Piotr Lisiewicz

Piotr Lisiewicz
W San Francisco wiosną 1945 r. odbyła się konferencja założycielska ONZ. Na scenie wisiały flagi państw całego świata. Zabrakło jednej – polskiej. Artur Rubinstein, światowej sławy pianista, miał zagrać przed możnymi tego świata.  Furia, wściekłość  – tak opisze uczucie, które go wtedy opanowało. „Ja tego nie mogę tolerować… Proszę wstać” – zażądał od sali. I ostentacyjnie, z narastającą wściekłością, zagrał Mazurka Dąbrowskiego.   Samowolna zmiana programu światowej konferencji, jakiej dokonał jeden z najwybitniejszych pianistów XX wieku, odbiła się szerokim echem. Po odegraniu polskiego hymnu rozległ się huragan braw. Sowiecka delegacja, której przewodził Wiaczesław Mołotow, zmuszona do powstania w czasie hymnu niepodległej Polski, nie kryła wściekłości....
Piotr Lisiewicz
Syn słynnego kompozytora i dyrygenta Emila Młynarskiego, krewny Artura Rubinsteina, aresztowany przez Sowietów trafił do obozu w Starobielsku. Jego wspomnienia, w unikalny sposób pokazujące sowiecką mentalność, pozostają nieznane. Jak pisał przyjaciel Bronisława Młynarskiego Józef Czapski, potrafił w łagrze zachować „styl świata, do którego należał, styl tak bardzo polski i europejski jednocześnie”.   – To szpieg! – oficer NKWD nie miał wątpliwości. Żarówka świeciła Bronisławowi Młynarskiemu prosto w oczy. Enkawudzista krzyczał, żeby się przyznał, bo „my wszystko wiemy”.   – Wy konieczno w razwiedkie?!   – Nie, nie jestem w wywiadzie.   Rosjanin wyciągnął jego paszport – najbardziej kompromitujący dokument w oczach sowieckiego urzędnika. „Ja drugoj takoj strany...
Piotr Lisiewicz
Przed wojną była gwiazdą Wesołej Lwowskiej Fali, genialną odtwórczynią ról pyskatych przekupek i służących. Jako dramaturgowi wróżono jej karierę Gabrieli Zapolskiej. Sowieci wywieźli ją na Kołymę, potem walczyła u Andersa. Gdy pisarzom w PRL fundowano wille, Teodozja Lisiewicz, jako szefowa Związku Pisarzy na Obczyźnie, dorabiała podnoszeniem oczek w rajstopach. Zespół „Wesołej Fali” rząd I (od lewej): Adolf Fleischer (Untenbaum), mgr Miczysław Monderer (Aprikosenkranz), mgr Włada Majewska, Józef Wieszczek, Ewa Stojowska. Rząd II: St. Estecz, Alfred Kowalski, Teodozja Lisiewicz, mgr Czesław Halski, dr Teodor Akrzyński. Rząd III: Love Short, Kazimierz Nabielec, Wilhelm Korabiowski, Ignacy Dąb, Stefanja Zielińska I bogacz, i dziad Tu są za pan brat I każdy ma uśmiech...
Piotr Lisiewicz
Pada deszcz, pada wiersz, cieknie brudna paplanina, po co, po co, może wiesz, wytrąbiłem tyle wina?   W głowie deszcz, słowa z dżdżu, jakieś rymy obsesyjne, wyjdę na dwór, złapię tchu i podstawię łeb pod rynnę.   Zmyję czad, ale cóż, plucha pluchą, wino winem, a ten sam nierdzewny nóż ciągle sterczy w piersiach klinem.   Czytając te słowa po raz drugi, a może trzeci, dostrzegamy, że pokazuje on sposób myślenia poety o sztuce, wolności i utraconej ojczyźnie. Jaki to nóż, który nigdy nie zardzewieje i nie rozleci się, sterczy w jego piersi, tak iż nic nie mogą poradzić na to ani poezja, ani wino? W zupełnie innej tonacji napisze o tym samym w szkicu o podparyskim cmentarzu Montmorency: „...
Piotr Lisiewicz
Oskarżanemu przez komunistów „Zachodowi” przewodniczył ordynariusz mohylewski. W tragicznych dniach o abp. Cieplaku mówił cały cywilizowany świat na wszystkich kontynentach. I słał na Kreml listy z żądaniem jego uwolnienia. Wśród okrzyków hord pogańskich Dlaczego dziś, w ważnym dla Kościoła momencie, zamierzam opowiedzieć historię arcybiskupa Jana Cieplaka? 18 stycznia 1953 r. poeta Jan Lechoń ogłosił jeden ze swoich ważniejszych wierszy. W Polsce trwała stalinowska noc, a Lechoń – symbol II RP, nieprzejednany antykomunista, biedował na emigracji w Nowym Jorku. Tym, kogo przywołał w swoim wierszu na pomoc Ojczyźnie i światu, był tytułowy bohater utworu „Arcybiskup Cieplak”, który cudem uwolniony z rąk bolszewików, staje w zniszczonej sutannie przed papieżem: Jakbyś wpośród...
Piotr Lisiewicz
Oczy przykryte nabojami W centrum gawędy Kozarynowej jest relacja, którą trudno byłoby wymyślić jakiemukolwiek pisarzowi. Trwa Powstanie Warszawskie, kanałami przedziera się jej córka – młoda sanitariuszka Ninka. Tymczasem jej ciężko chora babcia Antonina, matka Kozarynowej, leży w łóżku i słyszy spadające pociski. Jej mąż walczył w Powstaniu Styczniowym. Jest umierająca, jednak ma jeszcze tyle siły, by napisać list-sprawozdanie z powstania dla syna, który jest w Lozannie. Opowiada w nim o wnuczce. Babcia jest wykształconą Europejką, studiowała – podobnie jak Kozarynowa – na Sorbonie. Oto kilka zapisków o powstańczej młodzieży, powstałych pomiędzy 4 a 25 sierpnia 1944 r. Ogarnęła ich wesołość, młodzieńcza, żywiołowa wesołość... Ninka niezrównana w opowiadaniu różnych wydarzeń i...
Piotr Lisiewicz
Opowieść o Jerzym Owsiaku zaczynam od tego obrazka, bo dotyczy mojego pokolenia, obserwowałem to jako licealista, w czasie „okrągłego stołu” mający 16 lat. Ale Owsiak – chcę to pokazać – powtarza ten scenariusz w różnych wariantach od połowy lat 80. do dziś. Owsiak – żywa Ewangelia i posłaniec Ducha Świętego Niesamowitego awansu buntowników z mojego pokolenia, który dokonał się na początku III RP dzięki Owsiakowi, nie zrozumie ten, kto nie żył jako nastolatek w PRL. Gdy przynależność do dowolnej subkultury – czy to punkowy irokez, czy długie włosy „metala”, czy kibicowski szalik  – była z miejsca powodem spisywania przez milicję. Oprócz komuny subkultur nie lubiła szkoła, z naturalnych względów nie popierał też Kościół. I nagle – łzy w oczach, degeneraci zostają bohaterami, bo...
Piotr Lisiewicz
Gdy jako legionista ranny trafił do szpitala, miał tam ze sobą swoje prace. Dzielący z nim pokój reżyser Iwo Gall spytał go w pewnej chwili: „Czego szukasz, Kaziu?” Usłyszał odpowiedź pełną chęci sprawienia przyjemności koledze: „Zrobiłem kiedyś profil twojego ojca. Powinien tu być. Mnie twój ojciec do dupy, a tobie mógłby się przydać”. Oryginalny bywał też, gdy chodzi o zainteresowania malarskie. Jego nauczyciel Stanisław Wyspiański skarżył się w liście do historyka kultury Adama Chmiela: „Niech Pan sobie wyobrazi, pojechał do Włoch, by wchłaniać w siebie wysoką i bujną kulturę starej Romy i Odrodzenia, i przywiózł dwa obrazy olejne przedstawiające osły w Tivoli”. MADONNA HUCULSKA Kazimierz Sichulski Twórczość jednego z najwybitniejszych polskich malarzy Sichulski podsumowywał tak...
Piotr Lisiewicz
W jakieś dwa miesiące później Sapieha, bohater bitwy pod Kockiem, jechał jako jeniec w bydlęcym wagonie do niemieckiego obozu jenieckiego w Sandbostel. Na miejscu poszedł do obozowej latryny. Obok niego, na jesiennym już zimnie, stała postać opatulona szalem. Nagle sąsiad wyłuskał twarz z szala, dotknął jego ramienia i odezwał się wesoło: – Moje uszanowanie księciu panu. Tym razem spotykamy się na tym samym szczeblu socjalnym. Był to harmonista z owej „knajpy tańczącej”, w której Sapieha był z przyjaciółką w przeddzień wyjazdu mobilizacyjnego. Padli sobie w ramiona i serdecznie się uśmiali. Pomyślał, że był to pierwszy spontaniczny śmiech po wrześniowej tragedii. Żegnał się z ojczyzną na pół wieku. Z wyżlicą Korą w pierwszej klasie Eustachy Seweryn Sapieha urodził się 7 sierpnia...
Piotr Lisiewicz
Pamięta Pani pierwsze spotkanie? Nie. Po prostu Przemek był. Ja weszłam jakoś w to środowisko, w kabaret „Pod Egidą”. Tam się pojawiła Osiecka. Jednocześnie były „Jabłonie” i Krzyś Zaleski w Teatrze Współczesnym [chodzi o musical „Niech no tylko zakwitną jabłonie” na podstawie scenariusza Zaleskiego i Osieckiej – przyp. red.]. Potem w Monachium poznałam Jacka Kaczmarskiego.  Zaczęłam też współpracować ze Zbigniewem Łapińskim. To się wszystko jakoś tak zapętliło. Robiłam piosenki do kabaretu z Przemkiem. Poza tym spotykaliśmy się towarzysko. Poza pracą. A potem mój mąż zaprzyjaźnił się z Przemkiem. To właśnie zaowocowało muzyką do „Zmienników”, czyli do dłuższej formy. Jaki był przy pracy? Był dokładny. Serio traktował to, co robi. Zazwyczaj mniej więcej namawialiśmy się,...
Magdalena Michalska
Pamięta Pani pierwsze spotkanie? Nie. Po prostu Przemek był. Ja weszłam jakoś w to środowisko, w kabaret „Pod Egidą”. Tam się pojawiła Osiecka. Jednocześnie były „Jabłonie” i Krzyś Zaleski w Teatrze Współczesnym [chodzi o musical „Niech no tylko zakwitną jabłonie” na podstawie scenariusza Zaleskiego i Osieckiej – przyp. red.]. Potem w Monachium poznałam Jacka Kaczmarskiego.  Zaczęłam też współpracować ze Zbigniewem Łapińskim. To się wszystko jakoś tak zapętliło. Robiłam piosenki do kabaretu z Przemkiem. Poza tym spotykaliśmy się towarzysko. Poza pracą. A potem mój mąż zaprzyjaźnił się z Przemkiem. To właśnie zaowocowało muzyką do „Zmienników”, czyli do dłuższej formy. Jaki był przy pracy? Był dokładny. Serio traktował to, co robi. Zazwyczaj mniej więcej namawialiśmy się,...
Piotr Lisiewicz
„Kto koło roku 1905 i później konspirował i marzył w Zakopanem o zbrojnym, polskim czynie, interesował się samotnikiem w ziemistym habicie na Kalatówkach, bo wiedziano, że bił się w Powstaniu Styczniowym” – notował ksiądz Michalski. „Wrogowie narodowego bytu są prawdziwie straszni, bo są ukryci w tajnikach naszego ludzkiego serca” – pisał sam Brat Albert. A kardynał Karol Wojtyła stwierdzał: „Postać Brata Alberta musi być stale przypominana, rozumiana od nowa”. „W oparach dymu papierosowego i kolejnych lampek wina” Jedną z głównych ulic Monachium szła grupa młodych mężczyzn o egzotycznym wyglądzie. Przyglądali się przejeżdżającym karetom. Wtem jeden z nich włożył nogę pod koło najszykowniejszego z nadjeżdżających powozów. Wóz aż podskoczył, a ranny padł na ziemię i wił się z...
Piotr Lisiewicz
Gdy pewnego razu zatrzymał ją nad ranem sowiecki patrol, nie wpadła w panikę i sprawnie pozbyła się obciążających papierów. Przyznała potem, że wyrzuciła po drodze kartkę, na której zapisała plan drogi, który odcisnął się w notesie. Ale to dlatego, że nie był już potrzebny. A poza tym jedzie do dziecka, które jest w Wilnie. Śledczego starała się wprowadzić w dobry nastrój. Wspominała: „Z wielką lekkomyślnością zeznaję po rosyjsku, w języku, który znam tylko z cygańskich romansów wyśpiewywanych przez matkę”. Prowadzącego przesłuchanie wyraźnie to bawiło. Spytał: „Szto eto za bumażku wy rosżewali i pragłatili na dorogie?”. „Myślę – rosżewali to rozerwała, a pragłatiła to wyrzuciła, i zeznaję: ja rosżewała i pragłatiła...”. Dopiero w celi dowiedziała się, co naprawdę powiedziała: „ten...
Piotr Lisiewicz
Szczupak i wino Kornela Makuszyńskiego Stefania Kossowska urodziła się 23 września 1909 r. we Lwowie. „Złodzieje, oszuści, defraudanci” – tak opisywała ludzi, którzy w dzieciństwie bywali w jej rodzinnym domu. Jego częścią była bowiem kancelaria ojca, wybitnego adwokata. Najbliższymi przyjaciółmi ojca byli pisarze Kornel Makuszyński i Adolf Nowaczyński. Miała więc jako dziecko kontakt z klasykiem dziecięcej literatury. „Serwus Stefanides” – zwracał się do niej. Zapamiętała obyczaje kulinarne i trunkowe autora „Awantury o Basię”. „Ile razy przychodził Makuszyński do moich rodziców, czekał na niego Chambertin, który specjalnie lubił” – wspominała w londyńskich „Wiadomościach”. „Gdy tylko wino się zjawiło, tak się zręcznie zakręcał, że jedna butelka nie wiadomo kiedy znajdowała się pod...
Piotr Lisiewicz
Gdy minęły czasy przedwojennej niepodległej Polski, jej piosenka, ta zadziorna lwowska i ta płocha warszawska, poszła dzięki Gwidonowi Boruckiemu i jego przyjaciołom z Polakami na wojenne szlaki i na wygnanie. Śpiewał o tym emigrantom: Szła w Pierwszym Korpusie i w Drugim, chodziła z lotnictwem, z AK. Do dzisiaj w hostelach melodią nas kusi Choć tyle lat więcej już ma. Mazurek Dąbrowskiego dla Hindenburga Gwidon Gottlieb, bo tak naprawdę się nazywał, urodził się 2 września 1912 r. w Krakowie. Był najstarszym z trzech synów polskich Żydów – Maurycego Gottlieba i Czarnej z Kornerów. „Wysoki, o niebieskoszarych oczach i włosach koloru miodu, miał wrażliwą duszę, nieprzystającą do wyuczonego przez niego zawodu inżyniera elektryka. Rozmiłowany w literaturze i filozofii stracił...
Piotr Lisiewicz
Rząd do dymisji za szkodzenie polsko-rosyjskim spółkom Przyczyną wniosku o odwołanie rządu Jana Olszewskiego nie była lustracja. 22 maja 1992 r. premier sprzeciwił się podpisaniu klauzuli polsko-rosyjskiego traktatu o przyjaźni i dobrosąsiedzkiej współpracy. Przekazywała ona bazy, opuszczane przez wojska rosyjskie wycofujące się z Polski, międzynarodowym spółkom polsko-rosyjskim. Zapis ten wprowadzony został do umowy na prośbę Lecha Wałęsy. Gdy mimo sprzeciwu premiera porozumienie polsko-rosyjskie zostało przez MSZ podpisane, doszło do konfliktu premiera z prezydentem Wałęsą i związanym z nim ministrem spraw zagranicznych Krzysztofem Skubiszewskim. By nie dopuścić do podpisania porozumienia, Olszewski przekazał sprzeciw rządu, wysyłając szyfrogram do Moskwy, na ręce Lecha Wałęsy....
Piotr Lisiewicz
Or-Ot na długo obrazić się nie mógł. Leśmian w dedykacji swego tomiku nazywał go bowiem najlepszym przyjacielem, a poświęcał mu go „na pamiątkę cudownych i całonocnych – aż do świtu – rozmów o poezji... na podwórzu starej kamienicy na Lesznie”. Sam Or-Ot o pannach z warszawskiego Starego Miasta pisywał na przykład tak: Figlarne loczki nad zgrabnym czółkiem, Przy piersiach więź jaśminu. Czyś ty diabełkiem, czyś ty aniołkiem, Panienko z magazynu? Bez nich nie mógł obyć się także wiersz poświęcony staromiejskim strychom: A gdy szesnaście miałem lat, Kochając pierwszy raz po cichu, Pasemko włosów, list i kwiat Schowałem w jakiś kąt na strychu. W złej chwili pukiel, list i kwiat Zmieszałem – dzieciak – ze śmieciami – Bo tak się stało w biegu lat Z wszystkimi serca...
Piotr Lisiewicz
Jak pisał jeden ze studentów Zdziechowskiego, noblista Czesław Miłosz, ówczesnym zdaniem jego i wielu kolegów „staruszek nie miał pojęcia o tak zwanych problemach dnia, a jego nawoływania o niebezpieczeństwie grożącym światu ze strony komunizmu i nacjonalizmu odznaczały się zabarwieniem żałośliwie maniakalnym”. Katastrofizm, owszem, pasował do atmosfery tych lat, ale oni „właśnie w prądach uznawanych przez profesora za dzieło szatana dopatrywali się zbawienia i to, co było dla niego nocą, brali za » promienne oblicze wschodzącego dnia«”. Jak bardzo się mylili, nauczyć się mieli w dojrzałym życiu... Profesor Zbigniew Opacki, autor najważniejszej pracy poświęconej Zdziechowskiemu „Między uniwersalizmem i partykularyzmem”, przytacza relacje pokazujące, że mimo tego popularność...
Piotr Lisiewicz
W jednej skarpetce i dwóch krawatach „Dla niego liczyły się tylko książki i malowanie. Mógł nawet nie jeść całymi dniami. Do tego był bardzo roztargniony, wciąż w chmurach. Kiedyś pojechaliśmy odwiedzić w szpitalu panią Marynię. Siedzimy, pan Czapski założył nogę na nogę, ja patrzę, a on zapomniał jednej skarpetki! Albo – w każdą niedzielę przychodziła w odwiedziny pani Teresa. Któregoś razu patrzę, a u pana Czapskiego na szyi dwa krawaty. O! – mówię – Pan Józefek dziś podwójnie elegancki! Jeden krawat dla pani Teresy, drugi dla mnie... podczas otwarcia swojej wystawy w Londynie wystąpił w szarym garniturze, jednym bucie brązowym, a drugim czarnym...” – takie zabawne wspomnienie kucharki Janiny Gąskiewicz o Józefie Czapskim opublikował „Dziennik Bałtycki”. „Jednych nazywa się...
Piotr Lisiewicz
Gdyby ludzie zaczęli gadać Po dwóch latach od 10 kwietnia Polski kłamstwo smoleńskie przestało być wiarygodne w oczach każdego uczciwego człowieka, interesującego się sprawą. Wszystko, o czym mówiły w tym czasie wielkie media, okazało się stekiem propagandowych bzdur. Ponieważ są one nie do obrony, właściwie nikt ich na poważnie nie broni. Nie minął jednak paraliż zabraniający o Smoleńsku mówić. Wydaje się on dziś wśród większości Polaków nie mniej silny niż ten w Sowietach, opisywany przez antykomunistycznych dysydentów. Gdyby ludzie nie wstydzili się gadać, szybko zobaczyliby, że sąsiedzi też nie wierzą „ruskim” ani Tuskowi. Okazałoby się, że zwykli Polacy myślą, iż wobec młodych pilotów i opłakujących ich rodzin media dopuściły się niewyobrażalnego draństwa, oskarżając ich...
Piotr Lisiewicz
„Daremnie tłumaczyłem, że przez słowo »krowa« nie rozumieliśmy żadnej postaci, szczególnie postaci gościa oficjalnego – nie wierzono mi” – wspominał Budzyński już na emigracji, w radiu BBC. Przez kilka miesięcy audycja się nie ukazywała, a lwowiacy pomstowali na brak poczucia humoru w stolicy. Inna groźna afera dotyczyła znieważenia samego premiera. Miało do tego dojść podczas skeczu archeologicznego. Dialog prowadzili dwaj aktorzy, parodiujący kawiarnianych żydowskich komentatorów bieżących wydarzeń – Aprikosenkranz i Untenbaum. – Pan słyszał, że w Biskupinie wykopali rycerza Zyndrama? – I co z nim zrobili? – Wstawili go do rządu... Premierem był wówczas Marian Zyndram-Kościałkowski. Skończyło się na kolejnym wezwaniu Budzyńskiego do Warszawy i zaostrzeniu cenzury wobec...
Piotr Lisiewicz
Niepodległościowy hazard Ten hazard w posowieckiej III RP ani razu nie zakończył się pełnym powodzeniem. Żadnemu z rządów Ulicy nie udało się dokończyć kadencji. Wszystkie musiały oddać władzę w niecodziennych okolicznościach. Jan Olszewski rządził niecałe pół roku i obaliła go „nocna zmiana”, bo – słabo się o tym dzisiaj pamięta – zapobiegł utworzeniu rosyjskich spółek w dawnych bazach armii sowieckiej, na co godził się Lech Wałęsa. Lustracja tylko przyspieszyła sprawę. PiS rządził dwa lata, a arsenał propagandowy użyty przeciwko premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu przerósł wszystko, co znaliśmy wcześniej. Jego rząd poległ na postawieniu się oligarchom mającym korzenie w komunizmie i bliskie związki z Rosją. Prezydenturę Lecha Kaczyńskiego zakończył Smoleńsk, Czyli, jak...
Piotr Lisiewicz
Polskie „szczury Tobruku” z Brygady Karpackiej, w której Hemar i Wojtecki służyli, broniły tej twierdzy przez 116 dni, często w libijskim upale i w czasie burz piaskowych. Porównanie do szczurów wymyśliła propaganda niemiecka, jednak polskie poczucie humoru nakazało używać tego przydomku z dumą. Piosenka oddawała ironicznie nastroje żołnierzy, którzy tkwili w twierdzy przez prawie cztery miesiące: Dziatki się pytają kołem, Skąd się, dziadziu, wziąłeś tam? Po co się w Tobruku wziąłem? Prawdę mówiąc, nie wiem sam. Czy dla sprawy, czy dla hecy, Czy by lepszą kontrol mieć, Posadzili nas w fortecy, Tutaj, powiedzieli, siedź. Pamiętaj o tym wnuku, Że dziadzio był w Tobruku I myślał sobie różne rzeczy, Różne rzeczy raczej nie do druku. Zapomniał ,co to dziwa, Wytrzymał rok...
Piotr Lisiewicz
Nocna rozmowa z Tuwimem W nowojorskim mieszkaniu spotkało się dwóch mężczyzn. Rozmowa była burzliwa i trwała do rana. Gospodarzem był Julian Tuwim, którego odwiedził Wacław Solski. Jan Lechoń pisał, że został on wysłany do Tuwima, by przetłumaczyć mu, żeby nie wracał do PRL. Sam Solski wspominał tę rozmowę: „Tematem jej był komunizm. Nie powrót do Warszawy, już wówczas przez Tuwima zdecydowany... mówiłem o sowieckich łagrach, o procesach moskiewskich i komunistach polskich, wymordowanych w Rosji. Tłumaczyłem jak to się wszystko łączy, z jakiego źródła płynie”. Był 1946 rok i Tuwim miał za sobą młodość spędzoną w niepodległej II RP. Zaś jego gość znał komunizm z pierwszej ręki, jako jeden z jego dawnych wyznawców. Rozmowa zakończyła się zgrzytem. „Jedno z dwojga” – powiedział Tuwim...
Piotr Lisiewicz
Już mię nie ujrzysz, bałwanie. Wziąłem twoją szablę i odziewanie, Bo jak wiesz – noc i mróz gniecie. Potem wyrzucę te paskudztwo na śmiecie. Bo coś brzydko od niego śmierdzi. Tylko proszę, niech baryń za to nie sierdzi. – taki złośliwy wierszyk wypisał kredą na ścianie 19-letni Stach Bałaszewicz, bohater powieści Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”. „Bałwanem” był rosyjski komendant, który umieścił go w areszcie. Po uwolnieniu się Stach ukradł płaszcz swojego prześladowcy i zostawił mu cytowany list pożegnalny. Nastolatek ma w powieści wiele cech samego jej autora, który w młodości walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Czarnyszewicz dość niespodziewanie wrócił na półki polskich księgarń. W 2010 r. „Arcana” wydały jego cytowaną najwybitniejszą powieść „Nadberezyńcy”, a w 2011 r....
Piotr Lisiewicz
Tak mi wstyd, strasznie wstyd, Lecz zakochałem się. Który raz? Setny raz! Lecz zakochałem się – piosenka „Bo to się zwykle tak zaczyna” skomponowana przez Alfreda Schütza znana jest do dziś w licznych wykonaniach – od Mieczysława Fogga, przez Bogdana Łazukę, po Macieja Maleńczuka. Historia sprawiła, że przychodziło mu grywać w najbardziej nietypowych okolicznościach.  W polskim obozie w rosyjskim Buzułuku tworzyła się w 1941 r. armia generała Andersa. Pewnego wieczoru strzelec Fredzio Schütz otrzymał rozkaz pilnego stawienia się w willi generała. Spotkał tam przybyłą wcześniej aktorkę i piosenkarkę kabaretową Zofię Terne. Anders poinformował zdziwionych artystów, że mają wziąć udział w kolacji z udziałem wysokich oficerów NKWD. I stworzyć w jej trakcie miłą atmosferę,...
Piotr Lisiewicz
I inna scenka, z satyrycznej książki „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego. Oto sowiecki lejtnant Michaił Zubow zgubił swoją niezwyciężoną Armię Czerwoną uciekającą przed Hitlerem. Ukrył się w domu polskiej dziedziczki, starszej pani, która się nad nim zlitowała. Dała mu jedzenie, ubranie, pomogła wybić wszy i załatwiła fałszywe papiery. Lejtnant nauczył posługiwać się zegarkiem i wanną. Dziedziczka uzupełniła tę edukację nauką modlitwy „Ojcze nasz”. Czego dowodzą te obrazki? Tego, że wiara katolicka była traktowana przez przedkomunistycznych Polaków jako przejaw własnego wysokiego statusu cywilizacyjnego, kultury, przewagi nad barbarzyńskimi, prymitywnymi ideologiami, które zaraziły sąsiadów. Dziedziczka uczy moskiewskiego barbarzyńcę wszystkiego, co cywilizowanemu...
Piotr Lisiewicz
O łamaniu ducha oporu Pytanie o sens pisaniny o sowieckim systemie kłamstwa zadała sobie w jednym z ostatnich w życiu tekstów. Pytała o jej skuteczność. O wartość relacji polskich pisarzy, którzy przeżyli sowieckie piekło. I o zachodnie książki, pisane przez tych, którzy nie poznali komunizmu na własnej skórze. Miała wątpliwości: „Czyż przynoszą Sowietom ujmę i szkodę przerażające zeznania wygłaszane i pisane niemal we wszystkich językach świata? I czy Sowiety kiedykolwiek temu zaprzeczyły? Czy wnosiły przez swoich dyplomatycznych przedstawicieli protesty przeciwko rozpowszechnianiu oskarżeń o ludobójstwo, bestialstwo, pastwienie się?”. I odpowiadała samej sobie, że zaprzeczają niezwykle rzadko. Owszem, wyparli się Katynia, ale to była sytuacja nietypowa, wojna i liczyły się...
Piotr Lisiewicz
Kto jest czyim rzecznikiem Donald Tusk musiał liczyć się zwłaszcza ze zdaniem Pawła Grasia, rzecznika rządu. To Graś miał zdecydować, że Jarosław Gowin wystartuje z drugiego miejsca krakowskiej listy PO. Początkowo nawet chciano – m.in. za namową Grasia – kazać Gowinowi, by startował w wyborach do Senatu, ale lidera „konserwatywnej” frakcji Platformy wsparł Grzegorz Schetyna. – Niektórzy mówią, że to Tusk jest rzecznikiem Grasia, a nie na odwrót. Coś w tym jest – opowiada „Nowemu Państwu” jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Donalda Tuska i Pawła Grasia łączy znajomość z tajemniczymi „opiekunami”. W przypadku Tuska chodzi o Wiktora Kubiaka – wymienionego w raporcie z weryfikacji WSI biznesmena, który pomógł przyszłemu premierowi rozpocząć karierę polityczną. Zagadkowym „...
Leszek Misiak
Kto jest czyim rzecznikiem Donald Tusk musiał liczyć się zwłaszcza ze zdaniem Pawła Grasia, rzecznika rządu. To Graś miał zdecydować, że Jarosław Gowin wystartuje z drugiego miejsca krakowskiej listy PO. Początkowo nawet chciano – m.in. za namową Grasia – kazać Gowinowi, by startował w wyborach do Senatu, ale lidera „konserwatywnej” frakcji Platformy wsparł Grzegorz Schetyna. – Niektórzy mówią, że to Tusk jest rzecznikiem Grasia, a nie na odwrót. Coś w tym jest – opowiada „Nowemu Państwu” jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Donalda Tuska i Pawła Grasia łączy znajomość z tajemniczymi „opiekunami”. W przypadku Tuska chodzi o Wiktora Kubiaka – wymienionego w raporcie z weryfikacji WSI biznesmena, który pomógł przyszłemu premierowi rozpocząć karierę polityczną. Zagadkowym „...
Grzegorz Wierzchołowski
Kto jest czyim rzecznikiem Donald Tusk musiał liczyć się zwłaszcza ze zdaniem Pawła Grasia, rzecznika rządu. To Graś miał zdecydować, że Jarosław Gowin wystartuje z drugiego miejsca krakowskiej listy PO. Początkowo nawet chciano – m.in. za namową Grasia – kazać Gowinowi, by startował w wyborach do Senatu, ale lidera „konserwatywnej” frakcji Platformy wsparł Grzegorz Schetyna. – Niektórzy mówią, że to Tusk jest rzecznikiem Grasia, a nie na odwrót. Coś w tym jest – opowiada „Nowemu Państwu” jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Donalda Tuska i Pawła Grasia łączy znajomość z tajemniczymi „opiekunami”. W przypadku Tuska chodzi o Wiktora Kubiaka – wymienionego w raporcie z weryfikacji WSI biznesmena, który pomógł przyszłemu premierowi rozpocząć karierę polityczną. Zagadkowym „...
