Najpiękniejsza uciekinierka

fot. NAC
„Zofia Nakoneczna mówiła wczoraj moją »Matkę Boską Częstochowską« na wielkiej masówce w Manhattan Center. Przepraszam, że się chwalę
– ale podobno nie tylko wszystkie baby siąkały, ale i mężczyźni płakali – nawet zimne zakamieniałe bossy polityczne i tzw. byznesmeni, którzy z niejednego pieca chleb jedli”
– wspominał poeta Jan Lechoń. To była pierwsza połowa lat 40., a nowojorscy wygnańcy z nieistniejącej Polski mogli przekonać się, że gwiazda polskiego filmu nic nie straciła ze swojej słynnej scenicznej charyzmy.


Córka maszynisty kolejowego z Krakowa deklamowała napisany właśnie być może najpiękniejszy polski wiersz, w którym Lechoń zawarł wezwanie...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: