Magdalena Złotnicka

Nie znosił gadać. Na pytania odpowiadał mruknięciami lub po prostu uśmiechał się do rozmówcy, puszczając dym z nieodłącznej fajki. Po Warszawie krążyły opowieści, że jeśli na jakieś pytanie dramatopisarz Jerzy Szaniawski z wysiłkiem wypluł z siebie słowo „tak” lub „nie”, to zaczynała krążyć pogłoska, że „Jerzy się dziś rozgadał”. Życiorys Szaniawskiego na pierwszy rzut oka może wydawać się nudny. Ot, jeden z dramatopisarzy, nazwisko kojarzone, ale nie do końca wiadomo z czym. Siedział całe życie na prowincji i coś tam pisał. No dobrze. Nie coś tam, tylko utwory tłumaczone na wiele języków obcych. Dziś jednak mało kto je pamięta. Milkliwość i niechęć do opuszczania rodzinnego Zegrzynka też nie pomogły mu w budowaniu własnej legendy. Nie był...
Józef Piłsudski podczas tłumaczenia swoim generałom zawiłości polityki międzynarodowej miał zacytować fragment „Tetralogii z kajetu pensjonarki”: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. Gdy usłyszał o tym autor, Tadeusz Boy--Żeleński, doszedł do wniosku, że „pora umierać”. Historyjkę o Piłsudskim cytującym „Słówka” przytacza wielu biografów Boya. Dobrze oddaje problem charakteru obecności Żeleńskiego w naszej literaturze i kulturze – co zresztą zauważył chociażby Sławomir Koper. Zarazem stała się ona częścią pewnej legendy, dziś zarazem obecnej i nieobecnej w naszej codzienności. Tak jak zarazem obecny i nieobecny jest sam Boy. Młodzieży szkolnej przy omawianiu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego wtłacza się do głów, że...
Istnieje przesąd, że podczas Wigilii Bożego Narodzenia przy stole powinna być parzysta liczba biesiadników. Szczególnie wrażliwa na tym punkcie była Maria Brandys, która wraz z mężem spędzała święta we Francji, u Ireny Krzywickiej. Gdy rozprawiała na ten temat, leciwa już Krzywicka z grobowym humorem znalazła rozwiązanie, co zrobić, by było parzyście: „To ja się ofiaruję umrzeć” – stwierdziła. Powyższą historię opowiadała sama żona Kazimierza Brandysa Agacie Tuszyńskiej, autorce książki „Długie życie gorszycielki”, która zadała sobie trud, by dotrzeć to tych, którzy znali Irenę Krzywicką – jej rodziny, znajomych, przyjaciół. Mimo tytułu, w książce – podobnie zresztą jak w życiu Krzywickiej – zgorszeń, przynajmniej tych obyczajowych, nie ma prawie wcale. Zabawne...
W czasach szkolnych pisarz i poeta Aleksander Wat nie był w najlepszej sytuacji finansowej. Usiłował dorabiać, udzielając korepetycji. Niegdyś zatrudniono go, by douczał chłopca słabego z fizyki. Dzieciakowi nie szło ni w ząb. Wat zaczął więc uczyć go… historii Odrodzenia. Oczywiście pracę stracił.  Pisarzy i poetów, którzy sprzyjali komunizmowi, było wielu. Jedni rzeczywiście zafascynowani ideologią widzieli w niej szansę na lepszy, szczęśliwy świat. Inni, zdając sobie sprawę, że służenie panującemu ustrojowi gwarantuje spokój i doraźne profity, kierowali się zasadą: byle przetrwać i żyć dobrze. Liczni – zarówno ci pierwsi, jak i drudzy (chociaż rzadziej) – na pewnym etapie „budzili się” i zaczynali czy to działalność...
Gdy bolszewicy rewidowali mieszkanie, w którym udając szwaczki, ukrywały się Zofia Kossak-Szczucka i jej matka, znaleźli portret ojca pisarki, Tadeusza Kossaka, w mundurze pułku ułanów. Na malowidle widniał napis: „Strubiński”. – Eta kto? – huknął na kobiety bolszewik. Gdyby prawda wyszła na jaw, obie mogłyby zginąć jako przedstawicielki ziemiaństwa. – Eta Strubiński – odpowiedziała przytomnie któraś z kobiet. Z takim przodkiem nijak nie dało się ich powiązać. Rewolucjonista uznał, że obraz jest tu przypadkowo. O pochodzeniu Zofii Kossak-Szczuckiej wiele pisze Mirosława Pałaszewska, autorka jej biografii, z której – oprócz twórczości samej pisarki – korzystałam, przygotowując niniejszy tekst. Jednak jako że drzewo genealogiczne autorki „...

Pages