Dorota Kania
Kto jest czyim rzecznikiem Donald Tusk musiał liczyć się zwłaszcza ze zdaniem Pawła Grasia, rzecznika rządu. To Graś miał zdecydować, że Jarosław Gowin wystartuje z drugiego miejsca krakowskiej listy PO. Początkowo nawet chciano – m.in. za namową Grasia – kazać Gowinowi, by startował w wyborach do Senatu, ale lidera „konserwatywnej” frakcji Platformy wsparł Grzegorz Schetyna. – Niektórzy mówią, że to Tusk jest rzecznikiem Grasia, a nie na odwrót. Coś w tym jest – opowiada „Nowemu Państwu” jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Donalda Tuska i Pawła Grasia łączy znajomość z tajemniczymi „opiekunami”. W przypadku Tuska chodzi o Wiktora Kubiaka – wymienionego w raporcie z weryfikacji WSI biznesmena, który pomógł przyszłemu premierowi rozpocząć karierę polityczną. Zagadkowym „...
Anita Gargas
Kto jest czyim rzecznikiem Donald Tusk musiał liczyć się zwłaszcza ze zdaniem Pawła Grasia, rzecznika rządu. To Graś miał zdecydować, że Jarosław Gowin wystartuje z drugiego miejsca krakowskiej listy PO. Początkowo nawet chciano – m.in. za namową Grasia – kazać Gowinowi, by startował w wyborach do Senatu, ale lidera „konserwatywnej” frakcji Platformy wsparł Grzegorz Schetyna. – Niektórzy mówią, że to Tusk jest rzecznikiem Grasia, a nie na odwrót. Coś w tym jest – opowiada „Nowemu Państwu” jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Donalda Tuska i Pawła Grasia łączy znajomość z tajemniczymi „opiekunami”. W przypadku Tuska chodzi o Wiktora Kubiaka – wymienionego w raporcie z weryfikacji WSI biznesmena, który pomógł przyszłemu premierowi rozpocząć karierę polityczną. Zagadkowym „...
Piotr Lisiewicz
W tej sytuacji nad artystami zawisła „groźba eksmisji na zbity pysk”. Będąc na kacu, postanowili przystąpić do narady wojennej, najpierw doprowadziwszy się do stanu używalności, uwzględniając, iż „każde dziecko wie, że jedynym skutecznym lekarstwem na kociokwik jest kieliszek wódki. Nawet 2–3 kieliszki, o ile na czczo”. Muszkieterowie akurat byli na czczo, bo bufet hotelowy odmówił im wydania nawet herbaty. W efekcie narady tenor Szczuka położony został na prześcieradle w centrum pokoju, zaś przyjaciele wymalowali jego ciało za pomocą szminek w sine i czerwone plamy. „Tak spreparowany miał za zadanie wić się na podłodze i jęczeć nieludzko” – pisze Tom. Był w tym profesjonalny: „Wycie było specjalnością tego śpiewaka, a na dźwięk jego głosu sam Tarzan pobladłby z zazdrości”. Nic...
Piotr Lisiewicz
Rachunek sumienia za „państwo policyjne” PiS Czy państwo policyjne PiS istniało? Wystarczy porównać nazwiska najgłośniejszych wówczas aresztowanych i zatrzymywanych – biznesmenów, ministrów, parlamentarzystów, lekarzy od łapówek – z obecnymi. Blogerzy, kibole, związkowcy, Solidarni 2010. Opis nasuwa się sam: za PiS aresztowano przede wszystkim wzbogaconych dzięki układom, którzy naruszając prawo, działali na szkodę zwykłych ludzi. Za PO aresztuje się zwykłych ludzi, którzy naruszając niepisane reguły, działają na szkodę wzbogaconych dzięki układom. Pamiętam rozmowy z czasów rządów PiS z rolnikami, gnębionymi przez banki i komorników z powodu niezawinionej pułapki zadłużeniowej. A także ze zwolennikami otwarcia pewnej korporacji zawodowej, prześladowanymi w jej ramach przez sądy...
Piotr Lisiewicz
Magdalena Samozwaniec wspominała, jak poznały się ze Stryjeńską. Pewnego dnia usłyszała, że z saloniku jej rodzinnej willi „Kossakówki” dochodzą głośne dźwięki fortepianu. Zdziwiona zeszła na dół. Zobaczyła przy fortepianie „jakieś zabawne stworzenie z murzyńską kręconą czupryną i wspaniałymi, ognistymi, ciemnymi oczami”. – Co pani tu robi? – spytała. – Jestem Zofia Lubańska – przedstawiło się stworzenie. – Ten domek mi się spodobał, więc weszłam na werandę i gram na fortepianie. Proszę mi nie przeszkadzać. Liczne awantury przyniosły jej opinię – określenie Ireny Krzywickiej – „półwariatki”. W szkole, w której rektorem był jej mąż, Stryjeńska w biały dzień powybijała szyby, a godzinę przed uroczystym oprowadzaniem po niej samego prezydenta pocięła mężowi na kawałki przygotowany na...
Piotr Lisiewicz
Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie. Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”, czyli głupek. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano. Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew...
Piotr Lisiewicz
Historia upadku kontestatorów Organizując uliczne happeningi, miałem okazję poznać większość głównych kontestatorów III RP, od radykalnej prawicy po anarchistów. Wierzę, że ich działalność miała sens. Dzięki tym akcjom wielu młodych ludzi zaczęło zastanawiać się nad mechanizmami rządzącymi w ich kraju. Jednak działalność ta miała jedno ograniczenie. Buntownicy musieli grać z mediami. Bo tylko one dawały im szansę, nawet nie na przekonanie do swych racji Polaków, ale na poinformowanie ich o swoim istnieniu. Taką grę można było prowadzić tylko w pewnych granicach. Buntownik – polityczny folklor – miał prawo w mediach się pojawiać. Jednak jeśli występując w nich na prawach nieszkodliwego wariata, nadużywał tego statusu i zaczynał zbyt często przemycać nieodpowiednie idee, jego...
Piotr Lisiewicz
Kwarta wódki z niepiśmiennym kłusownikiem Pawlikowski nie podzielał zastrzeżeń Mackiewicza co do wódki, stwierdzając: „dobroczynny wpływ alkoholu nie został, moim zdaniem, dostatecznie »rozpracowany« w literaturze”. Anegdota pijacka, której był mistrzem, pojawia się w jego sentymentalnych gawędach co rusz. W książce „Wojna i sezon” opisał postać wileńskiego „wiecznego gimnazisty” Witolda Dusiackiego-Rudominy: „Zdolny, bystry i dowcipny miał wstręt do nauki, pracę uważał za najcięższą karę Boską”. Z racji na tryb życia groziło mu wydalenie z gimnazjum, jednak miał on w Petersburgu wpływowych kuzynów, którzy znaleźli „chody” do wszechwładnego ministra oświaty Kasso. Efektem było przysłanie przez ministra do szkoły zezwolenia na pozostawienie „Rudego” na trzeci rok w ósmej klasie....
Piotr Lisiewicz
Znaczenie kabaretu, na którego deskach występował, zachwalał Jarosy następująco: – Parę lat temu pewne przesilenie rządowe zostało na gorące błagania dyrektora Boczkowskiego odłożone na parę godzin, aby w Qui Pro Quo mogła się odbyć premiera politycznej rewii. Gdyby rząd podał się do dymisji przed siódmą wieczór – rewia przestałaby być aktualna. A przecież zawsze łatwiej jest stworzyć nowy rząd niż nową rewię. Zasłynął propozycją złożoną ze sceny: – A teraz ta z obecnych na sali pań, która jeszcze nigdy nie zdradziła męża, niech wstanie. Rzecz jasna, żadna z kobiet nie wstała, co mężczyźni powitali wybuchem wesołości. O kobietach Jarosy mówił: – Proszę państwa: kobieta jest jak kołnierzyk. Dopiero wtedy, gdy ma się ją na karku, widać, jaki to numer. Sam „na karku” miewał...
Piotr Lisiewicz
W czasie pobytu w Rzymie Bocheńskiego i jego sekretarkę zaatakował osobnik uzbrojony w potężny nóż. „Strzeliłem z mojego Beretta i trafiłem go w rękę, ale że to był pistolet 9-milimetrowy, napastnik przewrócił się” – wspominał zakonnik. Z sytuacji wyciągnął wnioski filozoficzne: „Stąd obrok duchowy: nie używać małych kalibrów – bandyta trafiony z takiej zabawki może człowieka jeszcze zadusić”. „Wysoki, z wielkimi dłońmi i chodem olbrzyma, prawie zawsze z papierosem. Najbardziej pamiętam jego oczy: rzucały srogie, prawie groźne spojrzenia, jakby chciały powiedzieć: »Czy mam znowu słuchać bzdur?«” – tak wspominał Bocheńskiego jeden z jego najwybitniejszych uczniów, książę Mikołaj Lobkowicz, późniejszy prezydent Uniwersytetu Monachijskiego. Jak pisał, nauczył się od polskiego uczonego...
Piotr Lisiewicz
Miasto – grzyb Aleksandrów Pograniczny – tak nazywało się miasteczko, w którym w 1907 r. przyszła na świat Maria Markowska, czyli przyszła Maria Danilewiczowa, a następnie Maria Danilewicz-Zielińska. Położone było ono dwie mile polskie od Torunia, który był już jednak po drugiej stronie granicy. Aleksandrów stanowił część zaboru rosyjskiego, zaś Toruń – pruskiego. Oddzielała je płynąca przez Aleksandrów rzeczka Tążyna. Miasteczko nie miało długiej historii. Przyczyną jego szybkiej rozbudowy było przejście graniczne. „Wyrosło jak grzyb, przy wielkim dworcu kolejowym i komorze celnej” – pisała o nim Danilewicz-Zielińska w zbiorku opowiadań „Blisko i daleko”. Tworzyło to jego niepowtarzalny klimat: „Roiło się od ludzi nieokreślonych zawodów, którzy snuli się senni w świetle słonecznym...
Piotr Lisiewicz
Milczenie o Katyniu, wspieranie mordowania żołnierzy AK i WiN, kampania przeciwko prof. Oskarowi Haleckiemu z 1966 r., antysemicka nagonka z 1968 r., zaszczuwanie księdza Jerzego – wszystko to była dla dzisiejszych 20-parolatków zamierzchła historia z czasów siermiężnego PRL. Nagle, w czasach Internetu i kolorowych reklam, znaleźli się w samym środku wydarzeń nie mniej haniebnych. Tak, nie mniej haniebnych: polscy dziennikarze wyrazili zgodę na zabijanie przywódców Polski. Bo niepodjęcie wysiłku sprawdzenia, czy w Smoleńsku doszło do zamachu, dokładnie to oznacza. Tuzy polskiego dziennikarstwa zademonstrowały nieczułość na argumentację rodzin ofiar Smoleńska. Pokazały jasno, że nie identyfikują się z Polakami nawet w sytuacji ekstremalnej. Zarabiają pieniądze na ich urabianiu i...
Piotr Lisiewicz
Kto bił bolszewików, teraz bije butelki Ryszard Kiersnowski urodził się 6 grudnia 1912 r. w Aleksandrowie koło Nowogródka. Jego ojciec Władysław Kiersnowski był wybitnym śpiewakiem, pierwszym barytonem w mediolańskiej La Scali, słynnym z urody i rozrzutności. Po powrocie z Włoch ojciec śpiewał w Warszawie przy akompaniamencie Paderewskiego. Jego synka Paderewski pogłaskał po głowie. Gdy Ryszard miał pięć lat, przyszła rewolucja bolszewicka. – Sieroża w kuchni powiedział, że pana jutro powieszą na bramie przed dworem – poinformowała ojca służąca Helenka. To ona uratowała mu życie – gdy przyszli bolszewicy, powiedziała im, że pana już zabili chłopi. Lata świetności ojca minęły. Nie potrafił połączyć talentu z gromadzeniem oszczędności. Matka gorzko wyrzucała mu potem, że „przepił...
Piotr Lisiewicz
Prezydent Lech Kaczyński nie był pierwszym politykiem realizującym ideę prometejską, który zginął w tajemniczych okolicznościach. Ten sam los spotkał liderów przedwojennego ruchu prometejskiego – bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego Tadeusza Hołówkę oraz premierów Ukrainy Symona Petlurę i Gruzji Noego Ramiszwilego. „W przypadku Hołówki mord był zakamuflowany zemstą za politykę polską w Galicji Wschodniej, w przypadku Petlury – jego rzekomą odpowiedzialnością za pogromy żydowskie na Ukrainie. W przypadku trzecim – wewnętrznymi walkami międzypartyjnymi w emigracji gruzińskiej” – pisał Włodzimierz Bączkowski. Za każdym razem korzyści z dokonanych przez siebie zbrodni, podobnie jak dziś z niewyjaśnionej śmierci Lecha Kaczyńskiego, czerpała Moskwa. O tym, co stało się po...
Piotr Lisiewicz
Przedstawiamy dziś w „Nowym Państwie” sylwetkę wybitnego znawcy Rosji Włodzimierza Bączkowskiego. Zaś w dziale „Retrospekcje” dwa obszerne kawałki jego książek. Pierwszy mówi o źródłach choroby, której objawy po smoleńskiej tragedii zobaczyliśmy jak na dłoni. O tym, jak okupacja przez Rosję 80 proc. ziem polskich przez 150 lat zniszczyła polską świadomość narodową i uczyniła nas bezbronnymi wobec imperialnej polityki Moskwy. Bączkowski pisał o tym w 1936 r., a więc jeszcze przed komunistyczną okupacją naszego kraju, która zwielokrotniła opisywane przez niego zjawiska. Drugi tekst to fragment książki „Rosja wczoraj i dziś” z 1946 r., przetłumaczonej na wiele języków, która była podręcznikiem w prestiżowym National War College (Narodowej Uczelni Wojennej) w Waszyngtonie, podlegającym...
Piotr Lisiewicz
Pochwalić bezkompromisowość Tarnawskiego w szukaniu prawdy, która skazała go na wygnanie? „Nie oglądajcie bohaterów po ich wielkiej godzinie; często cała małość ducha bierze wtedy odwet na znużonej wielkości” – ostrzegał. Albo, jeszcze mocniej: „Brzmi to jak dziki paradoks, ale najwięcej wykrętów i podświadomego zakłamania spotyka się nieraz u ludzi właśnie prawych i bezkompromisowych. Nie mogąc ani wytępić, ani wejść w kompromis z podejrzanymi elementami swego wnętrza, muszą ratować się wykrętami przed prawdą, która byłaby dla nich nie do zniesienia. Inaczej wpadli by w obłęd albo popełnili samobójstwo”. Napisać, że widział więcej, niż inni? „Im inteligentniejszy człowiek, tym bardziej grozi mu moralna nieuczciwość. Umysł potrafi wszystko wykręcić: ominąć każdy zakaz i usprawiedliwić...
Piotr Lisiewicz
Służba w AK, powstanie warszawskie – to był czas tętentu koni, choć nie było zwycięstwa powracających Żółkiewskich. Amerykański profesor Ernst Nagel, z którym pracowała później na amerykańskim uniwersytecie Columbia, zapytał ją kiedyś o wojnę. „Byłam wówczas szczęśliwa... Teraz jest znacznie gorzej” – usłyszał zaszokowany. „Mieliśmy wówczas tyle nadziei... byliśmy naprawdę zjednoczeni. Byłam taka szczęśliwa, że mogłam z Niemcami walczyć” – wyjaśniła. A potem? Jedność się skończyła. Były napisy na dworcu: „Niech zginie Bierut i Osóbka – pachołki Stalina skurwysyna!”. Ale jednocześnie „zastraszeni urzędnicy zamazywali, ścierali, odcinali przedwojenne orle korony, a jeden nawet – w Milanówku to widziałam, a może w Brwinowie – klnąc po cichu, odpiłowywał bezskutecznie oporną złotą koronę...
Piotr Lisiewicz
Nasza Kartagina pod butem Rosji W 1987 r. ukazał się jedyny w PRL tomik Wacława Iwaniuka. Zbiorek „Kartagina i inne wiersze” wydała podziemna Wolna Spółka Wydawnicza „Komitywa”, która informowała na użytek bezpieki, że działa „gdzieś w Polsce”. Tytułowy wiersz „Kartagina” nabiera dla wielu z nas po 10 kwietnia 2010 r. szczególnego brzmienia: Dziwny to kraj Ta nasza Kartagina Jak medalion wiszący U szyi Bałtyku A schowany Pod butem Rosji Z niego prowadziły kiedyś Drogi w Oświecenie Do Rzymu Do Florencji W Norwidowski dom A dziś Starym gościńcem Wiedzie na Syberię Dziwny to kraj Smutny to kraj Ciemny przedsionek w Azję W przepaść. Za wydawnictwem „Komitywa” stał lublinianin Jan Krzysztof Wasilewski, a pomagał mu student Piotr Mordel z NZS-u. Książka została...
Piotr Lisiewicz
Legitymacja? Będę musiał zastrzelić policjanta Piłsudski, Lenin, Bakunin – ta trójka proroków zabiegała o duszę młodego Pragiera. Szwajcaria, w której studiował na przełomie XIX i XX stulecia, była legendarną kolebką rewolucjonistów. W Zurychu bywali socjaliści wszystkich odmian – słowo komunizm nie było jeszcze w użyciu. Trzydziestoparoletniego Józefa Piłsudskiego przybyłego do Zurychu Pragier zapamiętał następująco: „Miał on wtedy spiczastą bródkę, był wymizerowany, niedbale ubrany, przygarbiony, mówił głosem urywanym, wstrzemięźliwie, bez władczego tonu, którego nabrał później. Działał mocno głębią przekonania, które biło mu z oczu bardzo sugestywnych. Mówił o powstaniach, że są i muszą być udziałem każdego pokolenia, dopóki Polska nie będzie wolna. Zakończył słowami: »Każde...

Pages

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl
Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.