Kolka pod Chivay

Nieprzyzwoicie tani kurczak w obskurnym barze. Opary dymu na opalonych twarzach mijanych przycupniętych na krawężniku Indianek. I ten późnowieczorny spacer pośród lokalnych mieszkańców. Tak je zapamiętam.

Odpoczywa. Rozłożył się na plastikowym krzesełku na zapleczu jego baru. Ricardo dobrze wie, że tylko tutaj może mieć swój azyl. Poza pracującą z nim żoną do tego miejsca nikt nie ma wstępu. Nikt go nie zobaczy. Nikt nie będzie mu zawracał głowy. Przynajmniej teraz.
Przez uchylone drzwiczki ewakuacyjne wpada nieco świeżego powietrza do zatęchniętego zaplecza knajpy. Można zapalić papierosa. Nawet jeśli któryś z klientów poczuje zapach tytoniu, najpewniej...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: