Zdziczenie obyczajów

Zastanawiam się nad początkiem. Kiedy nasze życie polityczne stoczyło się w otchłań chamstwa, kiedy zatriumfował w publicznym dyskursie język menela, nawet w PRL-u niewpuszczany na salony? Owszem, za komuny wróg był rytualnie opluwany – epitety na temat warchołów wszelkiej maści, psów łańcuchowych czy karłów reakcji kłębiły się na łamach „Trybun” i „Żołnierzy Wolności”, ale z rzadka schodziły do życia codziennego. Gnojący i gnojeni żyli między sobą, świadomi, że role zawsze mogą się odmienić, a wspólnym barakiem i tak rządzą Sowieci.

Zresztą prywatnie wszyscy od dysydenta po członka KC myśleli z grubsza to samo.
Jednostki, które się zbytnio wychyliły, jak...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: