Kiedy On wreszcie się narodzi?

Przepychając się między wydzierającym się na cały głos rosyjskim przewodnikiem, pozującymi do zdjęć Japończykami a cwanie wpychającym się przed szereg kolejki Żydem, docieram wreszcie do celu. Jestem tuż przed. Pode mnę utkwiona w posadzce gwiazda. Wielkości ludzkiej dłoni. To miejsce narodzin. Tutaj Jezus przyszedł na świat.

Od pewnego czasu ulica jest zupełnie pusta. Uliczny tłok już za nami. Droga szybkiego ruchu wokół Jerozolimy to już tylko wspomnienie. Jedziemy coraz wolniej, uważnie obserwując to, co za oknem. A widoki wcale nie są budujące. Wszędzie tylko śmieci. Piach i żwir. Gdzieś po prawej stoi opuszczone auto. Już bez koła. Po naszej lewej stronie...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: