Czerwone niebo nad Berlinem

fot. Sergei Ilnitsky/PAP/EPA
„Mamo, zobaczysz, kiedyś przyjadę po ciebie mercem” – przyrzekł w latach 60. swojej matce Erice Vossler nastoletni Gerhard Schröder. Słowa dotrzymał. „Chcę do środka!” – wykrzykiwał jeszcze jako członek socjalistycznej młodzieżówki pod bońską kancelarią kanclerza RFN. W 1998 r. przekroczył próg Kanzleramtu i rządził w nim niepodzielnie siedem lat. Później, na etacie w Gazpromie, niby wycofał się z życia politycznego, ale zawsze był w obwodzie. Dziś jest pożądanym mówcą i doradcą, niekwestionowaną szarą eminencją przeżywającej właśnie renesans SPD i ojcem kariery politycznej nowo zaprzysiężonego prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera. Cóż, stało się, Gerhard Schröder wrócił do gry i ...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: