poprowadził słynną szarżę pod Somosierrą, więc za jego przykładem i on sam bronił Polski w 1939 r. jako jeden z ostatnich szwoleżerów. A potem, będąc profesorem amerykańskich uniwersytetów, bił się z tamtejszymi wielbicielami Stalina jako autor książki demaskującej prawdę o Komunistycznej Partii Polski. Udowodnił, że to polscy komuniści sprowadzili na swój kraj w 1920 r. bolszewicki najazd. W maju 1958 r., w ramach odwilży Marian Kamil Dziewanowski, były kawalerzysta z 3. Pułku Szwoleżerów, przyjechał pierwszy raz po wojnie do Warszawy. Ojczyznę odwiedził jako amerykański „profesor wymienny” z Boston College, w ramach stypendium Fundacji Forda. Miał badać dzieje KPP. Na miejscu dowiedział się jednak od historyka prof. Janusza...

Pages