Magdalena Złotnicka

Krzewiły kulturę i pamięć narodową, inspirowały artystów, dbały o rannych lub walczyły jak mężczyźni. Ryzykowały życie i niekiedy ginęły w imię ideałów. Są jak sama Polska – nie tylko piękne, lecz przede wszystkim charakterne. Od początku istnienia naszej ojczyzny na kartach historii zapisywały się „baby z jajami”. I nie chodzi tu bynajmniej o ideologię gender. Dalecy jesteśmy od propagowania feminizmu w wydaniu wojująco-lewicowym, niemniej trzeba uczciwie stwierdzić, że przez setki lat historii zarówno Polski, jak i świata, to mężczyźni mieli większe pole do popisu – władcy i dowódcy wojskowi, uczeni i kapłani byli przecież facetami. Znamy imiona wszystkich polskich władców, imiona ich żon – już niekoniecznie. Kobiety, które zapisały się w historii,...
Krzewiły kulturę i pamięć narodową, inspirowały artystów, dbały o rannych lub walczyły jak mężczyźni. Ryzykowały życie i niekiedy ginęły w imię ideałów. Są jak sama Polska – nie tylko piękne, lecz przede wszystkim charakterne. Od początku istnienia naszej ojczyzny na kartach historii zapisywały się „baby z jajami”. I nie chodzi tu bynajmniej o ideologię gender. Dalecy jesteśmy od propagowania feminizmu w wydaniu wojująco-lewicowym, niemniej trzeba uczciwie stwierdzić, że przez setki lat historii zarówno Polski, jak i świata, to mężczyźni mieli większe pole do popisu – władcy i dowódcy wojskowi, uczeni i kapłani byli przecież facetami. Znamy imiona wszystkich polskich władców, imiona ich żon – już niekoniecznie. Kobiety, które zapisały się w historii,...
Była Wigilia, sypał śnieg, zimno kąsało policzki. Poeta Wincenty Różański wracał do domu z żoną przez zimowy, wieczorny Poznań. Zobaczył siedzących na ławce „sztajmersów”, czyli mówiąc wprost: meneli. Poznańskie żuliki były zmarznięte i osowiałe. Witek tak wzruszył się ich losem, że zorganizował dla nich uroczystą kolację. „Poeta wyklęty”. Gdy słyszymy to hasło, przed oczami stają nam automatycznie sylwetki Rafała Wojaczka, Andrzej Bursy czy Edwarda Stachury. Bardziej światli wymienią jeszcze Ryszarda Milczewskiego-Bruna, może Halinę Poświatowską. A pytani, dlaczego „poeta wyklęty”, powiedzą, że żywot pokrętny i burzliwy, taki co sam często staje się legendą literacką, oraz śmierć w młodym wieku – najlepiej śmierć samobójcza. Co dzieje się jednak, gdy poeta,...
Roman Wilhelmi miał problem z poceniem się podczas gry na scenie. Z wielkiego kłopotu zwierzył się aktorce Aleksandrze Śląskiej. Ta poradziła mu, by przed każdym spektaklem wypił setkę whisky. Zastosował się do rady, przed następnym przedstawieniem wypił nawet dwie sety… Na scenie jednak spocił się niemiłosiernie. Poszedł do Śląskiej, poskarżył, że nie działa. – Czy ja ci mówiłam, że ci na pot pomoże? Mówiłam: wypij przed spektaklem – odparła. Charyzmatyczny, czarnooki Nikodem Dyzma. Demoniczny dozorca Anioł z bloku przy Alternatywy 4. Olgierd z czołgu, do którego załogi należał sympatyczny owczarek Szarik. Setki ról teatralnych. Roman Wilhelmi zapisał się w polskiej kulturze złotymi zgłoskami. Jednocześnie do legendy przeszły opowieści o jego...
Aleksander Bardini miał dość ekscentryczne podejście do scenografii i charakteryzacji, a gdy coś nie zgadzało się z jego wizją, potrafił „naprawiać” rzeczywistość. Gdy podczas prób do „Elektry” jego wątpliwości wzbudziła peruka primadonny grającej rolę tytułową, bezceremonialnie rozkudłał kunsztownie ufryzowane anglezy. A następnie wcisnął śpiewaczce perukę na głowę… tyłem do przodu. Historię z awanturą o perukę wspomina scenograf Aleksander Kreutz Majewski w wywiadzie udzielonym Barbarze Ostreloff, a opublikowanym w „Teatrze” w 1995 r. Ja znalazłam ten wywiad w poświęconym Bardiniemu podwójnym numerze „Pamiętnika teatralnego” z 2010 r., w którym ukazała się także – sporządzona przez Marię Dworakowską – „Kronika...
Niedawno zmarły kompozytor i tekściarz Wojciech Młynarski jechał kiedyś nocnym pociągiem na koncert. W przedziale wraz z nim siedziała starsza pani, która zapytała go, czy zna Edwarda Dziewońskiego, czyli Dudka. Kiedy przytaknął, kobieta opowiedziała, że w 1946 r. była telefonistką w łódzkim Grand Hotelu, a Dziewoński przyszedł pożyczyć od niej żelazko. – I co? Nie oddał? – zapytał Młynarski. Kobieta odparła, że oddał, ale całe upaprane. – Wątróbkę na nim smażył! – wyjaśniła z irytacją. Powyższą sytuację wspominał sam Młynarski w książce Piotra i Romana Dziewońskich, „Dożylnie o Dudku”, stanowiącej zbiór opowieści o… Właśnie. O kim? Edward Dziewoński kojarzony jest głównie z Kabaretem Dudek, jednak stwierdzenie, że...
Wojciech Młynarski wspominał, że kiedy pierwszy raz odebrał od Jerzego Wasowskiego zapis nutowy muzyki do jednej ze swoich piosenek, zachwycił się starannym zapisem, praktycznie gotowym do publikacji, tak różnym od „lewych kwitów”, na których bazgrali inni kompozytorzy. Gdy wyraził podziw, Wasowski odpowiedział: „Proszę Pana, bazgrać mogą geniusze. Rzemieślnicy muszą pisać wyraźnie”. To wspomnienie przytacza Dariusz Michalski w książce „Starszy Pan A”, obszernej biografii Jerzego Wasowskiego, zawierającej liczne wspomnienia rodziny i znajomych kompozytora. Wasowski to jeden z dwóch Starszych Panów z niezapomnianego kabaretu, jednego z dowodów na to, że w czasach Polski Ludowej także potrafiły powstawać rzeczy piękne, ciekawe, poruszające. Kabaret Starszych...
Nowy operator Polskiej Kroniki Filmowej Andrzej Munk wraz z bardziej doświadczonym Zbigniewem Raplewskim miał kręcić mecz inaugurujący wiosenną rundę rozgrywek. Tego dnia grały CWKS i Unia Chorzów. Munk jednak zamiast nagrywać podbramkowe sytuacje i gole strzelane w ligowym spotkaniu, zarejestrował na taśmie filmowej… impresję na temat burzy śnieżnej, która przeszła nad stadionem. Materiał wylądował w koszu, a do Kroniki trafiło ściągnięte skądś suche sprawozdanie. Powyższą historyjkę opisał Marek Hendrykowski w poświęconej reżyserowi biografii zatytułowanej „Andrzej Munk”. Książka ta, zbierająca biograficzne fakty z życia i opisująca najważniejsze dzieła Munka, była podstawą pisania niniejszego tekstu. A anegdota wiele mówi o ...
Elżbieta Czyżewska choć była wybitnie utalentowaną aktorką, nie miała w ogóle talentów estradowych. Pech chciał, że poproszono ją – w owym czasie bożyszcze tłumów – by wraz z Lucjanem Kydryńskim poprowadziła festiwal w Sopocie. Jej występ okazał się porażką, a Czyżewska wprost z estrady pojechała na Mazury. Do celu dotarła w odświętnym kapeluszu, nieprawdopodobnie utytłanej wieczorowej kreacji i z torbą, podwieziona przez traktorzystę. Zobaczyła swoje koleżanki. „Dałam dupy, co?” – rzuciła im na powitanie. Powyższą historię wspomina Olga Lipińska w książce Izy Komendołowicz, zatytułowanej po prostu „Elka”. Publikacja stanowi zbiór wspomnień, nie zawsze pozytywnych, o Elżbiecie Czyżewskiej – utalentowanej aktorce,...
Przed wyświetleniem filmu „Co mój mąż robi w nocy” zamiast puścić czołówkę, w której po prostu wymieniono by autorów dzieła, wypchnięto przed widownię legendarnego konferansjera Fryderyka Járosy’ego. Ten zaś zamiast wyczytać nazwiska i profesje poszczególnych osób, każdej dla odróżnienia dodał epitety. W pewnym momencie padło: „scenariusz: Anatol Stern, ten gruby Stern”. Powyższą anegdotkę przytacza Joanna Maleszyńska w tekście „Ten chudy Schlechter” („Poznańskie studia polonistyczne. Seria literacka”). Życiorys „grubego Sterna” – w czasach dwudziestolecia międzywojennego jednego z najważniejszych futurystów, tłumacza Władimira Majakowskiego i Guillaume’a Apollinaire’a, a w czasach Polski Ludowej uczestnika delegacji do Związku...
Kiedy Iredyński mieszkał na osiedlu Groty, za sąsiadów miał licznych ubeków. Któregoś razu autor „Dnia oszusta” wyprowadzał swojego ukochanego psa Ibisa. Zwierzak rzucił się na innego czworonoga, wyprowadzanego przez sąsiada. – Niech pan lepiej uważa, bo jest 1:0 – warknął ubek. Na co Iredyński podleciał do faceta, dziabnął go zębami w ucho i wrzasnął: – A ch…ja! Już 2:0 dla mnie! Anegdotę o gryzieniu ubeka przytacza Małgorzata Raducha, autorka książki „Gra w butelkę”, świetnie napisanej biografii Iredyńskiego, która była nieocenionym źródłem przy pisaniu tej sylwetki. „Hrabia” ślizga się po korytarzach Ireneusz Iredyński przyszedł na świat trzy miesiące przed II wojną światową, 4 czerwca 1939 r. w Stanisławowie (dzisiaj Ukraina). Ojciec...
Rok temu Polacy postawili na patriotów. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory i samodzielnie stworzyło rząd. O sukcesie wyborczym zadecydowały nie tylko konserwatywne wartości, prezentowane przez tę formację, lecz także to, że obywatele uwierzyli, iż PiS po prostu zadba o ich codzienność. W służbie zdrowia, szkolnictwie, na rynku pracy etc. miał być zrobiony porządek. Na ile ekipa Beaty Szydło wywiązała się z tego zadania? Chociaż 56 proc. Polaków uważa, że PiS wywiązuje się ze swoich zadań, to nawet środowiska życzliwe ekipie rządzącej zauważają, że niektóre zmiany są wprowadzane zbyt wolno. Lub zbyt chaotycznie. Ogromna część mieszkańców naszego kraju, na co dzień nieinteresująca się polityką, głosowała na PiS, bo widziała w tej partii szansę na...
W młodości poeta Miron Białoszewski dzielił lokum z uciążliwym sublokatorem. Ten – jak wspominają znajomi poety – regularnie gotował kwaszoną kapustę, najwyraźniej stanowiącą podstawę jego diety w trudnych, powojennych czasach. Garnek stał na kozie, czyli żelaznym piecyku. Ten zaś zajmował centralne miejsce w długim i wąskim pokoju, jaki przyszło dzielić obu mężczyznom. Legenda głosi, że w niektóre dni zamiast kapusty w garnku gotowały się skarpetki nieszczęsnego współlokatora. Ze wspomnień tych, którzy w owym mieszkaniu bywali, wynika jednoznacznie, że zapach był zawsze taki sam.  O sublokatorze-amatorze kapusty opowiada Stanisław Prószyński, w tekście zamieszczonym w książce „Miron. Wspomnienia o poecie”. Pokój  z sublokatorem był jednym z powojennych adresów...
Kiedy Wilhelm Mach, wówczas jeszcze nikomu nieznany nauczyciel pochodzący z Kamionki, składał podanie do Związku Zawodowego Literatów Polskich, wielu dziwiło się jego personaliom, podejrzewano nawet, że nie jest Polakiem. Tymczasem rzecz w tym, że kiedy przyszedł na świat, Polska była pod zaborami, a jego mama zapatrzyła się na cesarza Wilhelma, którego twarz znała z garnków sprzedawanych przez Żydów. Stwierdziła, że jeśli da synowi na imię Wilhelm, to ten wyrośnie na równie przystojnego mężczyznę jak cesarz. Opowieść o garnkach pochodzi od starszej siostry Macha, Bronisławy. Do tego, skąd wzięło się imię jej brata, przyznała się jednemu z dziennikarzy w 1991 r. Na hasło „Wilhelm Mach” ludzie obeznani choć trochę z literaturą reagują najczęściej...
Łobuz ze Lwowa, bon vivant, który szlajał się po knajpach dniami i nocami, by nad ranem jako ostatni opuścić restaurację – tak zapamiętali Wojciecha Kilara przyjaciele z młodości. To z tego łobuza wyrósł wielki kompozytor, podziwiany przez Jana Pawła II. A także artysta, którego wrażliwość nie potrafiła zaakceptować pogardy, z jaką elity III RP traktują szarych Polaków. Wojciech Artur Kilar, wsławiony nie tylko muzyką filmową, lecz – może przede wszystkim – także kompozycjami, które zrewolucjonizowały muzykę klasyczną, urodził się 17 lipca 1932 r. we Lwowie. Jak podaje Maria Wilczek-Krupa, autorka biografii Kilara zatytułowanej „Kilar. Geniusz o dwóch twarzach”, matka kompozytora, Aniela Neonilla Batik, pochodziła z Podola, z miasteczka o ...
Kiedy Barbara Kwiatkowska-Lass, pierwsza żona reżysera Romana Polańskiego, wyprawiała przyjęcie z okazji kolejnych urodzin, wśród gości znalazło się wielu ekscentryków ze świata filmu, literatury i telewizji. Jak wspomina Ewa Morelle, wszystkich przebiła jednak córka jednej z reżyserek telewizyjnych, która dla szpanu „na oczach gości zjadła prawie cały bukiet czerwonych róż, łącznie z kolcami, przeznaczony dla pani domu” Powyższą historię Ewa Morelle, wcześniej Ewa Frykowska, żona zamordowanego przez bandę Charlesa Mansona Wojciecha Frykowskiego, opisała we wspomnieniowej książce „Słodkie życie”. W książce nie padają żadne nazwiska, wszystkie postacie ukryte są pod pseudonimami. Barbara Kwiatkowska określana jest mianem Króliczka, „bo wyglądała jak króliczek z...
Poeta Ryszard Milczewski-Bruno znany był z alkoholowych bójek i ekscesów. Do legendy przeszły jego mniej lub bardziej ekscentryczne wybryki i nieokrzesany sposób bycia. Anegdota głosi, że do jednej z takich sytuacji doszło w toruńskiej knajpie Trzy Korony. Bruno wypił tam kieliszek wódki. Następnie go rozgryzł, w efekcie czego pokaleczył sobie usta i policzki. Co zrobił poeta? Zamówił następną wódkę, żeby zdezynfekować rany. Kiedy w podręcznikach literatury pisze się o tzw. poetach przeklętych – pomijam już fakt, że to kategoria sztuczna i sprowadzająca do wspólnego mianownika bardzo odmienne osobowości i życiorysy twórców – to wymienia się zazwyczaj cztery osoby: Edwarda Stachurę, Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka i Halinę Poświatowską. Inni giną w zapomnieniu. Wśród nich zapodział się...
Po tym, jak poeta i opozycjonista Witold Sułkowski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, musiał znaleźć jakieś źródło utrzymania. Najpierw pracował jako pomocnik kucharza, ostatecznie trafił do „Głosu Ameryki”. Jak wspominał, regularnie uczestniczył w audycji pt. „Country Music” prowadzonej przez panią Nowotarską. Problem w tym, że prowadząca tytuł audycji wymawiała jak „Kąfry Józek”. Ostatecznie do „Głosu” przyszedł list. Nadawca pisał z czułością: „Drogi Józefie Kąfry”. I prosił domniemanego Kąfrego o wsparcie finansowe w jakiejś sprawie. Wspomnianą anegdotę Sułkowski opowiadał Zofii Kotkowskiej. Wywiad ukazał się w „Tyglu Kultury” 7 września 2003 r., już po śmierci poety. Nim jednak Sułek – jak o nim mówili znajomi – trafił do Ameryki, przeżył prawie 40 lat w Polsce....
„Gazeta Wyborcza” usiłowała stworzyć wygodną dla siebie metrykę KOD-u. Miała nią być Pomarańczowa Alternatywa, która walczyła o wolność, była także ruchem artystycznym. KOD tymczasem jest zupełnie inny: walcząc o zmianę władzy, stosuje retorykę, że w Polsce nie ma demokracji czy wolności. Tyle że jego walka jest niekiedy komiczna i karykaturalna, bo tego typu słowa padają na wiecach, gdzie jest kilka tysięcy osób. Nikogo się na nich nie zamyka, nie rozpędza przy użyciu gazu. Na bazie działań KOD-owców powstaje cała masa dowcipów i kalamburów. I to jest dla mnie niesamowite. Zazwyczaj przecież to wokół władzy powstaje cała masa dowcipów – z  Waldemarem Majorem Fydrychem, liderem Pomarańczowej Alternatywy, rozmawiają Magdalena Złotnicka i Jan...
„Gazeta Wyborcza” usiłowała stworzyć wygodną dla siebie metrykę KOD-u. Miała nią być Pomarańczowa Alternatywa, która walczyła o wolność, była także ruchem artystycznym. KOD tymczasem jest zupełnie inny: walcząc o zmianę władzy, stosuje retorykę, że w Polsce nie ma demokracji czy wolności. Tyle że jego walka jest niekiedy komiczna i karykaturalna, bo tego typu słowa padają na wiecach, gdzie jest kilka tysięcy osób. Nikogo się na nich nie zamyka, nie rozpędza przy użyciu gazu. Na bazie działań KOD-owców powstaje cała masa dowcipów i kalamburów. I to jest dla mnie niesamowite. Zazwyczaj przecież to wokół władzy powstaje cała masa dowcipów – z  Waldemarem Majorem Fydrychem, liderem Pomarańczowej Alternatywy, rozmawiają Magdalena Złotnicka i Jan...
Aleksander Hertz, właściciel jedynej liczącej się w dwudziestoleciu międzywojennym wytwórni filmowej, Sfinksa, orzekł, że świeżo upieczona aktorka teatralna, młodziutka Jadzia Smosarska, jest stworzona do filmu. Po czym wyznaczył jej termin zdjęć próbnych… i nie przyszedł. Smosarska nie bacząc na to, że ma do czynienia z „szychą”, napisała mu list z ostrą reprymendą, że tak traktuje kobiety. W odpowiedzi Hertz stwierdził, że „smarkatej” aktorki nie chce widzieć na oczy. Rok później i tak zaangażował ją do filmu. Powyższą historię opisywała sama Smosarska, a przytacza ją Małgorzata Hendrykowska w poświęconej aktorce monografii zatytułowanej po prostu „Smosarska”. Przyszła odtwórczyni ról polskich heroin i następczyni Poli Negri w ...
Reżyser Wojciech Jerzy Has miał zwyczaj z bliskimi, lecz także z osobami, z którymi pracował, porozumiewać się za pomocą skrótów myślowych. Ci, którzy go znali, w mig rozumieli, o co chodzi. W innych przypadkach bywało różnie. Pewnemu aktorowi Has powiedział: „W tej kwestii musisz zrobić wyraźne odbicie”. Kamera poszła w ruch, aktor zaczął wygłaszać tekst. W pewnym momencie wydał z siebie… modulowane, przeciągłe beknięcie. Aktor zdziwił się, gdy Has trzymając się za głowę, uciekł z planu filmowego. Najwyraźniej nie o takie odbicie reżyserowi chodziło. Powyższą anegdotę zaczerpnęłam z książki Jadwigi Has „Życie w drugim planie”. Dzięki tej publikacji lata, które Has spędził u boku swojej drugiej żony, należą do najszerzej opisanych, jeśli chodzi o jego życie prywatne. Bo – co ciekawe i...
Przez wiele lat polskie władze trwały w zgubnym dla naszego bezpieczeństwa i błędnym przekonaniu, że problem niepodległości jest nieaktualny, że przeszedł do historii. I uważały, że jedynym celem naszej polityki jest rozmieszczenie się w większej wspólnocie. Dziś widzimy, że tak nie jest. Wiemy, że w UE poszczególne kraje zabiegają o realizację swoich interesów. W Polsce doczekaliśmy zaś rządu, który wreszcie rozumie, że jeżeli my nie będziemy dbali o swoje bezpieczeństwo i szukali partnerów, by je wzmocnić, to nikt nam tego bezpieczeństwa nie zagwarantuje. Nie możemy pozwolić sobie na to, by być śmiesznym popychadłem – z  prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, publicystą i sowietologiem, rozmawia Magdalena Złotnicka.  Czy Polskę obecnie można nazwać krajem bezpiecznym?...
W Domu Aktora opowiadano sobie historię o duchach, była jesień, deszczowy wieczór, nastrój grozy. Jedna z opowieści dotyczyła malarza, który mieszkał w leśniczówce, u posępnej wdowy po leśniczym. Pewnej nocy malarz odwrócił się i za oknem ujrzał wykrzywioną, straszną gębę. Chociaż twarz zaraz zniknęła, był tak przerażony, że z pamięci namalował widziadło. Gdy obraz zobaczyła leśniczyna, zemdlała. Okazało się, że była to twarz jej męża, który jakiś czas temu się powiesił. Wszystkim zrobiło się nieswojo. Wkrótce kobiety zaczęły mdleć – w oknie domu pojawiła się okropna twarz z wielkim nosem. Duch? Nie. Były to genitalia Bogumiła Kobieli, który wraz z przyjacielem, Zbigniewem Cybulskim, opuścił pokój. Podeszli do okna, Kobiela wszedł na ramiona kolegi, zdjął spodnie i pokazał, co pokazał...
Jeśli Polska udawałaby przed sobą, że zrzekła się odszkodowań od Niemiec za II wojnę światową, że się pogodziła – oznaczałoby to, że jest słabym krajem. To nam nie służy w relacjach ze światem, bo przecież słaby partner to taki, którego można lekceważyć i bezkarnie wmanewrowywać w niekorzystne porozumienia. Kraj, który dba o własne interesy, zawsze będzie traktowany dużo poważniej – z byłym dyplomatą Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem rozmawia Magdalena Złotnicka. Na jakiej podstawie Polska miałaby się ubiegać o odszkodowanie od Niemiec? Istnieje zasada zwyczajowego prawa międzynarodowego, niekwestionowana i uznawana przez wszystkich, że za szkody wyrządzone podczas wojen – mordowanie ludzi, powodowanie uszczerbku na ich zdrowiu czy straty materialne, w...
Mocno już leciwy Marian Brandys coraz więcej czasu spędzał w Domu Pracy Twórczej w Oborach. Pewnego razu spacerował po okolicy z Anną Strońską. Przyglądali się kanadyjskim gęsiom. Na Brandysie piękne ptaki nie zrobiły najmniejszego wrażenia. Więcej – oceniał je negatywnie. W końcu, nachmurzony i niezadowolony, poskarżył się Strońskiej: „Nie lubię tu przyjeżdżać, nie lubię stąd wyjeżdżać”. „No to co pan lubi, panie Marianie?” – zapytała pisarza Strońska. Brandys na to: „Narzekać”. Tę anegdotkę przytaczała sama Strońska na łamach „Kultury” w 1999 r. Przytoczona scenka dobrze charakteryzuje zarówno Brandysa, jak i jego nieco zjadliwe poczucie humoru. Sarkastyczny dowcip zaczął zresztą charakteryzować Mariana Brandysa dopiero w późniejszym okresie...